Niektórym zabrakło odwagi, ale nie Polakom

Adam Małysz wreszcie w czołowej dziesiątce! A do tego aż siedmiu Polaków zdobyło punkty w Pucharze Świata. I co niemniej ważne - kibice pod Wielką Krokwią znów byli fantastyczni.
Ani kryzys gospodarczy, ani brak błysku u Małysza nie odstraszyły fanów skoków narciarskich. Bo wiara w polskiego mistrza jest wielka, niemalże irracjonalna. Mimo obaw pod Wielką Krokwią pojawiło się ponad 20 tys. fanów, a wśród nich m.in. selekcjoner Leo Beenhakker czy Jacek Wszoła, były skoczek wzwyż.

Nawet jak Adam odejdzie...

Kibice do stolicy Tatr zjechali z całej Polski i nie tylko. Kamień Pomorski, Olsztyn, Pudliszki, Łódź, Olechów, Czaplinek, Bielsko-Biała, Grójec, Łowicz, Izbicko, a nawet Paryż - takie miejscowości widniały na biało-czerwonych flagach, a fani jak zwykle dopingowali wszystkich zawodników. Oprócz Polaków najgoręcej witali Martina Schmitta, Gregora Schlierenzauera i Simona Ammanna.

- To zdumiewające, że kibice znów nie zawiedli. Trochę mi to przypomina Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Bo my Polacy dla kogoś zawsze potrafimy się zmobilizować - mówił Jacek Wszoła, mistrz olimpijski. - Atmosfera stworzona przez kibiców była znakomita. Pomagała skoczkom, a także wszystkim w odbieraniu tego świetnego widowiska.

- Oglądanie skoków sprawia mi ogromną frajdę. Jestem dumny, że w moim mieście ludzie tworzą taką atmosferę. Mam nadzieję, że nawet jak Adam przestanie skakać, to fanów nie zabraknie. I będą trzymać kciuki za polskich zawodników niezależnie, czy im się wiedzie, czy nie. Na tym właśnie polega prawdziwe kibicowanie - dodał Sebastian Karpiel-Bułecka.

Lider zespołu Zakopower zdradził "Gazecie" swoją małą tajemnicę: - Tak naprawdę to w czwartej klasie szkoły podstawowej sam spróbowałem skoków narciarskich. Totalnie mi się to podobało, ale zabrakło mi odwagi.

Mogło być daleko i niebezpiecznie

To miał być wyjątkowy konkurs Pucharu Świata, bo pierwszy raz w historii wystartowało w nim aż 10 Polaków. Kibice wierzyli też, że ich wsparcie pomoże przerwać kryzys, w jakim tkwi Małysz.

I Adam odpłacił się im za wiarę już w pierwszej serii, po której zajmował czwarte miejsce. Fani ostrzyli sobie zęby na pierwsze podium Małysza od 25 marca 2007 roku. Takiej formy 32-letni skoczek jeszcze jednak nie ma. 118 metrów z drugiej serii dało ósme miejsce. Zresztą także pozostali Polacy skakali słabiej, ale i tak dla Śliża (Wisła Ustronianka) 13. miejsce jest życiowym sukcesem. Z kolei 11. Stoch (LKS Poroniec) wcześniej tylko trzy razy był wyżej w Pucharze Świata.

Swoją rolę tradycyjnie chciała odegrać pogoda. Rok temu z powodu silnego wiatru udało się rozegrać tylko jedną serię. Wczoraj już po 11 skokach sędziowie przerwali zawody. Wznowili jej po ponad 20 minutach i obniżyli rozbieg. - Dobrze, że podjęli taką decyzję, bo inaczej mogłoby dojść do bardzo dalekich i dość niebezpiecznych skoków - zaznaczył trzeci Martin Schmitt.

Okazało się jednak, że pogoda pomogła tym sześciu Polakom, którzy skoczyli przed przerwaniem zawodów. W powtórzonych próbach czterech z nich - Piotr Żyła, Krzysztof Miętus, Rafał Śliż i Stefan Hula - poprawiło się i zakwalifikowało do czołowej trzydziestki. Dla Miętusa to był życiowy sukces, bo oznaczał pierwsze punkty w PŚ. - Jestem bardzo szczęśliwy. Nie mogę w to uwierzyć - cieszył się 18-letni skoczek Startu Krokiew Zakopane.

Choć pierwsze punkty w tym sezonie wywalczył Żyła, to nie był zadowolony ze swoich skoków. - Wiadomo, że łatwiej nam było odnieść sukces, bo nie przyjechała większość najlepszych skoczków. Warunki do rywalizacji były trudne, na dodatek startowaliśmy z bardzo niskiej belki i trudno było odlecieć. Jestem zadowolony, że zdobyłem punkty, ale ze skoków już dużo mniej - przyznał Żyła.

Hula: - To były solidne skoki i cieszę się, że dały miejsce w pierwszej dwudziestce. Przerwanie konkursu i druga szansa pozwoliła mi odnieść sukces.

W sobotę początek drugiego konkursu o godz. 16.30.

25

tyle konkursów Pucharu Świata rozegrano do tej pory w Zakopanem. 24 odbyły się na Wielkiej Krokwi, jeden w 1980 roku na Średniej Krokwi. Najwięcej - sześć - wygrali zawodnicy z Niemiec

Mówi Jacek Wszoła

Ja mogłem skakać brzydko

Andrzej Klemba: W Zakopanem oprócz skoczków narciarskich są także inni sportowcy, którzy w swoich konkurencjach najpierw biorą rozbieg, potem odbijają się i lądują...

Jacek Wszoła, mistrz olimpijski w skoku wzwyż: To prawda. Lubię tu przyjeżdżać, bo zawsze jest znakomita zabawa. Chyba miałem najprościej ze skoczków, bo w mojej dyscyplinie nie ma not. Mógłby to być najbrzydszy skok na świecie, ale jeżeli przeleciałem nad wyżej zawieszoną poprzeczką niż inni, to wygrywałem. Spotkałem tu też innego skoczka - Leszka Blanika i chyba jednak pod względem technicznym jego gimnastyka jest najtrudniejszą dyscypliną. Ani skoczkowie wzwyż, ani narciarscy nie muszą tak się koncentrować na wykonywaniu poszczególnych ewolucji.

A co jest podobnego w tych dyscyplinach?

- Przygotowanie motoryczne. Powiem tak trochę uczenie - dążenie do odpowiedniego stosunku mocy, czyli siły wyzwolonej w jak najkrótszym czasie, do masy ciała.

Wszyscy czekają na powrót błysku u Adama Małysza...

- Po tym pierwszym konkursie uważam, że Adam jest w znakomitej formie fizycznej. Wizyta w Finlandii miała dać odpowiedź, czy popełniane przez niego błędy techniczne można szybko naprawić i czy wróci jeszcze do skakania, do jakiego nas przyzwyczaił. Ważne jest, by ratować wizerunek Adama jako skoczka o ogromnym potencjale przed przyszłorocznymi igrzyskami olimpijskimi, na których bardzo mu zależy.

Rozmawiał Andrzej Klemba

W Zakopanem powiedzieli

Wolfgang Loitzl, zwycięzca piątkowego konkursu

Dużo zmieniłem w stylu skakania i są efekty. Miałem w planach wygranie chociaż jednego konkursu, a to już czwarte zwycięstwo. Trudniej mi się koncentrować w treningach i dopiero podczas zawodów daję z siebie wszystko. To chyba tajemnica wygrywania. Mam nadzieję, że utrzymam formę do końca sezonu, a przynajmniej do mistrzostw świata.

Adam Małysz, najlepszy polski skoczek

Już przed zawodami mówiłem, że moje skoki są o wiele stabilniejsze. Przydałby się jeszcze tydzień treningów, a wtedy byłyby dobre. Pewne błędy popełniam, ale nie tak krytyczne jak wcześniej. Ósme miejsce może nie jest rewelacyjne, ale to krok do przodu. Liczę, że w sobotę będzie lepiej. Śmialiśmy się z chłopakami, że spikerzy podają rekordy związane z liczbą kibiców, ale nie wspomnieli, że siedmiu Polaków w pierwszej trzydziestce to też historyczne wydarzenie. To spory sukces, ale też niespodzianka. Oby tak dalej.

Leo Beenhakker, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski

Po raz pierwszy skoki na żywo widziałem rok temu. Pochodzę z kraju [Holandii - przyp. red.], gdzie nie ma gór, więc nie miałem okazji śledzić tej dyscypliny sportu. Spodobało mi się i jestem pełen podziwu zarówno dla kibiców, jak i zawodników. Jest to lekkie wariactwo (śmiech). Wierzę w Adama, przecież nawet najlepsi piłkarze nie grają cały czas na bardzo wysokim poziomie.

not. AK, KUBA, TVP