Sport.pl

Lionel Messi: Czarodziej podwórka

Dla jednych jest, mimo 21 lat, najlepszym piłkarzem świata. Dla innych kolejnym wcieleniem Maradony. Messi zmienia Camp Nou w argentyńskie podwórko, na którym za piłką biegają wszyscy, a ona słucha tylko tego najmniejszego
Barcelona śrubuje klubowy rekord »

- Donia Celia, pożyczy mi pani swojego syna? - zawołał Aparicio. - Trenerze, on jest za mały - odpowiedziała kobieta.

Trener chłopców rocznika 1986 z klubu AbanderadoGrandoli miał poważny kłopot. Na mecz z Tanque Junior zjawiło się tylko sześciu zawodników. Wśród nich Mat~as i Rodrigo - starsi bracia Leo Messiego. Ich mama Celia siedziała na trybunach razem z babcią, a 5-letni Lionel kopał o ścianę tenisową piłeczką. Właśnie o niego zapytał Aparicio Ricardo Salvador. Aby zacząć mecz, potrzebny był siódmy zawodnik.

Matka nie chciała się zgodzić. Uważała, że starsi chłopcy stratują lub przestraszą malucha, który był niski nawet jak na swój wiek. Zdesperowany trener obiecał jednak, że wystawi go na prawym skrzydle, tak by Lionel biegał blisko mamy. Mogła go mieć na oku i w razie czego przyjść z pomocą.

Aparicio wspomina, że Leo stanał na boisku jak posąg. Piłka przeleciała obok niego raz i drugi, a on na nią nawet nie spojrzał. Trener czuł, że chłopiec zaraz wybuchnie płaczem, aż w końcu przyszło wybawienie. Piłka trafiła prosto na jego lewą nogę. Malec nie wytrzymał. Ruszył do gry. Zdobył wtedy pierwsze oficjalne gole.

Guardiola był wtedy na Wembley

Przedwczesny debiut Leo odbył się w 1992 roku. Pod wodzą Johanna Cruyffa FC Barcelona zdobyła wtedy swój pierwszy Puchar Europy. W drużynie, która pokonała Sampdorię na Wembley, grał Josep Guardiola. Nie mógł słyszeć o megatalencie urodzonym w Argentynie, a Lionel nie wiedział, co to "Więcej niż klub". Od kołyski kochał Newell's Old Boys z jego rodzinnego Rosario. Ojciec i bracia nie pozostawili mu wyboru. Już na pierwsze urodziny dostał koszulkę tego klubu.

Zadebiutował w Newell, gdy skończył grę w Grandoli. Miał wtedy 9 lat i strzelał już 6-7 goli w meczu. - Był malutki, ale miał jakiś instynktowny dar wynajdywania miejsca, gdzie może przedrzeć się z piłką - wspomina jeden z jego pierwszych trenerów Oscar Lopez. - Wiedziałem, że będzie kiedyś wielkim graczem - dodaje z patosem, z jakim tylko Argentyńczycy rozprawiają o gwiazdach futbolu.

Lopez śmieje się, gdy dziennikarze nazywają Messiego "Pchłą". - Taki był zawsze. Nadaktywny i milczący. Wciąż ze swoją ukochaną piłką do tenisa - mówi.

Leo przestaje rosnąć

Kryzys nadszedł w wieku 13 lat. Leo o mały włos nie zmienił się w Oskara, bohatera "Blaszanego bębenka". Przestał rosnąć, a lekarze zdiagnozowali u niego niedobór hormonu wzrostu. Było to w czasie, gdy Messim interesowało się już wielkie River Plate. Kuracja była jednak kosztowna, działacze River stwierdzili, że klubu na nią nie stać.

Do akcji wkroczył ojciec. Szukał do upadłego, poruszył niebo, ziemię i rodzinę w hiszpańskiej Leridzie. Wtedy o superutalentowanym chłopcu z Argentyny dowiedziano się w Barcelonie. Trudno wyobrazić sobie, co 13-latek czuł w chwili, gdy Charles Rexach poddawał go próbie, od której zależało tak wiele. Pięć goli zdobytych tamtego popołudnia było na wagę nie tylko lepszego życia, ale zdrowia.

Rexach znał się na piłce: był trenerem Barcelony, współpracował z Luisem Aragonesem i Johannem Cruyffem. Lionel go olśnił, a klub z Katalonii nie tylko przyjął małego Argentyńczyka do swojej szkółki w "La Masia", ale zdecydował się w całości sfinansować kurację hormonem wzrostu. Leo mierzy dziś 169 cm...

Xavi w Barcelonie do 2014. Kogo stać na Ville? »

Najmłodszy strzelec Barcelony

Na mecz w pierwszej drużynie czekał zaledwie cztery lata. Barcelona grała z FC Porto na otwarcie nowego stadionu Dragao. W październiku 2004 roku zadebiutował w lidze. W 82. min derbów z Espanyolem zmienił Deco. Do dziś pamięta, że pierwsze podanie dostał od Brazylijczyka Juliano Bellettiego, teraz już piłkarza Chelsea. Siedem miesięcy później Leo strzelił pierwszego gola. Pięknym lobem pokonał bramkarza Albacete i przeszedł do historii - został najmłodszym w klubie strzelcem bramki w meczu ligowym.

Latem wyjechał na mundial do lat 20. W kadrze poznał Sergio Aguero, ale gdy zaproponowano im wspólny pokój, obaj powiedzieli: "nie". By zamieszkali razem, trzeba było mediacji trenerów. Dziś są przyjaciółmi. W finale z Nigerią Leo zdobył dwie bramki z karnych. Argentyna została mistrzem świata, a Messi królem strzelców.

- Nie widziałem nigdy piłkarza takiego jak on - to zdanie wręcz szokujące w ustach Fabio Capello. - Jest jedynym, dla którego mógłbym stracić głowę do tego stopnia, by zapłacić za niego każde pieniądze - dodał prezes Interu Massimo Moratti. Messi miał wtedy 18 lat. W meczu z Juventusem w turnieju Hansa Gampera (założyciela Barcelony) przyćmił Ronaldinho i wielkie gwiazdy Juve. Capello nie miał wątpliwości. - W tym wieku umie już niemal wszystko - powiedział.

150 mln euro

Barca natychmiast zabezpieczyła się przed Morattim. Podpisała z Argentyńczykiem nowy kontrakt do 2010 roku z kwotą wykupu 150 mln euro! Tak wysoką miał wtedy tylko Ronaldinho.

I pomyśleć, że jeszcze tak niedawno trenerzy Barcy myśleli, by wypożyczyć Messiego na rok do jednego ze słabszych klubów, gdzie miałby pewne miejsce w składzie. Frank Rijkaard szybko stwierdził jednak, że 18-latek jest już gotowy do gry w Barcelonie.

Nie wszystko szło jak po maśle. 17 sierpnia Leo zadebiutował w pierwszej reprezentacji Argentyny. W meczu z Węgrami po 40 sekundach wyleciał z czerwoną kartką. Wątpliwości, dla kogo chce grać, nie miał najmniejszych. Choć od 13. roku mieszka w Katalonii, choć Hiszpanie dali mu obywatelstwo i proponowali swoją drużynę narodową, Leo myślał tylko o Argentynie. Nie żałuje, że nie jest mistrzem Europy.

W Barcelonie błyszczał. Zagrał w słynnym meczu z Realem wygranym 3:0 na Santiago Bernabeu, gdy fani "Królewskich" pożegnali Ronaldinho i całą jego drużynę owacją na stojąco. Karierę małego Argentyńczyka zahamowała jednak ciężka kontuzja w meczu z Chelsea. Przez nią Leo nie zagrał w wyśnionym finale Ligi Mistrzów wygranym przez Barcę z Arsenalem 2:1. Wrócił na mundial w Niemczech, w którym grał mało. Bezradnie patrzył z ławki jak Argentyna żegnała się w ćwierćfinale po przegranych karnych z gospodarzami.

Gol a la Maradona

W następnym sezonie Barcelona nie grała na poziomie swojej wschodzącej gwiazdy. 13 listopada w jednym ze spotkań ligowych Lionel złamał kość śródstopia. Pauzował trzy miesiące, a po powrocie strzelił trzy gole w meczu z Realem na Camp Nou. - To piłkarz unikalny. Wszystko robi po swojemu, zupełnie inaczej niż reszta - powiedział kapitan "Królewskich" Raul.

Najsłynniejszy jest jednak gol z Getafe w półfinale Pucharu Króla. - To było prawdziwe dzieło sztuki - ocenił Frank Rijkaard. W ankiecie "Sportu" aż 78 proc. czytelników uznało, że bramka Messiego była nawet piękniejsza niż drugi gol Maradony w meczu z Anglią na mundialu w Meksyku.

Leo przejął piłkę na własnej połowie i natychmiast założył siatkę pierwszemu rywalowi. Potem zaczął niewiarygodny sprint z piłką, slalom między środkowymi obrońcami na linii pola karnego, ominięcie bramkarza i strzał nad graczem Getafe wpadającym do siatki. 2:0 dla Barcelony. Leo minął po drodze sześciu rywali. Zdobył potem jeszcze drugiego gola, Barca wygrała 5:2, ale rewanż przegrała 0:4 i w finale nie zagrała. Mimo to największa gazeta w Hiszpanii "Marca" nie miała wątpliwości, że tamten wieczór na Camp Nou przejdzie do historii. Nazajutrz w YouTube było już 50 filmów z bramką Leo niektóre w zestawieniu z golem Maradony uznawanym za najpiękniejszy w historii futbolu.

Diego był wtedy w szpitalu na kuracji odwykowej, nałóg alkoholowy zagrażał jego życiu. - Dedykuję tę bramkę Maradonie. Żeby wrócił do zdrowia - powiedział Messi. 9 czerwca skopiował inny, wstydliwy wyczyn Maradony - zdobył bramkę ręką w derbach z Espanyolem. Ukarany nie został. Jak Maradona.

Rafał Stec: Barcelona najnowszej generacji »

Obroża dla Messiego

Przed rokiem, gdy zbliżał się mecz Barcelona - Real na Camp Nou, Bernd Schuster z właściwym sobie poczuciem humoru powiedział: - Już zapisuję sobie, co wyprawia Messi. Jeśli do meczu z nami się nie uspokoi, pożyczę obrożę od mojego psa, żeby go jakoś okiełznać. Trenerowi Realu "pomógł" kolejny uraz Argentyńczyka, bez którego Barca przegrała 0:1. W tym roku Messi wziął rewanż, zdobywając gola na 2:0. Latem zeszły się jego drogi z Guardiolą. Po odejściu Ronaldinho dostał od niego numer 10.

W plebiscycie "France Football" zajął drugie miejsce za Cristianem Ronaldo. Dzieli ich niemal wszystko - poza tym, że są w takim wieku, iż mogą królować w piłce z 10 lat. Portugalczyk to typ gladiatora, nieludzkie wręcz połączenie techniki z siłą. Messi pozostał chłopcem z podwórka, który na skutek dziwnego zrządzenia losu przeniósł się na wielkie stadiony. Nie stremował się, nie przestraszył, tylko ruszył z piłką u nogi.

Magia

Messi jest wciąż delikatny. Kilka razy kontuzje mięśni przerywały jego karierę. Scena sprzed roku jak ze łzami w oczach schodzi z boiska w meczu z Celtikiem zapadła mocno w pamięć jego miłośnikom. Kapitan Barcelony Carles Puyol oskarżył wtedy dziennikarzy, że wywierają zbyt wielką presję na trenera, by wystawiał Leo w każdym meczu. A to jest ponad jego siły. W tym sezonie Messi badany jest często, opracowano dla niego specjalną dietę i ćwiczenia wzmacniające, a co jakiś czas Guardiola daje mu odpocząć. Na razie mięśnie nie zawodzą.

A Leo regularnie zmienia Camp Nou w małe podwórko w Argentynie, na którym wszyscy biegają za piłką, a ona słucha tylko jednego - najmniejszego. I czuje się bezradny, gdy po meczu ludzie żądają, by wyjaśnił im tę magię.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com poleca Mateusz Borek - reklama »

Więcej o: