Rok 2008 - sportowe hity i klapy

Wszystko, co najważniejsze w bydgoskim sporcie, co przyniosło nam chwałę i dało niestety powód do wstydu, miało związek ze obiektem Zawiszy przy ul. Gdańskiej; Bydgoskim Stadionem Miejskim, jak ochrzcił go po nowemu ratusz. Hitem roku była bowiem jego przebudowa, dzięki której stał się nowoczesnym obiektem. Klapą natomiast - nikomu niepotrzebna kłótnia o nazwę, jaką z kibicami wywołał prezydent Konstanty Dombrowicz i jego ekipa.


HIT ROKU

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata juniorów na Zawiszy

90 milionów złotych, które wydano na modernizację stadionu przy ul. Gdańskiej to znakomicie zainwestowane pieniądze. Ogromna większość z nich poszła z miejskiej kasy, ale to się opłaciło i nadal będzie procentować. Przebudowano go specjalnie na lekkoatletyczne mistrzostwa świata juniorów, które od 7 do 13 lipca odbyły się w Bydgoszczy. I to była pierwsza okazja, gdy wydane przez ratusz miliony pracowały na rzecz promocji miasta.

Juniorskie mistrzostwa świata to największa pod względem liczby reprezentacji i uczestników sportowa impreza, jaka kiedykolwiek odbyła się w Polsce. Do naszego miasta zjechali młodzi lekkoatleci ze 167 krajów i 2,5 tysiąca gości ze wszystkich kontynentów.

Przez jeden tydzień lipca Bydgoszcz wyglądała dzięki nim jak prawdziwie światowa metropolia. Na ulicach było kolorowo, słychać było języki wielu krajów. Miasto żyło inaczej niż zwykle. Dopisali też kibice na trybunach, które po modernizacji mieszczą 22 tysiące widzów. Organizatorzy podali do IAAF, że średnio każdego dnia przychodziło oglądać młodych lekkoatletów po 10 tysięcy ludzi. Rekordowo dużo było podczas otwarcia - aż 13 tysięcy. Mieliśmy też sukces sportowy. Srebrny medal zdobył tyczkarz Zawiszy, Paweł Wojciechowski, który skoczył 5,40 cm i przegrał tylko z uznanym za najlepszego juniora świata, Niemcem Raphaelem Holzdeppe. Jedyny złoty medal dla Polski wywalczył oszczepnik Robert Szpak. Teraz ten utalentowany sportowiec jest już lekkoatletą Zawiszy. Bydgoszcz zyskała też splendoru dzięki wizycie wielkich gwiazd sportu. Jako specjalni goście przyjechali Mike Powell, pogromca legendarnego rekordu świata w skoku w dal Boba Beamona, Maurice Greene - mistrz i rekordzista świata na 100 metrów oraz Wilson Kipketer - najlepszy w historii biegacz na 800 metrów. Ich spotkanie z bydgoszczanami na ul. Gdańskiej wywołało ogromne zainteresowanie, a najbardziej imponująco wyglądała żółta taśma o długości 8,95 metra, którą na chodniku rozwinął Powell - tyle wynosi jego rekord świata.

Pod koniec roku rozpoczął się kolejny etap modernizacji stadionu - instalacja podgrzewanej murawy. Teraz obiekt będzie też spełniał wszelkie wymogi nie tylko lekkoatletycznych, ale także i piłkarskich imprez na międzynarodowym poziomie.



Największe sukcesy 2008:

Medale olimpijskie Miłosza Bernatajtysa i Bartłomieja Pawełczaka

Srebrne krążki tej dwójki wioślarzy Lotto/Bydgostii były największą niespodzianką sportowego roku 2008. Czwórka podwójna wagi lekkiej, w której pływają bydgoszczanie, nie jechała do Pekinu w roli faworytów. Tymczasem osada, której połowę stanowili wioślarze Lotto/Bydgostii - Miłosz Bernatajtys i Bartłomiej Pawełczak ze startu na start prezentowała się coraz lepiej na igrzyskach. Ukoronowaniem był występ w finale, gdzie Polacy zaczęli spokojnie. Jednak od połowy 2-kilometrowego wyścigu zaczęli przyspieszać i po kolei mijać rywali. Nie udało im się tylko dogonić Duńczyków, którzy prowadzili do startu do mety i zasłużenie zdobyli złoto. Nasi wioślarze byli tuż za nimi i dzięki temu mogli się cieszyć ze srebrnych medali. - Marzenia się właśnie spełniają - mówił uradowany Bernatajtys. - Dopiero, gdy zobaczyłem wyniki na tablicy świetlnej uwierzyłem, że jestem wicemistrzem olimpijskim. To niesamowite uczucie - dodał bydgoszczanin.

