Polska - Dania 31:23. Ten brąz jest piękny!

Duńczycy jeszcze atakowali, gdy oszalały z radości Marcin Lijewski uwiesił się na szyi Bartosza Jureckiego. Polscy piłkarze ręczni nie obronili wicemistrzostwa świata, ale zwieńczyli mundial świetnym meczem i zdobyli brązowy medal - relacja z Zagrzebia specjalnego wysłannika Sport.pl i ?Gazety Wyborczej? Rafała Steca.
Chorwaci płakali i wygwizdali Francuzów »

Ostatnie duńskie natarcie nikogo nie obchodziło, bo Polacy wypracowali wcześniej miażdżącą przewagę, której roztrwonić nie sposób.

Bramkarz Sławomir Szmal już nie wywijał szpagatem półtora metra nad ziemią, lecz odwrócił się od rywali i w euforii tłukł dłonią w słupek. Gracze stojący przy linii bocznej wskoczyli na krzesła, jakby chcieli objąć wzrokiem całe boisko i rejestrować szał kolegów z lotu ptaka.

Tylko Bogdan Wenta, zanim dopadł do roztańczonych piłkarzy, usiadł, opuścił ramiona i schował twarz dłoniach. Najpierw chyba poczuł ulgę. Schodziło z niego napięcie, wyglądał tak, jakby wracał między żywych. Innego tak rozgestykulowanego trenera - tracącego podczas meczu chyba nie mniej kalorii niż piłkarze - w świecie piłki ręcznej nie ma.

Kiedy opadał na krzesło, jeszcze nie wiedział, że dokonał wyczynu niezwykłego, że w żadnej z prestiżowych dyscyplin żadna polska drużyna nie zdobyła medalu na dwóch kolejnych mundialach. Dowiedział się od dziennikarzy.

On i jego ludzie są wyjątkowi, bo podołali jedynemu wyzwaniu trudniejszemu niż wybicie się na sportowy szczyt. Na szczycie się utrzymali. Powtórzyli oszałamiający sukces, gdy rywale już zdawali sobie sprawę, jak Polacy są niebezpieczni.

Petardy Bieleckiego wreszcie wróciły

Duńczycy - aktualni mistrzowie Europy - zdawali sobie sprawę bardziej niż inni. Kilka dni temu nasi piłkarze już im wlali. Ale Duńczycy nie umieli wymyślić niczego, co zapobiegłoby kolejnej porażce.

Prowadzili tylko na początku, gdy na boisku nie działo się nic porywającego. Obie drużyny notorycznie traciły piłkę wskutek niecelnych podań lub przechwytów, obie wyprowadzały sporo kontrataków i miały pod bramkami sporo wolnej przestrzeni. Pudłowały w prostych sytuacjach. Polacy albo przegrywali, albo chwilami dobijali do remisu. Nie wykorzystali nawet przewagi dwóch zawodników, wydawało się, że rozgrywają wręcz najsłabszy mecz na mistrzostwach - przez kwadrans uciułali zaledwie trzy gole.

Krzysztof Lijewski: Będziemy jeszcze bić się o złoto »

Wtedy wystrzelił jednak Karol Bielecki, którego forma przez cały turniej falowała. Przygasły gwiazdor reprezentacji na rozgrzewce pięć razy z rzędu trafiał w Szmala, ale kiedy zaczęła się gra serio, rzucił wyzwanie swojemu duńskiemu odpowiednikowi Mikkelowi Hansenowi, gigantowi również odpalającemu petardy z dowolnego miejsca na boisku. Choć obaj uzbierali po 10 goli, to Bielecki został uznany za bohatera. I Polacy tuż przed przerwą wreszcie Duńczyków dopadli.

A potem jeszcze mocniej ich przycisnęli, z każdą minutą bezlitośnie powiększając przewagę. Nie było mowy o rozpamiętywaniu półfinałowej porażki z Chorwacją (czego się obawiali), grali z pasją, a zarazem zachowywali zimną krew w rozstrzygających momentach. Wiedzieli, że choć w sensie ścisłym różnica między trzecią a czwartą pozycją w świecie jest mikroskopijna, w wymiarze symbolicznym to otchłań. Wygrali, więc stali się multimedalistami MŚ, postaciami nieprzeciętnymi w całym naszym sporcie. Gdyby przegrali, ich osiągi na chorwackim turnieju prędko spadłyby - niezależnie od kibicowskich wspomnień - do rangi niezbyt znaczących faktów statystycznych.

Francja mistrzem świata w piłce ręcznej! »

Zagrzeb opuszczają z silnym przeświadczeniem, że na poprzednie podium nie wpadli przypadkiem, że mają prawo czuć się pełnoprawnymi członkami ścisłej światowej czołówki. W 2007 roku zostali wicemistrzami świata, w 2008 roku zajęli piąte miejsce na igrzyskach olimpijskich, w 2009 roku znów dotrwali do ostatniego dnia mundialu. To piękna seria, niedostępna nawet dla porywających wyobraźnię polskich fanów siatkarzy. Anonimowi dotąd - i kompletnie pozbawieni gwiazdorskich manier - piłkarze ręczni zyskali rozpoznawalność, nauczyli kibiców odróżniać "obrotowego" od "obrony w kole", stali się nową, mocną marką w polskim sporcie.

- Teraz idę do szatni i będę pił alkohol, proszę mi to wybaczyć - ukłonił się do dziennikarzy uśmiechnięty od ucha do ucha Szmal.

Niech mu będzie. Wybaczamy.

POLSKA - DANIA 31:23 (14:11).

Polska: Szmal, Malcher - Siódmiak, Jaszka 4, K. Lijewski 4, Kuchczyński, Bielecki 10, B. Jurecki 1, Jurasik 1, M. Jurecki 4, Tłuczyński 5, M. Lijewski 2, Gliński, Wleklak.

Dania: Hvidt, Jacobsen - Mogensen, Boesen, Laen, Joergensen, J. Jensen, Christiansen, A.E. Jensen, Spellerberg, Knudsen, M. Hansen, Lindberg, Nielsen.