MŚ w Chorwacji: tunezyjska próba biało-czerwonych

Po porażce z Macedonią dla Polaków na mistrzostwach świata w Chorwacji nie ma meczów bez stawki. W środę o godz. 19.30 pierwszy z tych bardzo ważnych - z wicemistrzem Afryki, Tunezją.
W kończącym trzecią serię gier w grupie C pojedynku Rosjanie pewnie pokonali dzisiejszego rywala biało-czerwonych 36:31 (16:11). W efekcie gracze Sbornej wyprzedzili w tabeli Tunezyjczyków, dla których starcie z polskimi wicemistrzami świata jest o być albo nie być na mundialu. Remis lub porażka sprawiają, że wicemistrzowie Afryki nie grają dalej, mogą liczyć najwyżej na czwartą pozycję. Skoncentrowani na zadaniu ogrania zdeterminowanego rywala Polacy powinni też trzymać kciuki za... Niemców, by pokonali ciągle liczącą się Macedonię (by znalazła się poza trójką, która awansuje). Wtedy kończący rywalizację w pierwszej fazie mecz z mistrzami świata decydowałby o pierwszym miejscu w grupie.

W środę Bogdan Wenta nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanego Krzysztofa Lijewskiego (naderwane więzadła poboczne).

Dla "Gazety"

Daniel Żółtak, kołowy Vive

Po meczu z Macedonią atmosfera w szatni była tragiczna. Każdy pretensje miał jednak przede wszystkim do siebie. Dlatego zostaliśmy w szatni i odbyliśmy poważną rozmowę. Trener próbował nas pozytywnie nastawić, chciał, żebyśmy spróbowali zapomnieć o porażce. Ja jednak wróciłem do hotelu bardzo sfrustrowany. Mam do siebie spore pretensje, przynajmniej dwa, trzy razy źle zachowałem się w obronie przeciwko temu niesamowitemu Kiryłowi Lazarowowi [rzucił 13 bramek - przyp. red.]. W hotelu po prostu byłem padnięty, zmęczony, tym bardziej że mecz kosztował olbrzymią dawkę nerwów. Nawet obyło się bez rozpamiętywania, nie miałem problemów z zaśnięciem, a i noc była spokojna. Lazarow mi się nie śnił (śmiech). W środę rano mieliśmy lekki trening, na którym tylko trochę pobiegaliśmy. Potem zaplanowane było wyjście na miasto, ale sporo zawodników - ciągle wyczerpanych - poszło spać. Ja jednak wybrałem się na krótki spacer, kupiłem trochę słodyczy. Za prezentami już się nie rozglądam, bo już na lotnisku po przylocie kupiłem żonie i siostrze perfumy. Dobrze też, że pogoda jest znośna. Otuchy dodają również kieleccy kibice, jest ich w Varażdin spora grupka. Spotykamy się z nimi przed lub po meczach - widać, że są bardzo za nami i dopingują. W hali słychać ich głośny doping.