Teraz wraz dwójka naszych zawodników razem ze swymi partnerami: Pawłem Rańdą i Łukaszem Pawłowskim przygotowują się do mistrzostw świata, które w tym roku odbędą się w Poznaniu.



Srebro Beaty Mikołajczyk w Pekinie

Finał K-2 na dystansie 500 metrów był ostatnią szansą polskiej reprezentacji kajakowej na zdobycie medalu na olimpiadzie. 23 sierpnia, na starcie konkurencji stanęła zawodniczka UKS Kopernik Beata Mikołajczyk i poznanianka, Aneta Konieczna. Polki od startu pilnowały medalowej pozycji. Na półmetku były drugie i tę lokatę utrzymały aż do mety. Jako pierwsze minęły ją faworytki z Węgier: Katalin Kovacs i Natasa Janić. Mikołajczyk z Konieczną wyprzedziły trzecie Francuzki o 0,036 sekundy.

- Radość jest ogromna. Z mężem płaczemy ze szczęścia. Bardzo stresowałam się występami córki. Teraz w końcu będę mogła coś zjeść, bo do tej pory nerwy mi na to nie pozwalały - mówiła uradowana Henryka Mikołajczyk, mama Beaty. Dzień wcześniej wraz z mężem Sławomirem przeżywała porażkę córki w czwórce. Polki o zaledwie 48 tysięcznych sekundy przegrały brązowy medal z osadą Australii. Później, załamane, długo nie mogły pogodzić się z porażką. - Jest ból, rozczarowanie i ogromny niedosyt - powiedziała w piątek wieczorem nasza kajakarka. Podobnie jak koleżankom, także i jej ciężko było się pozbierać po niepowodzeniu. Pomogła mama i jej SMS ze zdaniem „Nadzieja umiera ostatnia”



Awans żużlowców Polonii do Speedway Ekstraligi

Bydgoszczanie błyskawicznie się zrehabilitowali przed kibicami, po tym jak w 2007 roku po raz pierwszy w historii spadli do pierwszej ligi i w świetnym stylu odzyskali miejsce wśród najlepszych. Z drużyną pożegnali się przed poprzednim sezonem m.in. Krystian Klecha i Michał Szczepaniak - zawodnicy drugiej linii w sezonie 2007 oraz trener Zdzisław Rutecki. W ich miejsce do drużyny sprowadzono m.in. Jacka Golloba oraz nowego szkoleniowca - Zenona Plecha. Dominacja żużlowców Polonii w I lidze była tak wielka, że jeszcze przed zakończeniem rozgrywek bydgoszczanie mogli świętować awans. Głównymi autorami sukcesu była wielka piątka: Andreas Jonsson, Emil Sajfutdinow, Jonas Davidsson, Krzysztof Buczkowski i Rafał Okoniewski. Tylko ten ostatni nie przedłużył kontraktu z Polonią, ale w jego miejsce przyszedł równie skuteczny Tomasz Chrzanowski i Szwed Antonio Lindbaeck. Mimo awansu problemem bydgoszczan była niska frekwencja. Stadion Polonii świecił pustkami nawet podczas ciekawych spotkań. - Zbyt często wiadomo było, że sporo z meczów zakończy się naszymi wysokimi zwycięstwami. W najbliższym sezonie powinno być z frekwencją dużo lepiej - zapewnia prezes klubu Leszek Tillinger.





Mistrzostwo świata juniorów Emila Sajfutdinowa

Młody Rosjanin, który niedawno skończył dopiero 19 lat, dokonał nie lada wyczynu, bo w silnej stawce potwierdził swoją dominację wśród najlepszych młodych żużlowców świata. Podobnie, jak przed rokiem w Ostrowie, także i tym razem w czeskich Pardubicach był bezkonkurencyjny. Jest pierwszym zawodnikiem, któremu udała się ta sztuka. Jego najgroźniejszy rywal Australijczyk Chris Holder po raz kolejny musiał uznać wyższość juniora Polonii.

