Matusiak w kasynie? Nie częściej niż piłkarze Wisły

Radosław Matusiak w wywiadzie udzielonym "Gazecie Sport" odpowiada na pytania dotyczące problemów z hazardem, o których było głośno w mediach.
Smolarek: Jestem strasznie wkurzony  »

- To, co robię z moimi pieniędzmi, jest moją sprawą - odpowiada szybko Matusiak. - Nie łażę po nocach, nie piję, nikogo więc nie powinno to obchodzić. Zresztą możecie sprawdzić, ile razy byłem w krakowskim kasynie. Na pewno nie częściej niż większość piłkarzy Wisły - wyjaśnia po chwili.

W czasach gry w Wiśle prasę obiegły informację o tym, że piłkarz jest bankrutem, bo wszystkie zarobione na grze pieniądze przegrał w kasynach. Dziś mówi, że kłopotu z hazardem nie ma - Żyję i mam się dobrze. Nie ma o czym gadać.

Niedawno podpisał umowę z Widzewem Łódź i zamierza spokojnie odbudowywać formę z dawnych lat. - W Łodzi mam dom, rodziców, patrzę tylko na pozytywne strony. Ostatnio pojechałem na boiska mojej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, wziąłem worek piłek i strzelałem 300 razy na bramkę - opowiada piłkarz.

Jak poradzi sobie z wszystkimi pokusami swojego rodzinnego miasta? - Kraków i Warszawa mają ich jeszcze więcej. Jeśli wrócę do przyzwoitej formy, drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Zupełnie inaczej będzie wyglądała współpraca z mediami. Beckhamem nie jestem, zależy mi tylko na piłce - mówi ulubiony kadrowicz Leo Beenhakkera.

Cały wywiad w "Gazecie Sport", poniedziałkowym dodatku do "Gazety Wyborczej".

Strachan wierzy w Boruca - czytaj tutaj »