Sport.pl

Samotny żeglarz wreszcie uratowany

Francuski żeglarz Jean Le Cam, uczestnik regat Vendee Globe, został uratowany we wtorek wieczorem po kilkudziesięciu długich godzinach spędzonych w przewróconym do góry dnie jachcie na zachód od osławionego Przylądka Horn
Vendee: Rzeź, ale nie niewiniątek - blog »

49-letni Le Cam, płynący na trzecim miejscu w morderczym wyścigu dookoła świata samotników, zaalarmował o "big problems" centrum regat przez telefon satelitarny. Rozmowa się nagle urwała. Żeglarz był wtedy na południowym oceanie, 200 mil na zachód od Przylądka Horn.

Potem Francuz na krótko nawiązał kontakt radiowy z innym uczestnikiem regat Vincentem Riou. I ta rozmowa się urwała, ale Riou przekazał później, że miał wrażenie, że rywal mówi głosem jak ze studni. To mogło oznaczać przewrócenie się niemal 20-metrowego jachtu do góry dnem. Wkrótce z jachtu zaczęła nadawać sygnał satelitarny radioboja - włączana tylko w najbardziej dramatycznych okolicznościach. Po około ośmiu godzinach ręcznie włączona została kolejna radioboja.

Centrum ratownictwa morskiego wysłało chilijski samolot rozpoznawczy w kierunku Le Cama, zmieniły kurs wielki tankowiec, jachty Riou i kolejnego żeglarza Armela Le Cleac'ha. Lotnik znalazł łódź unoszącą się na wielkich falach dnem do góry. Pierwszy dotarł do niej tankowiec Sanangol Kassagie. Stanął obok odwróconego jachtu, ale jako 200-metrowy kolos nic więcej nie mógł zrobić - porywy wiatru sięgały 40 węzłów, a fale pięciu metrów.

Nikt nie wiedział, czy w środku jest żywy i zdrowy żeglarz, który w chwili dotarcia tankowca na miejsce spędził w przewróconym jachcie ponad 24 godziny. Kolejne dwie-trzy godziny minęły, kiedy przy łodzi Le Cama znalazł się jacht Riou. Francuz usłyszał z wnętrza kadłuba odzew na swoje wołanie. Jednak rufa, gdzie żeglarz może się ewakuować spod odwróconej łodzi, była przytopiona i Le Cama nie można było wydostać spod wody.

Udało się to w końcu we wtorek po godzinie 20. Le Cam sam zdołał wyswobodzić się z kłopotliwego położenia i uwolnić z potrzasku własnego jachtu. Wtedy z pomocą mógł w końcu przyjść mu Riou i wciągnął go do siebie na pokład. Jacht Riou doznał uszkodzeń podczas akcji ratunkowej. Są one jednak na tyle niegroźne, że para żeglarzy nie powinna mieć problemów z bezpiecznym powrotem.

60 dni temu z francuskiego portu Les Sables d'Olonne wystartowało 30 żeglarzy. Wciąż płynie 14. Zwycięzca spodziewany jest w porcie startowym za około 20-25 dni. Liderem jest Michel Desjoyeaux, który opłynął Przylądek Horn i znalazł się na południowym Atlantyku w pobliżu Falklandów-Malwinów.

Regaty uważane są za najtrudniejsze wyzwanie dla człowieka. W nieprzewidywalnych warunkach pogody żeglarze opływają samotnie kule ziemską na 20-metrowych jachtach nie zawijając do portu. Każda pomoc z zewnątrz oznacza dyskwaklifikację. W regatach zdarzały się dramaty i tragedie. Niedawno jeden z uczestników regat Francuz Yann Elies został uratowany przez australijską korwetę, gdy złamał nogę na środku oceanu południowego. Kilka dni spędził w przewróconym do góry dnem jachcie Tony Bullimore w edycji w 1996. Podczas tamtych regat zaginął na morzu jeden z uczestników - Gerry Rouffs.