- Jestem bardzo szczęśliwy, ale muszę przyznać, że turniej kosztował mnie bardzo dużo sił. Prawie we wszystkich biegach musiałem się sporo napracować, by wyprzedzić przeciwników - mówił po zawodach Sajfutdinow, który pomimo kilku innych ofert po sezonie podpisał nową umowę z bydgoskim klubem.

Poza Polonią nasz junior startować będzie także w rosyjskiej Turbinie Bałakowo, szwedzkiej Piraternie i duńskim Vojens.

Świetna postawa Sajfutdinowa została zauważona przez angielską firmę BSI (ma prawa do organizacji Grand Prix), która przyznała Rosjaninowi stałą "dziką kartę" do cyklu GP w 2009 roku. - Zrobię wszystko, by sprostać temu wyzwaniu - powiedział Sajfutdinow, który będzie najmłodszym uczestnikiem cyklu Grand Prix.





Dwa turnieje Grand Prix w Bydgoszczy

Po raz pierwszy w historii cyklu Grand Prix przeprowadzono dwa turnieje w jednym mieście w ciągu jednego sezonu. Odbyły się w Bydgoszczy - 13 września i 18 października. Wszystko za sprawą gigantycznych kłopotów organizacyjnych Niemców, którzy nie poradzili sobie z przeprowadzeniem finałowej rozgrywki w Gelsenkirchen. Wszystko za sprawą deszczu, który wsiąkł w niezabezpieczoną nawierzchnię podczas transportu do Zagłębia Ruhry. Kiedy właściciele praw do cyklu gorączkowo poszukiwali chętnych do zorganizowania zawodów, do akcji nieoczekiwanie włączyli się działacze Polonii. - Kiedy okazało się, że Niemcy jednak nie dadzą rady zaproponowaliśmy, że zorganizujemy ostatnią Grand Prix i wystarczy nam na to wszystko tydzień - mówi prezes Polonii Leszek Tillinger i jednocześnie dyrektor organizacyjny zawodów. Bydgoscy działacze świetnie poradzili sobie z wyzwaniem i ściągnęli na stadion niemal komplet kibiców. Publiczność przybyła głównie po to, by zobaczyć jak Tomasz Gollob zdobywa swój czwarty w karierze brązowy medal IMŚ.

W tym roku Bydgoszcz ponownie będzie gościła prestiżowy, ostatni turniej GP, podczas którego poznamy kolejnych medalistów IMŚ.





KLAPA ROKU

Wojna prezydenta z kibicami o nazwę stadionu Zawiszy

To największa klapa minionego roku. Jej przyczyną był pomysł na nową nazwę przebudowanego stadionu Zawiszy. Pod koniec czerwca, niedługo przed jego oficjalnym otwarcie prezydent Konstanty Dombrowicz i jego zastępca Maciej Grześkowiak ogłosili, że odtąd będzie on nosił nazwę: "Bydgoski Stadion Miejski". Taki właśnie niebieski szyld zawisł na nowej trybunie. Fanów oburzyło pominięcie Zawiszy.

- Decyzja o zmianie nazwy stadionu zapadła w ratuszu - to naturalna sprawa. Stadion jest obiektem miejskim i chcemy w ten sposób promować Bydgoszcz. W Europie to rzecz oczywista, że najważniejsze obiekty sportowe, na których grają różne drużyny, są własnością miasta i mają ten przymiotnik w nazwie - tłumaczył przyczyny ratuszowej decyzji Grześkowiak. Kibice, głównie piłkarscy, Zawiszy zaczęli protestować. Podczas otwarcia mistrzostw świata wywiesili na koronie stadionu, niemal naprzeciwko trybuny honorowej, trzy wielkie transparenty, na których napisali: "Zawisza - nazwę nosi świątynia ta - Gdańska 163 a", "Od lat każdy w Bydgoszczy słyszał, że w Bydgoszczy jest Zawisza. Teraz mamy prezydenta, który o tym nie pamięta", "Od lat tradycja się nie zmienia. Tu jest Zawisza. Stadion Miejski to ściema". Potem hasła wypisywane na transparentach były jeszcze ostrzejsze.

