Łódź ma bzika na punkcie siatkówki

Choć w mieście od lat nie ma drużyny w najwyższej lidze, a od ostatniego medalu męskiej drużyny upłyną wkrótce 62 lata, to na każdym meczu hala sportowa wypełnia się niemal do ostatniego miejsca. Dlaczego tak się dzieje?
Zainteresowanie siatkówką w Polsce jest fenomenem. Można je porównać tylko do Brazylii, gdzie - podobnie jak u nas - hale wypełniają się po brzegi, a podczas meczów ludzie znakomicie się bawią. Ale Brazylijczycy to najlepsi siatkarze na świecie, więc nic dziwnego, że kibice chcą ich zobaczyć. Polacy po kilku chudych latach znów mają powody do radości, ale na siatkarskiej mapie kraju Łódź to niemal biała plama. Niemal, bo dzięki wysiłkom pasjonatów z Budowlanych jest duża szansa, że za kilka miesięcy doczekamy się kobiecej drużyny w ekstraklasie. O czymś podobnym w męskiej siatkówce możemy tylko pomarzyć, choć to łódzka YMCA była pierwszym mistrzem Polski. Tyle że 90 lat temu.

Aby zobaczyć na żywo najlepszych siatkarzy, łodzianie musieli czekać na mecze Ligi Światowej. Na szczęście Łódź ma ogromny atut w postaci Bogusława Adamskiego, sekretarza generalnego PZPS, dzięki któremu co roku w hali sportowej goszczą silne drużyny. Drugi atut - to bliskość Bełchatowa, gdzie stworzono najlepszy zespół w Polsce. Jego szefowie wpadli na pomysł, żeby podzielić się drużyną z innymi, i postanowili zorganizować finał Ligi Mistrzów w Łodzi. Był to strzał w dziesiątkę - kwietniowa impreza została uznana za najlepszą w historii.

Kolejnym krokiem było przeniesienie do Łodzi spotkań grupowych Ligi Mistrzów. Konrad Piechocki, prezes klubu z Bełchatowa, nie krył obaw, czy eksperyment się powiedzie. Bo czym innym jest przyjazd najlepszych zespołów na kontynencie i jeden z wielu meczów. A jednak łodzianie nie zawiedli i podczas spotkania Skry z Iskrą Odincowo pobili rekord frekwencji w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów.

Nie dość, że wypełnili trybuny, to jeszcze fantastycznie dopingowali mistrzów Polski, którzy rozgromili jedną z najsilniejszych zespołów na świecie. Jeszcze raz okazało się, że łodzianie kochają sport, a siatkówkę szczególnie. Dlaczego właśnie tę dyscyplinę? - Bo jest najbezpieczniejsza dla kibiców - uważa Bogusław Adamski. To prawda, bo podczas spotkań siatkarskich nie wypada źle się zachowywać. A kto raz wybrał się na mecz, ten z pewnością złapał bakcyla.

Bo widowiska siatkarskie są niepowtarzalne. Tutaj przeciwników wita się brawami, kibice drużyn, które na co dzień rywalizują w lidze, siadają razem na trybunach, robią falę i - przede wszystkim - wspaniale się bawią. Nic dziwnego, że na spotkaniach siatkarzy czy siatkarek wręcz wypada bywać, o czym świadczy choćby pękająca w szwach loża VIP-ów.

No i najważniejsze - można obejrzeć na żywo autentyczne gwiazdy światowego formatu. Zmęczone, ale uśmiechnięte, po ostatniej akcji rozdają autografy, pozują do zdjęć i rozmawiają z kibicami. Nawet gdy przegrały, jak najlepszy siatkarz świata Giba z Iskry Odincowo, który po grudniowym meczu zszedł do szatni prawie godzinę po kolegach z zespołu, powtarzając, że uwielbia grać w Polsce.