Jak stracić dwie bramki w 16 sekund i wygrać

Tyscy hokeiści pokazali, jak podnieść się po ciężkim ciosie i jeszcze powalić rywala na lód. Wicemistrzowie Polski, grając w przewadze, stracili dwa gole w 16 sekund! Jednak na koniec i tak cieszyli się z wygranej.
Mit o tym, że GKS nie potrafi grać z Zagłębiem, jest już nieaktualny. Tyszanie wygrali drugi mecz z rzędu na Stadionie Zimowym. - Nigdy nie byliśmy od nich słabsi, po prostu brakowało nam szczęścia. Po raz kolejny pokazaliśmy jednak, że nie ma się czego bać - ocenił Tomasz Wołkowicz, napastnik tyskiego zespołu.

Obie drużyny wróciły na lód po świąteczno-noworocznej przerwie, ale tak naprawdę trochę więcej czasu na odpoczynek mieli tylko gospodarze. GKS rywalizował jeszcze w Pucharze Polski. - I to było widać. Grali płynnie, bo byli w cyklu meczowym. Nam tego zabrakło - mówił Jan Vavrecka, trener Zagłębia.

Sosnowiczanie wyszli na prowadzenie tylko raz - gdy w ciągu 16 sekund bramki strzelili Kamil Duszak i Radim Antonović. Wyczyn to tym większy, że GKS grał wtedy z przewagą jednego zawodnika. - Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem - kręcił głową Wołkowicz. - Na chwilę zabrakło nam koncentracji - ocenił Miroslav Ihnaczak, trener tyskiej drużyny.

Gdyby jednak w tamtej fatalnej chwili w bramce GKS-u stał mistrz koncentracji z klasztoru Shaolin, to i tak nie zatrzymałby krążka po strzale Antonovicia. To był gol roku. Czech wziął wielki zamach i grzmotnął krążek tuż między poprzeczkę a rękę Arkadiusza Sobeckiego. Miejsca było tam tyle, że mysz by się nie przecisnęła! - Zauważyłem, że Sobecki przesunął się do środka, i tak właśnie chciałem uderzyć. Cóż jednak po ładnym golu, skoro mecz przegrany - martwił się Antonović.

W tyskiej drużynie też nie brakowało hokejowych artystów. Gdy na lód wyjeżdżał pierwszy atak, obrońcom Zagłębia cierpła skóra. - Super zagrali. A będzie jeszcze lepiej, przecież dla Adriana Parzyszka to był pierwszy mecz po kontuzji - przypomniał Ihnaczak. Trener GKS-u liczy jeszcze na transfer napastnika, a w Sosnowcu wciąż jest aktualny pomysł, by zakontraktować bramkarza. Tym bardziej że Tomasz Jaworski nie był zadowolony ze swojej gry. - Nie pomogłem drużynie - ocenił.

W Zagłębiu zabrakło Pawła Droni, który został zdyskwalifikowany na pół roku za złamanie regulaminu dyscyplinarnego podczas zgrupowania młodzieżowej reprezentacji Polski. Zagłębie otrzymało już uzasadnienie kary, jaką nałożył na hokeistę Wydział Gier i Dyscypliny. - Będziemy szukać pomocy w Komisji Odwoławczej, zwrócimy się też do zarządu PZHL-u. Możemy stracić Dronię na dobre. Okazuje się, że chłopak ma też niemieckie obywatelstwo i trzy niemieckie kluby chcą go już teraz. Dynamo Weisswasser zaprosiło go nawet na poniedziałkowy trening - mówi prezes klubu Adam Bernat.

Zdyskwalifikowanie Droni spowodowało, że Zagłębie nie chce widzieć na meczach w Sosnowcu Tomasza Rutkowskiego. Klub poinformował, że trener młodzieżowej kadry jest dla Zagłębia persona non grata. Szkoleniowiec rzeczywiście nie został wczoraj wpuszczony na lodowisko. - Traktuje to jako akt zemsty - skomentował Rutkowski.

Zagłębie Sosnowiec - GKS Tychy 3:4 (1:2, 2:2, 0:0)

Bramki: 0:1 Bacul - Kotlorz (15.), 1:1 Kohut (17.), 1:2 Gwiżdż - Garbocz (18.), 2:2 Duszak (27.), 3:2 Antonović - Jaros (27.), 3:3 Bacul - Parzyszek (31.), 3:4 Wołkowicz - Bagiński (38.).

Zagłębie: Jaworski; Marcińczak - Banaszczak, Duszak - Kuc, Pawlak - Piotrowski; Antonović - T. Da Costa - Bernat, Opatovski - Kohut - Ślusarczyk, Podlipni - T. Kozłowski - Jaros, Biela - Lezo - M. Kozłowski.

GKS: Sobecki; Majkowski - Mejka, Śmiełowski - Kotlorz, Gwiżdż; Paciga - Parzyszek - Bacul, Sarnik - Garbocz - Proszkiewicz, Woźnica - Bagiński - Wołkowicz, Banachewicz - Krzak - Jakubik.

Kary: 16 - 18 (w tym 10 minut dla Sarnika za niesportowe zachowanie). Widzów: 1800.



Po 14 minutach meczu ze Stoczniowcem Gdańsk szybko i pomysłowo grający janowianie, wykorzystując trzykrotnie przewagę jednego zawodnika, po golach Marka Koszowskiego, Marka Klaczanskiego i Łukasza Kulika prowadzili już 3:0. Prawdziwym prorokiem okazał się Jaroslav Lehocky, trener Naprzodu. - W sobotę ćwiczyliśmy na treningach grę w przewadze i nic nam nie wychodziło. Powiedziałem zawodnikom, że jak nie wychodzi na treningach, to wyjdzie w meczu. I się sprawdziło - nie krył satysfakcji Lehocky.

Kiedy wydawało się, że jego podopieczni rozgromią Stoczniowca, w drugiej tercji dwa gole zdobyli goście. - Myśleliśmy, że mecz już się rozstrzygnął, i stanęliśmy. Dobrze, że w ostatniej minucie tej tercji zdobyliśmy bramkę, to był decydujący moment meczu - mówił Marek Pohl. Kapitan gospodarzy zdobył dwa gole i należał do najlepszych zawodników na tafli. Janowianie w trzeciej tercji zagrali z determinacją, a gole zdobywali weterani Waldemar Klisiak i Tomasz Jóźwik.

Naprzód Janów - Stoczniowiec Gdańsk 7:4 (3:0, 1:2, 3:2)

Bramki: 0:1 Koszowski - Słodczyk - Wojtarowicz (2.), 2:0 Klaczansky - Gabryś - Słodczyk (11.), 3:0 Kulik - Jóźwik (14.), 1:3 Łopuski - Rzeszutko - Skrzypkowski (22.), 2:3 Rzeszutko - Łopuski - Rompkowski (30.), 4:2 Lauko - Pohl - Zatko (40.), 5:2 Klisiak - Lauko - Klaczansky (51.), 6:2 Jóźwik - Lauko (54.), 6:3 Rzeszutek - Łopuski (57.), 7:3 Jóźwik - Lauko - Klaczansky (58.), 7:4 Skrzypkowski - Rzeszutek (59.).

Naprzód: M. Elżbieciak; Kowalówka (2) - Gallo, Kulik - Zatko (2), Gabryś - Cinalski (2); Pohl - Tabaczek - Klisiak, Klaczansky - Lauko - Jóźwik, Wojtarowicz - Koszowski (2) - Słodczyk oraz Ł. Elżbieciak(2), Zimka.

Kary: 10 - 8. Widzów: 700.

Wojas Podhale Nowy Targ - Comarch Cracovia Kraków 3:2 (0:0, 1:1, 2:1)

1. Wojas Podhale3778157-95
2. Comarch Cracovia3773156-87
3. Energa Stoczniowiec3772139-111
4. Pol-Aqua Zagłębie3763142-121
5. Akuna Naprzód Janów3762143-123
6. GKS Tychy3758125-100
O miejsca 7-10

JKH GKS Jastrzębie - Bisset Polonia Bytom 3:2 (1:2, 2:0, 0:0)

Bramki: 0:1 Kukulski (2.), 0:2 Mandla (4.), 1:2 Danieluk (7.), 2:2 Danieluk (22.), 3:2 Zdrahal (39.)

TKH Nesta Toruń - Ciarko KH Sanok 4:2 (1:1, 2:1, 1:0)

7. JKH GKS Jastrzębie3757125-114
8. TKH Nesta Toruń374596-126
9. Ciarko KH Sanok3737104-145
10. Bisset Polonia371049-214