Akcja podczas otwarcia mistrzostwa wywołała reakcję prezydenta, który złożył do prokuratury doniesienie na tę grupę kibiców. - To było działanie zagrażające interesom miasta - wyjaśniał Dombrowicz. - Mamy ich wszystkich namierzonych i rozpoznanych. Dzięki nagraniom ze stadionowego monitoringu są znani i nie pozostali anonimowi. Nie wiem, co teraz zrobi prokuratura, ale miasto musiało złożyć to doniesienie, bo manifestacja groziła zgubnymi następstwami - mówił prezydent.

Skutkiem było tylko kolejne zaognienie sytuacji, a prokuratura uznała i tak, że nie będzie ścigać kibiców po doniesieniu ratusza.

Do władz miasta wpłynęła także petycja podpisana przez prawie 10 tysięcy mieszkańców Bydgoszczy, o wprowadzenie słowa „Zawisza” do nazwy apelowały też władze tego bydgoskiego klub. To wszystko na nic się zdało. Ratusz postawił na swoim i mamy przy ul. Gdańskiej Bydgoski Stadion Miejski. W obiegowym języku nadal jednak pozostał on po staremu - Zawiszą.



Najboleśniejsze porażki 2008:



Spadek z ekstraklasy siatkarek Centrostalu i siatkarzy Delekty



Kwiecień był najsmutnejszym miesiącem w historii bydgoskiej siatkówki. Najpierw 13 kwietnia męski zespół Delekty przegrał mecze o utrzymanie z AZS Politechniką Warszawa. Dwa tygodnie później taki sam los spotkał GCB Centrostal, który poległ w pojedynku o byt z Pronarem AZS Białystok. To wydarzenie było największą negatywną sensacją sportowej Bydgoszczy w minionym roku.

Na szczęście oba kluby wróciły już latem do ekstraklasy. Delecta skorzystała z kłopotów finansowych Płomienia Sosnowiec. Klub z Zagłębia nie znalazł środków na spełnienie licencji i zmuszony był wycofać się z PlusLigi. Wolne miejsce zajęli bydgoszczanie. GCB Centrostal zamienił się miejscami z AZS AWF Poznań. Spłacił za to długi AZS AWF.

Oba bydgoskie kluby udowodniły, że pod względem organizacyjnym zasługują na grę w profesjonalnej PlusLidze. Zespół GCB Centrostalu swoją postawą w sezonie 2008/2009 udowadnia, że spadek był wynikiem splotu nieszczęśliwych przypadków i błędów personalnych. Kiedy do zespołu wrócił trener Piotr Makowski, drużyna wygrywa. Po pierwszej części rundy zasadniczej zajmowała trzecie miejsce. Delecta znowu walczy w ogonie tabeli o utrzymanie.



Eugeniusz Nowak traci miejsce w zarządzie PZPN

To klapa personalna, która wynika ze zmiany warty w szefostwie Polskiego Związku Piłki Nożnej. Odszedł prezes Michał Listkiewicz, a razem z nim ekipa jego zaufanych współpracowników, wśród których był i Nowak. W nowym zarządzie PZPN pod wodzą Grzegorza Laty miejsca dla szefa Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej już nie było.

Szkoda, bo ta funkcja bardzo się przydała Bydgoszczy i województwu w ostatnich latach. Nowak był wiceprezesem PZPN do spraw młodzieży przez pięć lat. W tym czasie w regionie odbyło się wiele turniejów eliminacyjnych rangi mistrzostw Europy w kategoriach młodzieżowych.

Potrafił też przeforsować przyznanie Bydgoszczy meczów pierwszej reprezentacji. Było ich kilkakrotnie więcej niż wcześniej. Do Bydgoszczy przyjechali Szkoci, Rumuni, a w 2006 roku odbyło się po raz pierwszy spotkanie o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy. Polacy przegrali wtedy 1:3 z Finlandią.

W tym roku planowano starania o przyznanie meczu z Irlandią Północną w ramach kwalifikacji do MŚ w RPA m.in. dlatego miasto wydało 3 miliony złotych na instalację podgrzewanej murawy na stadionie Zawiszy. Nie wiadomo, czy po odejściu Nowaka z zarządu PZPN uda się zdobyć mecz z Irlandczykami.





