Ogniwo Sopot pęka

Słynny polski klub rugby jest na krawędzi upadku. Zawodnicy odchodzą z Sopotu, bo nie widzą już szans na ratunek dla Ogniwa
Po zdobyciu ostatniego tytułu mistrza Polski w 2003 r. sopocki klub stacza się po równi pochyłej. Dochodziło do tego, że zawodnicy po treningach kąpali się w zimnej wodzie, bo klub nie miał pieniędzy na zapłacenie rachunków za energię. To tym bardziej smutne, że przez lata właśnie Ogniwo było sportową wizytówka kurortu. W latach 80. i 90. mało który z kibiców w Polsce kojarzył Sopot z innym klubem niż Ogniwo. W tamtych czasach rugbiści nie mieli w Sopocie konkurencji, a na mecze drużyny z ul. Jana z Kolna przychodziły komplety widzów - mimo że trzeba było płacić za bilety. Dziś na Ogniwo przychodzi, mimo wolnego wstępu, nie więcej niż 100 osób, ławki trybun są porośnięte mchem, wystają z nich druty, a drużyna, mimo dobrej pracy trenera Aleksieja Bekowa, jest na spadkowym, 8. miejscu w tabeli I ligi.

- Prawda jest taka, że na dziś Ogniwo nie ma drużyny - mówi "Gazecie" Marcin Baraniak, były zawodnik klubu.

Z Ogniwa odchodzą kolejni kluczowi rugbiści. Kilka dni temu do Arki Gdynia przeszedł Marcin Malochwy, a z Lechią Gdańsk trenują Mariusz Wilczuk i Rafał Lademan. Według naszych informacji to niejedyni rugbiści Ogniwa, którzy chcą odejść z klubu.

- Sytuacja w Ogniwie jest pochodną niespełnionych ambicji włodarzy klubu i władz miasta - dodaje Baraniak, który swoją karierę zakończył w Lechii.

Jego zdaniem ani kolejne zarządy Ogniwa, ani władze Sopotu nie stawiały przed drużyną żadnego konkretnego celu sportowego, co wpływało demobilizująco na zawodników, trenerów i działaczy.

- Poza tym klub opierał się finansowo tylko na jednym większym sponsorze, w przeciwieństwie np. do Arki czy Lechii, gdzie jest ich kilkunastu czy kilkudziesięciu. Dziś widać, kto miał rację - dodaje Baraniak, który widzi jednak szansę dla swojego ukochanego klubu. - Trzeba zwołać okrągły stół z udziałem władz miasta, klubu, zawodników, mediów i prosto w oczy wyrzucić z siebie żale. I powiedzieć, co kto może zrobić dla Ogniwa.

Sylwester Hodura to symbol Ogniwa, syn Edwarda Hodury, twórcy potęgi Ogniwa z lat 80. i 90. Dziś jest członkiem zarządu klubu i nie ukrywa, że aby Ogniwo przeżyło, musi odejść dotychczasowy prezes Henryk Kurowski.

- Ma już swoje lata, a dziś, by klub sportowy mógł funkcjonować, potrzeba człowieka walczącego o każdą złotówkę, z kim tylko się da - mówi 49-krotny reprezentant Polski.

Drugi warunek, jego zdaniem, to pomoc miasta. Choćby taka jak w Gdańsku czy Gdyni, gdzie oprócz pieniędzy na młodzież władze znajdują środki na pierwszą drużynę, a co ważniejsze, organizują pomoc w poszukiwaniu sponsorów.

W sobotę dojdzie do spotkania zarządu Ogniwa. Najprawdopodobniej wtedy zapadnie decyzja, czy zasłużony klub przetrwa największy kryzys w swojej historii.



Marka Ogniwo

Sekcja rugby w Ogniwie powstała w 1965 r. Klub ma dziewięć tytułów mistrza Polski, dziewięć razy zdobywał Puchar Polski. Ogniwo stało się symbolem sportowego Sopotu po 1980 r., kiedy z Lechii Gdańsk przeniósł się Edward Hodura, rugbista, trener i wychowawca młodzieży. W 1984 r. Ogniwo awansowało do I ligi, a w 1987 zdobyło pierwszy raz mistrzostwo Polski. Wychowankami zmarłego w 1991 r. Hodury seniora byli m.in. Grzegorz Kacała, synowie Sylwester i Jarosław, Robert Barneta, Krystian Kornath, Zbigniew Piwowarski, Arkadiusz Wielgosz, Maciej Stachura, Waldemar Szwichtenberg czy Dariusz Komisarczuk.



Mówi Paweł Orłowski

Dajemy Ogniwu narzędzia

Adam Mauks: Nie szkoda miastu Ogniwa?

Paweł Orłowski, wiceprezydent Sopotu: Wiemy, że klub jest w trudnej sytuacji, jego losy nie są nam obojętne. Po pierwsze, Ogniwo to wyrobiona przez lata marka, a po drugie, to też część historii Sopotu.

Macie zamiar pomóc?

- Już to robimy, bo wspieramy finansowo młodzież Ogniwa, zachęcamy firmy inwestujące w Sopocie do sponsoringu. Ale nie możemy za nie decydować.

W jaki sposób miasto może jeszcze pomóc zasłużonemu klubowi?

- Naszą rolą jest dawać tzw. narzędzia, możliwości do działania, tak, by ułatwić klubowi zdobycie środków.

Czyli?

- Czyli np. zgodzić się na dzierżawę terenu przy stadionie Ogniwa, gdzie ma powstać hotel. To poparła rada miasta, bo - jak nas zapewniono w klubie - potencjalny inwestor ma być sponsorem rugbistów. Chcemy, by w przypadku Ogniwa funkcjonował podobny model uzupełnienia budżetu jak w SKLA, na terenie którego też powstał hotel z bazą rekreacyjną. U lekkoatletów to działa, mam nadzieję, że u rugbistów będzie podobnie.

Rozmawiał Adam Mauks