Grzegorz Lato superszefem sędziów

Kolegium Sędziów nadal nie ma szefa. PZPN nie chce stracić miliona euro, więc boi się wprowadzenia uchwały transferowej, której przestrzega cały świat
Lato: Nie ma chętnych na szefa Kolegium Sędziów »

Kto myślał, że środowy zarząd związku wyznaczy następcę Sławomira Stempniewskiego, był w błędzie. Szef Kolegium Sędziów w sobotę podał się do dymisji po ujawnieniu, że prowadził interesy z zatrzymanym ostatnio przez prokuraturę we Wrocławiu Grzegorzem G. Nie dopilnował też wprowadzenia systemu, według którego arbitrzy piłkarscy mieli składać zobowiązania, że nie brali udziału w aferze korupcyjnej i podpisywać weksle.

W środę zarząd najpierw przyjął rezygnację Stempniewskiego, po czym postanowił, że wobec braku kandydatów na następcę obowiązki przewodniczącego kolegium będzie pełnił Kazimierz Stępień, jeden z dotychczasowych podwładnych Stempniewskiego. Tyle że pod osobistym nadzorem prezesa PZPN Grzegorza Laty.

Sport.pl rozmawiał z mieszkającym w USA Arkadiuszem Prusiem, który kilka lat temu prowadził mecz w ekstraklasie i był wymieniany jako ewentualny kandydat niezależny na szefa polskich arbitrów. Pruś przyznał, że telefonowano do niego w tej sprawie, ale twierdzi, że żadnej oficjalnej propozycji nie dostał. - Będzie oferta, wtedy możemy porozmawiać, czy się zgodzę - powiedział.

Władze związku zatwierdziły za to odejście Adama Gilarskiego z funkcji przewodniczącego Wydziału Dyscypliny i powołały w jego miejsce dotychczasowego wiceszefa Artura Jędrycha.

Poza rozdziałem kilku stołków zarząd skierował do analizy przez departament prawny propozycji uchwały o tym, by kluby sprzedające gracza płaciły 5 proc. sumy transferowej klubowi, który wyszkolił piłkarza. I to w ciągu miesiąca.

Solidarity contribution to przepis, który dotyczy wyłącznie transferów za granicę. Istnieje od dawna - tyle że w Polsce dowolnie go interpretowano. I w praktyce było tak, że albo kluby (najczęściej z małych miast) w ogóle nie wiedziały, że mają prawo żądać zapłaty za wychowanie gracza, albo PZPN nie przekazywał im pieniędzy, które do związku trafiały! - Uchwała każe spełnić wszystkie roszczenia tego typu sięgające do dwóch lat wstecz. Oceniam, że w sumie może chodzić o kwotę ok. miliona euro - mówi twórca nowych przepisów, członek zarządu PZPN Jacek Masiota.

Jednym z najbardziej znanych przypadków, które uchwała natychmiast rozwiąże, jest sprawa transferu Dawida Janczyka z Legii do CSKA Moskwa latem ubiegłego roku. Jak się okazuje, klub z Warszawy przekazał na konto PZPN - nie licząc zwyczajowego haraczu w wysokości 3 proc. sumy transferu - także kolejne 5 proc. (ok. 100 tys. euro) jako ekwiwalent za wyszkolenie zawodnika. Ale pieniądze do dziś nie trafiły do Sandecji Nowy Sącz - klubu, który Janczyka wychował. Czyja to wina? Masiota: - Można tylko przypuszczać, że działały tu te same mechanizmy, które powodowały, że związek przekazywał pieniądze zadłużonym klubom zamiast ich wierzycielom, co skończyło się zarzutami prokuratorskimi dla niektórych działaczy wysokiego szczebla w PZPN.

Uchwała nie została przegłosowana już w środę, bo związkową czujność wykazał wiceprezes Rudolf Bugdoł, który zaapelował, by treść przepisów najpierw zbadał departament prawny. Jeśli nawet jednak związek w końcu odrzuci uchwałę, kluby i tak będą mogły takie sprawy zaskarżać do FIFA. A tam wygraną mają jak w banku, bo solidarity contribution to przepis poza Polską ściśle przestrzegany.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama