Menedżer piłkarski - praca za dwie pensje

PRZEGLĄD PRASY. - W ciągu roku zaliczam kilkadziesiąt lotów. Samochodem przejeżdżam jakieś 150 tys. kilometrów - mówi znany polski menedżer piłkarski. Pracują przez cały rok, ale pensję pobierają tylko dwa razy, zimą i latem - czytamy w dzienniku Polska.
Piłkarze Legii kibicują... piłkarzom ręcznym  »

- Często psioczy się na nas, ze żerujemy na piłkarzach. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, ile wnosi nasza działalność. Gdyby nie ja, nikt w Polsce nie poznałby Rogera czy Edsona - mówi Mariusz Piekarski, były reprezentant Polski, a obecnie menedżer.

Godzina 9 rano. Radosław Osuch, menedżer m.in. Pawła Brożka i Łukasza Graguły wchodzi do swojego biura. Po chwili po raz pierwszy dzwoni telefon, najważniejszy przedmiot w biurze Osucha.

- W ciągu roku zaliczam kilkadziesiąt lotów. Samochodem przejeżdżam jakieś 150 tys. kilometrów. Praca menedżera wymaga ciągłych podróży - mówi Przemysław Erdman, dbający o interesy m.in. Sebastiana Przyrowskiego.

W każdej pracy ważne jest wynagrodzenie. Menedżer żyje z prowizji od zawieranych przez piłkarzy kontraktów. W czasie okien transferowych musi uzbierać środki na całoroczną działalność.

- To jest biznes, nie otrzymujemy stałej pensji - przekonuje Jarosław Kołakowski, czołowy polski agent. Nieoficjalnie podaje się, że tej zimy zarobił już około pół miliona złotych.

FIFA nie chce dwóch gospodarzy MŚ - czytaj tutaj »