Kibic Lecha, czyli legalista schizofreniczny

Dlaczego władze lidera Ekstraklasy bagatelizują zachownie swoich kibiców? Tym razem chodzi o słowo "wypierdalać" i rozdzielanie przez fanów biletów na mecz z Feyenoordem tylko "prawdziwym kibicom" - pisze Jacek Sarzało z "Gazety Wyborczej"
W Lechu bilety tylko dla "prawdziwych kibiców" »

Władze Lecha Poznań twierdzą, że są dumne z kibiców klubu. Oni sami z kolei uważają się za najlepszych w Polsce (przy okazji - jak to się mierzy i po co?). Obie strony konsekwentnie bagatelizują: a to napad na autokar z kibicami z Wiednia jadącymi na pucharowy mecz z Lechem, a to ordynarne zaczepki polskiego obrońcy Austrii Jacka Bąka w hotelu w Poznaniu, czy w końcu rozróbę przed meczem Lechia - Lech, kiedy policja zatrzymała ponad stu bandytów. Teraz bagatelizują słowo "wypierdalać", którym fani Lecha rozdzielający bilety na zbliżające się spotkanie z Feyenoordem odpowiadają chętnym do zakupu - ich zdaniem nie zasługującym na wyjazd do Holandii.

Wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak rozpływa się nad kulturą klubowych fanów, ci straszą sądem dziennikarzy, którzy ośmielają się ich krytykować. A wszystko w oparach absurdu, który przejawia się m.in. tym, że np. w cenie biletu na mecz z Feyenoordem jest obowiązkowe 40 zł (!) "na oprawę". Czyli także na grzywnę finansową, którą klub może dostać, bo wyjątkowość sympatyków Lecha polega nie tylko na tym, że doskonale wiedzą, iż odpalając na trybunach race, postępują wbrew prawu, ale i na tym, że później bez szemrania - i przy poparciu klubu! - płacą za to kary. Wszak już wcześniej świadomie zbierali na nie fundusze. To klasyczny przykład legalizmu schizofrenicznego

Kibice Lecha nie byliby może tacy mocni nie tylko w gębie, gdyby wiedzieli, co mówią za ich plecami niektórzy ze szczytów władzy w klubie. Może czas to ujawnić. Panowie w szalikach Lecha, tak dumni dziś z przywiązania do biało-niebieskich barw i tak histerycznie odrzucający porównania z pospolitą stadionową chuliganerią, nie łudźcie się. Taki sam z was produkt do odrzutu jak z kiboli Legii z "żylety". Wysoko postawiony działacz z Poznania dość cynicznie przyznał mi, że jesteście - dosłownie - gatunkiem skazanym na wymarcie. A postępowanie wobec was władz Lecha jest co prawda przewrotne, ale równie wykalkulowane i negatywne jak otwarta wojna wypowiedziana chuliganom z Warszawy przez koncern ITI.

Taktyka nadstawiania wam drugiego policzka jest tymczasowa i ma swój chytry cel. Lech wykombinował sobie (tak przynajmniej przekonywał mnie jeden z działaczy), że do ostatniej chwili na was zarobi. Sprzeda wam jeszcze tysiące biletów, koszulek i gadżetów, a kiedy przy Bułgarskiej powstanie nowoczesny stadion, kiedy wymuszona zostanie zmiana kultury kibicowania, albo wy sami zaczniecie się w końcu cywilizować, albo na trybunach w Poznaniu zastąpią was kibice, którzy zapłacą za bilet, by popatrzeć na futbol. A nie po to, by rozciągnąć największą na świecie flagę, pobluzgać, spoić się piwem, rozebrać do pasa i pół meczu przetrwać tyłem do boiska, a na koniec obić komuś twarz.

I mówiąc szczerze - tu władze Lecha mają absolutną rację