Problemy prezesa Bednarka

PIŁKA NOŻNA. Jeśli sąd podważy legalność wyborów ZZPN w Szczecinie, to ostatnie walne zgromadzenie PZPN też należy postrzegać jako nielegalne - twierdzi doktor prawa Robert Zawłocki, były kurator związku.
Wczoraj sąd okręgowy zajął się sprawą czerwcowych wyborów w Zachodniopomorskim ZPN, ale dość szybko przerwał obrady i odroczył je. Nowy termin jeszcze nie jest znany. Wyrok też tak szybko może nie zapaść.

Czerwcowe wybory w ZZPN nie przyniosły zmian. Na drugą kadencję został wybrany Jan Bednarek (190 delegatów za, 9 przeciw, 2 wstrzymujących się). Obecny wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego miał jednak opozycję. Na jej czele stał Jan Jucha, znany trener w regionie szczecińskim. Jucha miał być kontrkandydatem, ale w ostatniej chwili na znak protestu przeciw uchybieniom organizatorów zjazdu - wycofał się. Wkrótce później wraz ze swoimi sprzymierzeńcami zaskarżyli wyniki wyborów. W pozwie jest kilka poważnych zarzutów.

- Prezes Bednarek zdenerwowany przeciągał zebranie, bo nie był pewny zwycięstwa. Na sali brakowało delegatów, którzy obiecali mu poparcie. W ostatniej chwili podjeżdża autobus z działaczami z Koszalina, którzy biegli, by oddać głosy na swojego ziomka - relacjonuje Mirosław Gosieniecki, jeden z zaskarżających delegatów.

Gosieniecki twierdzi, że w autobusie były osoby, które nie miały prawa głosu np. Antoni Dancewicz, Robert Binkowski czy Robert Kozłowski. ZZPN odpiera, że to nie prawda, bo wszyscy głosujący mieli pełne prawo głosu.

- Binkowski miał mandat jednego z koszalińskich klubów, z którym nie ma nic wspólnego. Klub wystawił mandat in blanco. Nazwisko wpisano w ostatniej chwili - twierdzi Mirosław Gosieniecki, jeden z działaczy, który zaskarżył wybory. - Pan Kozłowski jest członkiem Stali Lipiany, a mandat miał sąsiedniej Spójni Renice.

- Co w tym złego, dziwnego? Tak zadecydowali koledzy z Renic. Stal Lipiany jest przecież z nimi związana - odpiera sam Kozłowski. - Nie ma chyba wymogu, że delegat klubu na zjazd musiał być jego członkiem?

Czy faktycznie kluby mogą delegować do głosowania niekoniecznie swych członków?

- Delegatów wyznaczają zarządy klubów. Nie muszą być nimi członkowie klubu. Mogą to być np. sponsorzy - twierdzi dyrektor ZZPN Dariusz Królikowski.

Według protestujących nielegalnie głosujących miało być aż 30. To najpoważniejszy z zarzutów. Na razie sprawa nie może na dobre rozpocząć się w sądzie. Pierwsza rozprawa w Sądzie Okręgowym w Szczecinie miała się odbyć na początku grudnia, ale zabrakło prawnika związku. Nowy termin (22 grudnia) też nie wszystkim pasował, a wczoraj Gosieniecki chciał dołączyć do sprawy opinie innych klubów. Nie dostarczono jednak na czas wymaganych dokumentów i rozprawę odroczono.

Prezes Bednarek od początku twierdził, że jego przeciwnicy szukają sposobu na dowołanie go ze stanowiska. Temat zna również Ministerstwo Sportu i Turystyki.

- Jeśli sąd uzna, że Bednarka wybrano po złamaniu prawa, to zakwestionować można również wybór delegatów na zjazd PZPN, a to by mogło oznaczać, że i wybór Grzegorza Lato był nielegalny - uważa Zawłocki.

Są i mniejszego kalibru zarzuty. Według opozycjonistów nie do wszystkich dotarł program obrad.

- To jeden z formalnych wymogów, którego nie dopełniono - mówił Paweł Gzyl, delegat i radny PO, który zaskarżył wybory. - Dostaliśmy koperty z powiadomieniami, ale nie wiedzieliśmy, jak konkretnie będą przebiegać obrady. Dokumenty powinny zostać przesłane co najmniej 14 dni przed zjazdem, a doszły w ostatniej chwili.

Dyrektor Biura ZZPN Dariusz Królikowski i ten zarzut obala: - To nieprawda. Porządek obrad na pewno znajdował się w kopertach. Mamy potwierdzenia nadania i odbioru. Przecież panowie mogli po prostu wyrzucić kartki. Teraz nikt nie może udowodnić, że ich tam nie było.