Sukcesy i klęski 2008

Najbardziej charakterystyczne dla roku 2008 było to, że nawet sukcesy były tylko zwiastunami kryzysów. Tak było w siatkarskim AZS-ie, który rozpadł się po zdobyciu Pucharu Polski, tak było z Włókniarzem, który zbudował bardzo silny skład, wygrał rundę zasadniczą rozgrywek, a nie stanął nawet na podium


Częstochowski sport podupada. Z roku na rok jest gorzej, a wszystko wskazuje na to, że do dna jeszcze daleko... Gdzie te czasy, gdy oprócz AZS-u i Włókniarza mieliśmy sukcesy w kolarstwie, badmintonie, tenisie stołowym, podnoszeniu ciężarów... Teraz z roku na rok ubywa nam klubów i sekcji. Gdyby nie wspomniane dwa sztandarowe to pozostałaby nam grupka grających na trzecim szczeblu rozgrywek (bo pierwszo- lub drugoligowe nasze drużyny są tylko z nazwy, np. I liga w koszykówce kobiet to trzecia kolejno klasa rozgrywkowa, podobnie II ligi w piłce nożnej czy siatkówce) i nieliczni sportowcy w dyscyplinach indywidualnych. Co gorsza poza koszykarkami Drometu tak naprawdę reszta jest właśnie w odwrocie.

W piłce najlepszy jest Raków, choć II liga to nie jest szczyt ambicji i marzeń działaczy i kibiców. W klubie przy Limanowskiego zaszły co prawda duże zmiany, ale nadal wszystko opiera się na wsparciu z Donbasu. A biorąc pod uwagę, że przemysł stalowy przeżywa kryzys, marzenia o tym, że ISD sypnie wielką kasę, trzeba odłożyć na przyszłość. Być może działania nowego prezesa przyniosą efekty w postaci bogatych sponsorów. Na razie w klubie starają się poprawić swój wizerunek. Przede wszystkim - co cenne - otwarto go na byłych piłkarzy. W Rakowie działają Andrzej Wróblewski i Robert Załęski. Otwarto się też na media i kibiców. Powstała oficjalna strona internetowa klubu. To oczywiście tylko dodatek do sportu, ale dodatek bardzo potrzebny.

W Myszkowie już zapomnieli, co to ligowa piłka (tak jak nie pamiętają, że kiedyś mieli medalistów mistrzostw świata i Europy w podnoszeniu ciężarów). Więcej dobrego można napisać o małej Babienicy. Orzeł awansował do III ligi. I radzi sobie w niej doskonale. Przy całym szacunku dla tamtejszych piłkarzy i działaczy III liga to jednak maksimum możliwości Orła.

Wracając do narzekania... W siatkówce żeńskiej pierwszy raz od lat nie mamy zespołu nawet w I lidze. Politechnika i Częstochowianka to zaledwie średniacy na drugim froncie. W najbliższym czasie nie zanosi się na wzrost ich siły i znaczenia.

Z podium spadły tenisistki stołowe, które wydawało się medale mają przypisane na stałe. "Posypał się" UKS Gol. Kobiecy futbol przez krótki czas był wręcz wizytówką Częstochowy, ale wygląda na to, że tak różowo już nie będzie.

Pocieszać się możemy sukcesami boksera Marcina Siwego, ale poza satysfakcją korzyści z tego nie mamy, bo nie dane nam nawet jest zobaczyć go na ringu. Częstochowski Start działa w tak trudnych warunkach, że naprawdę z podziwem trzeba chylić czoła przed ludźmi, którzy mimo to osiągają sukcesy.

Ewa Dederko pojechała na olimpiadę, ale zawiodła tam siebie i kibiców. Trudno do niej mieć pretensje. Wyjazd do Pekinu w jej przypadku to nagroda za lata ciężkiej pracy na zasadach właściwie amatorskich. No, ale radości nam Ewa w Chinach nie przysporzyła - taki to już był rok.



Na pocieszenie

Chciałoby się coś znaleźć pozytywnego, ale nie jest łatwo. Był wspomniany Siwy, cieszy gra AZS-u w drugiej połowie roku. Mamy młody obiecujący zespół, który pod okiem fachowca, jakim jest Radosław Panas, musi spisywać się coraz lepiej. Nic tylko się radować. Tylko że w pamięci pozostaje to, co stało się z zespołem z sezonu 2007/2008. Rozkupiono go na pniu. Jakie mamy gwarancje, że znów jedna nagła decyzja sponsora (a kryzys przecież hula) nie sprawi, że z tego, co nauczą się w Częstochowie Wrona, Zatorski, Bartman i reszta, nie będą korzystać inni? Takie czasy. Jak się przekonaliśmy w dzisiejszym polskim sporcie od sukcesu do upadku jest tylko krok - i to niewielki. Nawet zwycięstwa, medale i puchary nie dają żadnej gwarancji funkcjonowania na godziwym poziomie przez kolejne lata.

Powiedzmy jednak, że i w tych warunkach można sobie radzić. Świadczy o tym przykład UKS Szesnastki. Pod tym szyldem kryją się zespoły koszykarek Drometu AJD i koszykarzy Tytana. Grupce oddanych basketowi ludzi z prezesem Arkadiuszem Urbańczykiem udało się najpierw uratować przed całkowitym upadkiem męski kosz, a potem stworzyć - od podstaw - żeński zespół.



Szkolenie biadolenie

Ponarzekać można także na sport młodzieżowy (nie na samą młodzież). Poza siatkarskim Delic-Pol-em nie widać zorganizowanych ośrodków, które prowadziłyby dobrze pracę z młodzieżą. A Delic-Pol Norwid, jak nazwa wskazuje, działa przecież dzięki wsparciu prywatnego sponsora i dyrekcji szkoły. Tak już jest, że jeśli gdzieś coś się dzieje, to dzięki zaangażowaniu i bezinteresowności ludzi, którzy robią społecznie to, co lubią. W budżecie miejskim brakuje bowiem pieniędzy na wszystko. Co tu zresztą mówić o pracy z młodzieżą, jeśli nawet siatkarski AZS nie prowadzi ani jednej grupy szkoleniowej!

Na szczęście jest jeszcze jedna strona sportu - ta amatorska. Można powiedzieć, że amatorzy w Częstochowie rządzą. I to amatorzy w średnim wieku. W ligach amatorskich w piłce nożnej, siatkówce, tenisie stołowy rywalizują w sumie setki panów (bo ligi kobiet jeszcze się nie dorobiliśmy) w wieku 40-50 lat. Poza tym w salach i salkach częstochowskich szkół spotyka się wiele grup ludzi spragnionych ruchu, którzy płacą za to, że mogą się wyżyć na parkiecie. Coraz więcej mieszkańców miasta wsiada na rowery. Z pewnym trudem upowszechnia się bieganie. Świadomość potrzeby ruchu na pewno więc mamy - przynajmniej ci starsi. Może i młodzi wezmą przykład ze starszych i ruszą się czasem sprzed komputera? Wtedy, za kilka lat będzie mniej powodów do narzekania...