Rajd Dakar: Udany eksperyment

Rok temu, gdy odwołano ?Dakar? w Afryce, przyszłość rajdu stanęła pod znakiem zapytania. Imprezę przeniesiono jednak do Ameryki Południowej, która przywitała ją tłumem rozentuzjazmowanych kibiców. Tegoroczne zawody ponownie zgromadziły największych off-roaderów świata i skupiły na sobie uwagę mediów. 31. rajd Dakar to wielkie zwycięstwa zespołów Volkswagena, KTM-a i Kamaza, ale także triumf francuskich organizatorów, którzy nie dali za wygraną i przygotowali imprezę nie gorszą od poprzednich edycji.
Hołowczyc: Pojechałem jak dakarowiec »

Zgodnie z przewidywaniami ostatni, finałowy etap z Cordoby do Buenos Aires niewiele już zmienił w czołówce klasyfikacji końcowej rajdu. Pojedynki toczyły się co najwyżej o dalsze miejsca - na przykład motocyklista Pal Anders Ullevalseter, który po trzynastu etapach zajmował szóstą lokatę, starał się za wszelką cenę przegonić Heldera Rodriguesa, plasującego się na piątym miejscu, do którego tracił tylko 44 sekundy. Rodrigues bronił się, atakując - na każdym z punktów kontroli czasu zajmował pierwsze miejsce i ostatecznie jako pierwszy też dojechał do mety, zachowując miejsce w czołowej piątce..

Zwycięstwo w rajdzie już dawno zapewnił sobie Marc Coma (na finałowym etapie szósty), który tym samym powtórzył swój sukces z 2006 roku. - Trudno opisać to uczucie - mówił ze łzami w oczach na mecie. - Jestem naprawdę bardzo szczęśliwy. To był bardzo ciężki rajd. Nie znaliśmy zbyt dobrze terenu i dlatego ciężko było opracować jakąkolwiek strategię. Chciałbym podziękować całemu mojemu teamowi za wspaniałą robotę.

Drugie miejsce przypadło Cyrilowi Despresowi, który miał bardzo pechowy początek rajdu, kiedy zmagał się z awariami kół, ale potem z etapu na etap odrabiał straty. Marc Coma był jednak już poza jego zasięgiem. - Kolejny Dakar i kolejne podium. Ale niestety nie kolejne zwycięstwo - komentował Despres. - Dla mnie to jednak osobista wygrana. Po trzech dniach rajdu znajdowałem się na dalekiej 22. pozycji. Ale byłem zdeterminowany, by dalej walczyć, a nie tylko jechać w kierunku mety. Rajdy motocyklowe to sport dla egoistów. Dakar to również szkoła życia, która uczy, że aby otrzymywać, trzeba również dawać. Dziś chciałbym podziękować całemu mojemu zespołowi, rodzinie i przyjaciołom za wsparcie, które dało mi siłę, by walczyć do samego końca. Gratulacje dla Marka za wspaniały rajd!

Ostatnie miejsce na podium przypadło Davidowi Fretigne, który nie był zaliczany do grona głównych faworytów ze względu na silnik jego Yamahy 450 o stosunkowo niewielkiej pojemności. Najlepszym z polskich motocyklistów był Jakub Przygoński, który - choć był debiutantem - wywalczył ostatecznie doskonałe jedenaste miejsce. - Bardzo dziękuję Jackowi (Czachorowi) i Markowi (Dąbrowskiemu). Ten sukces jest w dużej części ich zasługą - mówił na mecie. - Obaj włożyli wiele pracy w moją osobę. Uczyli mnie jak mam jechać. Mało który zawodnik otrzymuje takie wsparcie.

Kto wie, czy 24-latek z Orlen Teamu swoją postawę nie zwróci na siebie uwagi szefów fabrycznego zespołu KTM-a. Wynik przerósł chyba najśmielsze jego marzenia - na starcie deklarował, że chciałby przede wszystkim ukończyć rajd, nawet jeśli jego menedżer twierdził, że ma zadatki na pierwszą dwudziestkę.

Kapitan Orlen Teamu, Jacek Czachor, który słynie z tego, że zawsze dojeżdża do mety Dakaru, a na początku rajdu plasował się nawet w pierwszej piątce zawodników, tym razem po ciężkich bojach zajął ostatecznie 20. lokatę. Krzysztof Jarmuż - zawodnik zespołu Honda Dakar Rally Team - był niewiele gorszy i uplasował się na 22. pozycji. Z powodu bolesnej kontuzji ramienia rajdu nie ukończył Marek Dąbrowski.

W klasie samochodów najważniejsze rozstrzygnięcia także zapadły już wcześniej. Awarie i choroby wyeliminowały z jazdy wielu faworytów: Masuokę, Al-Attiyaha, Peterhansela, Alphanda, a na koniec - niemal pewnego już końcowego triumfu - Sainza. Na dwa dni przed końcem rajdu, w wyniku dachowania samochodu "El Matadora", liderem niespodziewanie został kierowca Volkswagena Giniel de Villiers, który sam był zaskoczony takim obrotem rzeczy. Zawodnikowi z RPA nie pozostawało już nic, jak tylko dowieźć zwycięstwo do mety. Jedynym, kto mógł jeszcze rywalizować z nim o pierwszą lokatę był... jego kolega z zespołu VW - Mark Miller. Trzeci w klasyfikacji Robby Gordon nie dość, że miał do lidera blisko godzinę straty, to jeszcze na ostatnich etapach zaczęły go trapić problemy. A to drobna awaria mechaniczna, a to przebita opona...

- To po prostu niesamowite! Nigdy tak się nie czułem... - mówił na mecie uszczęśliwiony De Villiers, który już 2006 roku był bliski zwycięstwa w Dakarze, ale o kilkanaście minut przegrał z Alphandem. - Byłem bardzo zdenerwowany na ostatnich kilometrach. Nieustannie spoglądałem, ile dzieli nas jeszcze do mety. Cały czas miałem przed oczami Stephane'a Peterhansela, który w 2003 roku zaprzepaścił zwycięstwo na dzień przed metą. Ale udało się! Muszę powiedzieć, że to niesamowite uczucie. Ogromnie cieszę się z sukcesu całego teamu Volkswagena, który wspierał nas przez pięć lat, aby wreszcie wywalczyć to zwycięstwo.

Drugie miejsce zajął Mark Miller, który zaakceptował fakt, że priorytetem było zwycięstwo Volkswagena. - Rajd z pewnością można porównać z edycjami afrykańskimi - był ekstremalnie ciężki - mówił. - Etapu z Fiambalá do Rioja długo nie zapomnę. To był najtrudniejszy odcinek specjalny, jaki kiedykolwiek przejechałem. Zespół zwyciężył i to był nasz cel. Drugie miejsce jest wspaniałe. To mógł być zarówno Giniel (De Villiers) jak i ja. Tak jest na rajdzie. Wciąż jestem młody i będę miał jeszcze wiele możliwości, by zwyciężyć ten rajd.

Po raz pierwszy w historii Dakaru bardzo głośno było również o polskiej załodze samochodowej, która - jak równy z równym - walczyła z najlepszymi zespołami fabrycznymi. Krzysztof Hołowczyc pilotowany przez Belga Jean-Marca Fortina zajął w klasyfikacji generalnej piąte miejsce - najlepsze w historii startów polskich załóg w Dakarze! Na ostatnich dwóch etapach Polak na dodatek dojeżdżał do mety na drugiej i trzeciej pozycji, co również było rekordowym osiągnięciem. Na mecie "Hołek" promieniał: - Marzyłem o pierwszej dziesiątce, a zrobiła się pierwsza piątka! Mamy ogromną satysfakcję. To był piękny rajd, ale też niezwykle trudny. Wymagał od nas wielkiej kondycji, dużego zaangażowania i myślenia. Wszyscy, którzy myśleli na trasie, zajęli wysokie miejsca. Dziękujemy naszemu sponsorowi, który przez lata wierzył w nasz sukces, oraz wszystkim naszym wiernym kibicom! Cały czas czuliśmy Wasz doping i wiarę w nasz sukces!

Do mety w Buenos Aires nie dotarła niestety druga z polskich załóg - Aleksander Sachanbiński i Arkadiusz Rabiega, których wyeliminowała awaria Land Rovera.

Długo z trasą Dakaru zmagała się polska załoga ciężarowa: Grzegorz Baran, Izabela Szwagrzyk i Grzegorz Simon. Wywrotka ich MAN-a na jednej z wydm i awaria silnika zaprzepaściła niestety ich wielodniowy wysiłek. Klasę ciężką zwyciężył ostatecznie, już po raz drugi w karierze, Rosjanin Firdaus Kabirov. Jego kolega z zespołu Kamaza, Vladmir Chagin, który Dakar wygrywał już pięciokrotnie, tym razem zadowolił się drugą lokatą. Trzecie miejsce na podium zajął Gerard De Rooy.

Obok Hołowczyca spektakularny sukces w rajdzie Dakar odniósł również kierowca quada - Rafał Sonik, który jako pierwszy Polak stanął na Dakarowym podium! Wielokrotny Mistrz Polski w rajdach enduro w klasie quadów z napędem na jedną oś, uczestnik nieoficjalnych Mistrzostw Świata w Pont de Vaux, był naszym pierwszym reprezentantem w tej klasie i - choć debiutował w Dakarze - pozwolił się pokonać tylko słynnemu Josefowi Machackowi z Czech, dla którego było to już piąte zwycięstwo w rajdzie, oraz Argentyńczykowi Marcosowi Patronelliemu.

Południowoamerykański Dakar był eksperymentem. Nikt - zarówno organizatorzy, jak i zawodnicy, kibice czy dziennikarze - nie wiedzieli, czego się mogą po nim spodziewać. Rajd nikogo jednak nie zawiódł i choć nie wiadomo jeszcze, czy kolejna edycja odbędzie się w Ameryce czy powróci do Afryki, pewne jest, że nawet przeniesiona do Azji okaże się sukcesem.

Więcej off-roadowych informacji na TERENOWO.PL »