Stec: Wenta, guru opętany

Trochę się dziwię, trochę podziwiam. Że też nasi srebrno-brązowi ręczni nie boją się podchodzić do Wenty. Znaczy podchodzić w trakcie meczu, gdy trener znajduje się w typowym dla siebie rozdygotanym, niejednostajnym ruchu wirowym - pisze na swoim blogu Rafał Stec, dziennikarz Sport.pl i Gazety Wyborczej, który relacjonował grę polskich szczypiornistów w mistrzostwach świata w Chorwacji.
Pełny wpis na blogu Rafała Steca

Ja bym się bał. Bałbym się, że mnie kopnie. Prąd.

Jest Bogdan Wenta zjawiskiem ekstremalnym. Kiedy na niego spoglądam, stają mi przed oczami tylko dwaj inni osobnicy o porównywalnej sile rażenia (oczywiście prądem). Brazylijczycy. Pierwszy nazywa się Bernardo Rezende i steruje siatkarzami. Drugi nazywa się Luis Felipe Scolari i steruje piłkarzami od kopania. Nie przyrównuję do ich dorobku dokonań naszego selekcjonera, na razie bezsprzecznie skromniejszych. Nie piję też do nieustającej, znerwicowanej ruchliwości całego tercetu. Piję do opętania. Opętanie widzę w ich spojrzeniu i gestach, każdego podejrzewam o to, że gdyby dla wygrania meczu musiał zadźgać, toby zadźgał bez ułamka sekundy zawahania. Rezende, Scolari i Wenta zdają się po prostu nawiedzeni. (...)

Ale wariackie zachowanie Wenty nie bierze się z oszołomstwa, lecz z krańcowej niezgody na przegrywanie - niezgody chorobliwej, sprawiającej wrażenie reakcji niemal fizjologicznej. Selekcjoner angażuje się w mecz totalnie, a po meczu wykrywa wymierzone w reprezentację zmowy na zasadzie odruchu bezwarunkowego. Instynktownie i bez względu na koszty ucieka od stanu dla niego nienaturalnego, czyli uznania porażki.(...)

Podobnie jak Andrzej Niemczyk, który dwukrotnie ozłocił nasze siatkarki, jest Bogdan Wenta oryginałem. Sukcesy obu znów przypominają, że jeśli trenerzy nie wyściubili nosa poza Polskę, wygrywają w wielkim świecie nieco rzadziej. Obaj w czasach zrozumiałej mody na selekcjonerów obcokrajowców wyróżniają się zaletą bezcenną - choć całą wieczność edukowali się i zbierali doświadczenia za granicą, mówią po polsku i nie budzą wstrętu u okolicznych kolegów po fachu.

Tyle że Wenta ma przewagę również nad Niemczykiem. Jest młodszy, nie szkodzi sobie nawykami wprawiającymi w stan nieważkości, bywa kontrowersyjny tylko w pionie. Stoi przed szansą, by wirować wokół selekcjonerskiego stołka następnych 10, a może i 15 lat. Reprezentacja będzie działać wyłącznie pod wysokim napięciem. Niech podchodzić boją się rywale.