Jonsson tylko siódmy w Grand Prix

- Uważam, że stać mnie na wiele, nawet na któryś z medali. Jestem w odpowiednim wieku, wszystko już w porządku pod względem fizycznym i sprzętowym, chciałbym więc zaatakować - zapowiadał przed sezonem lider Polonii Bydgoszcz. Tymczasem po raz kolejny zawiódł i nie odegrał poważniejszej roli w cyklu. Siódme miejsce co prawda wstydu Szwedowi nie przynosi, jest jednak rozczarowujące biorąc pod uwagę potencjał Jonssona. Rozpoczął co prawda nieźle, od czwartego miejsca w słoweńskim Krsko, ale potem było niestety już tylko gorzej.

Jonsson zawiódł swoich fanów zwłaszcza podczas turniejów w Szwecji. W Goeteborgu zamiast walczyć o wygraną zajął odległą ósmą lokatę i niewiele brakowało, a w ogóle nie zakwalifikowałby się do półfinałów. Jeszcze gorzej było w Malilli. Na świetnie sobie znanym torze Szwed nawet nie zakwalifikował się do czołowej ósemki i zakończył zawody na dziesiątej pozycji. - Chciałbym, żeby to wszystko już się zakończyło. Muszę jak najszybciej zapomnieć o tym sezonie - powtarzał pod koniec sezonu Jonsson - Postaram się poprawić w 2009 roku. Ważne, że utrzymałem się w cyklu i nie musiałem znowu liczyć na stałą dziką kartę.





Wycofanie się z PLK Polpaku Świecie

Wwszystko działo się błyskawicznie. 20 czerwca działacze Polpaku Świecie, czwartej drużyny koszykarskiej ekstraklasy, zgłosili swój klub do europejskich rozgrywek pucharowych. Tydzień później Polpak miał już trenera. Do Świecia miał wrócić Grek Konstantinos Flevarakis, który na tym stanowisku zastąpił Mihailo Uvalina. - Teraz będziemy mogli skupić się już tylko na kompletowaniu składu - mówi mówił Stefan Medeński, prezes i właściciel klubu ze Świecia. Dwa tygodnie potem ogłosił, że wycofuje drużynę z rozgrywek ligowych. - Mam już dość w pojedynkę finansowania klubu. - tłumaczył Medeński. Polpak przez trzy lata grał w ekstraklasie, dwukrotnie zdobywając czwarte miejsca. Medeński co roku przeznaczał ok. 2 mln zł na klub. Bezskutecznie szukał wsparcia innych firmy. - Nikt nie chce się wiązać z koszykówką, a sam nadal nie dam już rady tego ciągnąć - mówił prezes, który wyjaśniał też, że koszykówka straciła swój promocyjny walor w telewizji - Nie oszukujmy się, wartość medialna tej dyscypliny jest praktycznie żadna - stwierdzał Medeński. Po występach koszykarzy w ekstraklasie w Świeciu została natomiast wybudowana za pieniądze samorządu piękna hala.



Sędzia Jarosław Ż. w aferze korupcyjnej



Jeden z najlepszych i najbardziej znanych polskich arbitrów, bydgoszczanin Jarosław Ż, rankiem 7 grudnia został zatrzymany w swoim mieszkaniu na Szwederowie i odwieziony przez policję do Wrocławia. Dzień później po kilku godzinnych przesłuchaniach usłyszał aż osiem zarzutów. Najcięższy z nich dotyczył przynależność do zorganizowanej grupy przestępczej.

- To rzeczywiście poważne, ale mamy naprawdę mocne dowody - tłumaczył Edward Zalewski, szef prokuratorów prowadzących śledztwo w aferze piłkarskiej.

Pozostałe siedem zarzutów dotyczyło przyjęcia korzyści majątkowej na łączną kwotę 130 tys. zł. Po złożeniu wyjaśnień arbiter, pracujący zawodowo jako nauczyciel wf, opuścił areszt za poręczeniem majątkowym w wysokości 90 tys. zł. Otrzymał też zakaz opuszczania kraju i sędziowania spotkań piłkarskich. Jarosław Ż. był 177. osobą zatrzymaną w związku z korupcją w polskiej piłce nożnej.

Cała ta sprawa była szokiem dla środowiska piłkarskiego w naszym regionie.

- Długo nie mogłem w to uwierzyć. Przecież on stał u progu międzynarodowej kariery. Był wzorem, dla młodych sędziów - mówił Eugeniusz Nowak, prezes Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej.