Wszystkie błędy mistrza

- Chciałem pomóc i zachowałem się po prostu tak, by nie przeszkodzić. Zapomniałem, że skoki to sport dla egoistów - mówi Adam Małysz
Przegrała, płakała, przepraszała

Z Adamem Małyszem rozmawia Piotr Kalisz

Otwarcie mówisz, że jesteś w kryzysie. Ile w tym jest twojej winy?


- Po zakończeniu poprzedniego sezonu prezes Apoloniusz Tajner i wiceprezes Andrzej Wąsowicz chcieli, by trenerem kadry został Polak. To było ważne szczególnie dla młodych zawodników. Ja chciałem pomóc i zachowałem się po prostu tak, by nie przeszkodzić.

To znaczy, że nie chciałeś robić szumu, swoim odłączeniem się od kadry?

- Tak. Ale w końcu z moim menedżerem Edim Federerem doszliśmy do wniosku, że skoki to sport dla egoistów, że powinienem był wtedy tupnąć nogą i powiedzieć, że chcę dalej trenować z Hannu Lepistö. Z drugiej strony związek zapewniał mnie, że w sztabie szkoleniowym będzie profesor Jerzy Żołądź, a więc współtwórca moich największych sukcesów. No i zgodziłem się z decyzją związku mimo że tak do końca nie byłem przekonany.

A związek dał ci wtedy możliwość wyboru?

- Zaakceptowałem decyzję prezesa Tajnera, który na stanowisko trenera mianował Łukasza Kruczka, ale wiceprezes Wąsowicz sugerował mi, że może powinienem dalej trenować z Finem.

Zatem popełniłeś błąd?

- Przyznałem się do tamtego błędu, wyjeżdżając niedawno na trening do Hannu.

Czego właściwie się bałeś, gdy związek pytał cię o zdanie?

- Bałem się odłączyć od całej grupy. Wiem, jak zazwyczaj się kończyły takie układy, że kadra trenuje osobno, a zawodnik indywidualnie. Potem ciężko to jakoś dogrywać, to rozbija kadrę. Teraz jednak muszę pójść swoją drogą.

Związek ci pozwoli?

- Prezes od razu powiedział, że cieszy się, że podjąłem taką decyzję, że on ją szanuje. Dodał, że jeśli będę czegoś potrzebował, to mam mu dać znać, a związek dołoży wszelkich starań, żebym ja był zadowolony i żeby były wyniki.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl