Sport.pl

Kolejarz ma pretensje do rady sportu

Prezes klubu żużlowego Kolejarz Opole nie zgadza się z podziałem pieniędzy dokonanym przez radę sportu, która przydzieliła mu 70 tys. zł mniej niż przed rokiem
W ubiegłym roku Kolejarz dostał 240 tys. zł, teraz o 70 tys. zł mniej i z tego powodu prezes Kolejarza Jerzy Drozd nie kryje rozczarowania (czytaj rozmowę).

- W tym roku większość klubów dostała mniej pieniędzy, bo w podziale 1,1 mln zł w roku poprzednim nie brał udziału AZS Opole - tłumaczy Maciej Płuska, dyrektor MOSiR-u, członek rady sportu, która dokonała podziału pieniędzy. Teraz sekcje, które uciekły z AZS-u, zawiązały AZS Klub Uczelniany Politechnika Opolska, który dostał 190 tys. zł.

Płuska przytacza także argumenty, dlaczego Kolejarzowi obcięto najwięcej pieniędzy w porównaniu do roku poprzedniego.

- Kolejarz jest jednym z najsłabszych klubów w kraju, a te siedem punktów, które zdobył w sezonie, kosztowało nas bardzo wiele pieniędzy. Nie potrafili nawet skompletować ciekawego składu turnieju Jerzego Szczakiela. A że mają kibiców? No mają, bo sporty motorowe i żużel cieszą się u nas zainteresowaniem kibiców - mówi Płuska.

Prezydent Ryszard Zembaczyński dokonał zmian w podziale pieniędzy w stosunku do tego, jaki proponowała rada sportu. Największą zmianą jest zwiększenie do 300 tys. zł pieniędzy na piłkarską Odrę.



Ile dostaną w 2009 w tys. zł:

Odra 300
AZS 190
Kolejarz 170
Gwardia 170
Orlik 140
Budowlani 100




Mówi prezes Kolejarza

Arkadiusz Kuglarz: jest Pan niezadowolony z podziału pieniędzy, jakiego dokonała rada sportu.

Jerzy Drozd: Bo kilkakrotnie pytałem ratusz, czy będzie pomoc dla klubów na zeszłorocznym poziomie. Mówiono, że tak, a teraz okazuje się, że zabrano nam 70 tys. zł w stosunku do roku poprzedniego.

Bo obiecaliście awans, a go nie ma.

- To jest sport, tu nie ma pewnych awansów. Moim zdaniem część członków rady sportu chciała pokazać, kto tu rządzi i dostał po głowie Kolejarz. Już w tamtym roku zabrano nam 50 tys. zł, teraz 70 tys. zł. Nic, tylko przyklasnąć.

Ale awansu nie ma.

- By awansować, należało wzmocnić znacznie zespół, potrzebowalibyśmy wtedy około 500 tys. zł więcej. Nie miałem ich. Mogłem awansować, mieć długi i co dalej? A skąd pieniądze na zespół, który trzeba by było przebudować po awansie? Skąd pieniądze na kolejny sezon?

Od sponsorów. Może Pan po prostu nie potrafi ich znaleźć

- Niech mnie pan nie rozśmiesza. Te słowa często czytałem na forach internetowych. Niech te osoby najpierw spróbują w Opolu znaleźć sponsora na 50 tys. zł, a wtedy zobaczą, na czym polega skala problemu w tym mieście.

Czy te 70 tys. zł naprawdę zawali budżet Kolejarza?

- Tu nie chodzi tylko o pieniądze. Rozmawiam ze sponsorami spoza Opola, opowiadam, że miasto modernizuje stadion, mamy poparcie samorządu, a tak nie jest. Nic dziwnego, że koledzy mówią mi: "Jurek, daj sobie spokój!".

Może rzeczywiście czas odejść?

- Gdybym wcześniej, jeszcze przed podpisaniem kontraktów z zawodnikami, wiedział o decyzji rady sportu i o tym, jak nas potraktują, to bym odszedł. A tak podjąłem pewne zobowiązania wobec wielu ludzi. Choć nie ukrywam, że jestem zdruzgotany. Zespół był budowany pod konkretne pieniądze, to nie jest tak, że te 70 tys. zł mniej nie robi nam różnicy.

Rozmawiał Pan z prezydentem Ryszardem Zembaczyńskim?

- Tak. Do niego nie mam żalu, bo po to powołał radę sportu, by dzieliła pieniądze. Nie wiem tylko, czy ludzie zdają sobie sprawę, że za chwilę w mieście może nie być i Kolejarza, i Odry. A te dwa kluby mają tylu kibiców na jednej kolejce, ilu pozostałe zespoły przez cały sezon nie nazbierają. Pytanie jest takie: Dla kogo robimy sport? Dla kilku tysięcy kibiców na trybunach czy dla zawodników i sekcji którymi, właściwie interesuje się wąska grupa kibiców?

Skąd nagle to zainteresowanie Odrą?

- Jako opolanin zdaję sobie sprawę, jakie znaczenie dla tego miasta ma Odra, a jako kibic, jakie przebicie ma piłka nożna. Piłka nożna jest sportem numer jeden w Polsce i to jest fakt, Kolejarz ma kibiców i tradycje, i to też jest fakt. Tylko niech pan mi nie mówi, że te kilka tysięcy ludzi pójdzie na trzecioligową koszykówkę, siatkówkę czy zawody lekkoatletyczne.

Więc pieniądze na te sekcje budzą w Panu najwięcej wątpliwości?

- Najwięcej wątpliwości to mam co do tego, czy jest sens dalej walczyć o sport w Opolu. Ja naprawdę żużla nie robię dla siebie, choć jak coś mi się uda, to mam satysfakcję. Mnie stać na to, by jeździć na mecze po całym kraju, tylko że ja chciałbym jeździć na mecz Kolejarza, a nie Częstochowy, Wrocławia czy Rybnika. Ale mam już dość proszenia sponsorów o kasę, ale to nie jest najgorsze.

A co?

- Najgorsze jest czapkowanie różnym politykom i urzędnikom, którzy różne rzeczy obiecują. Wiem, że większość mydli mi tylko oczy, bym wyszedł z gabinetu i dał im spokój. Chodzę i składam wnioski, bo gdybym ich nie złożył, to by znów powiedzieli, że nawet nie chce mi się podejść z pismem. A ja chcę tylko od nich jasnego przekazu: "Tak, rób pan żużel, a my panu pomożemy", albo w drugą stronę: "Nie otrzyma pan wsparcia, bo sport nas nie interesuje". Wtedy wiem, na czym stoję i co mam robić.