Szansa na awans nie uciekła

Koszykarki Wisły Can-Pack pierwszy raz w historii występów w Eurolidze wygrały w play-off i wciąż mają szansę na awans do ćwierćfinału.
Mistrzynie Polski zachowały szansę, że piąta próba wiślaczek przejścia pierwszej rundy play-off zakończy się powodzeniem. Poprzednie cztery były nieudane, a Wisła nie wygrała wcześniej nawet meczu w fazie pucharowej. Humorów nie poprawiła kompromitująca porażka w Sopronie (58:81).

Wiślaczki zaczęły zbyt nerwowo i po kilku akcjach przegrywały 2:7. Spychana do półdystansu Ewelina Kobryn popełniła błąd kroków, a za moment trafiła tylko w obręcz kosza. Sytuacji mistrzyń Polski nie poprawiło ani umyślne przewinienie Amber Holt, ani wejście Candice Dupree, która w pierwszej połowie nie zdobyła nawet punktu. Twarda obrona przyniosła jednak remis tuż przed zakończeniem kwarty. Na punkt Kobryn zdążyła jeszcze odpowiedzieć Zuzanna Horvath i przyjezdne wygrywały 14:12.

Po trafieniu za trzy Kathleen MacLeod Węgierki znów odskoczyły, ale celny rzut z bliska Agnieszki Pałki dał kolejny remis. Najwyższa w zespole Wisły w ciągu 10 minut aż czterokrotnie popisała się czystymi blokami, w tym na liderce MKB Jelenie Milovanović. Minutę przed końcem drugiej kwarty gospodynie pierwszy raz wyszły na prowadzenie i jak się okazało, nie oddały go do końca.

Fortuna sprzyjała krakowiankom, bo zaraz po zmianie stron czwarte przewinienie popełniła Milovanović, najskuteczniejsza koszykarka pierwszego spotkania. Wisła zagrała kilka bezbłędnych akcji i zdobyła 10 punktów z rzędu. Zaczęła Pałka rzutem z dystansu, ofensywnymi wejściami pod kosz popisała się Dominique Canty, a zakończyła trafieniem za trzy Skerović. Węgierki pogubiły się przy ogłuszającym dopingu, rzuciły zaledwie sześć punktów (żadnego z gry) w trzeciej kwarcie i Wisła prowadziła nawet 42:28.

Mecz był niezwykle dramatyczny i zacięty, ale niewiele było płynnych zagrań. Nie brakowało za to nerwowych i przypadkowych zagrań. Sytuacji na parkiecie nie zmienił czwarty faul Slobodanki Maksimović, bo MKB był słabo dysponowany na linii rzutów osobistych. Niezwykle żywiołowo gestykulujący Norbert Szekely, trener przyjezdnych, coraz częściej załamywał ręce i łapał się za głowę. Ale recepty na poprawę gry swoich podopiecznych nie znalazł. Pierwsze punkty w czwartej kwarcie MacLeod trafiła dopiero po prawie sześciu minutach gry...

Po dwóch spotkaniach jest remis. Trzecie spotkanie w Sopronie zostanie rozegrane 4 lutego.