PZPN stracił miliony

Stracił, bo uległ szantażowi i nie zmusił sędziów do podpisania deklaracji antykorupcyjnych. Czy ich szefa Sławomira Stempniewskiego zastąpi obcokrajowiec?
Grzegorz G. usłyszał we Wrocławiu osiem zarzutów »

Przed sezonem PZPN - na wniosek prowadzącej rozgrywki ligowe Ekstraklasy SA - postanowił, że wszyscy sędziowie zobowiązani są podpisać oświadczenie, iż nie mają nic wspólnego z aferą korupcyjną, oraz dostarczyć do związku weksel in blanco na milion złotych. - Ci, którzy nie podpiszą, nie będą mogli sędziować. Koniec, kropka - ostrzegał szef Kolegium Sędziów PZPN Sławomir Stempniewski.

Od tego czasu zmieniło się niewiele. PZPN obowiązku nie zadekretował, sędziowie weksli nie podpisali. Jedynie negocjowana suma ewentualnej kary systematycznie malała - by ostatecznie spaść do poziomu 350 tys. zł dla sędziów zawodowych i 100 tys. zł dla amatorów. Kara jest wirtualna, dlatego że... jej też do dziś nie wprowadzono.

Sprawa wyszła na jaw po zatrzymaniu dwóch najbardziej znanych arbitrów - Jarosława Ż. oraz Grzegorza G. Obu zarzucono korupcję, więc gdyby działały planowane przepisy, kasa związku wzbogaciłaby się od 0,5-2 mln zł (w zależności od kwoty odszkodowań przyjętej dla weksli).

Dlaczego przepisu nie wprowadzono? - Próbowałem to ustalić, ale niewiele się dowiedziałem - mówi Jacek Masiota z Ekstraklasy SA, także członek zarządu PZPN. Wiadomo tylko, że sprawa utknęła, ponieważ... zaprotestowali sami sędziowie. Na początku września zagrozili nawet strajkiem. - Zmieniliśmy podejście, bo wystąpiły nowe okoliczności - tłumaczył bardzo oględnie ówczesny prezes Michał Listkiewicz.

W rzeczywistości PZPN po prostu ugiął się przed szantażem sędziów. - Załóżmy, że zostanę pomówiony, sądy wydają różne wyroki. Jeśli będzie dla mnie niekorzystny, to mam zrujnowane życie. I moja rodzina też. Prawnik co prawda radził mi: panie Jarku, rozdzielność majątkowa, zostawia pan sobie trampki, i cześć... - mówił we wrześniu w wywiadzie dla "Gazety" zatrzymany w poniedziałek Ż. Można tylko przypuszczać, że w rozmowach ze związkiem arbitrzy byli bardziej nieprzejednani. Reprezentował ich Tomasz Mikulski, który ujawnił w wypowiedzi dla "Gazety", że "weksle są nie do zaakceptowania".

Skutek był taki, że związkowi prawnicy przystąpili do łagodzenia kar za kłamliwe oświadczenia. - Każdy weksel jest zaopatrzony w tzw. deklaracje. I weksle dla sędziów mają tak mocne deklaracje, że egzekucja jest właściwie niemożliwa. Przy okazji również znacznie zmniejszono kwoty - tłumaczy Masiota. Chodzi np. o to, że nawet jeżeli sędzia podpisze weksel, to zapis w deklaracji o współwłasności majątkowej prowadzi do tego, że przy braku zgody żony... nie ma mowy, by pieniądze wyegzekwować.

Pod koniec listopada zarząd PZPN wreszcie zajął się problemem. - Ale w wersji kompletnie innej od tej, którą chcieliśmy wprowadzić. I zupełnie nas niesatysfakcjonującej - mówi Masiota. - Zresztą z przyjęcia uchwały niewiele wynika. Potrzebne są przepisy wykonawcze i w ogóle wprowadzenie systemu. Kiedy to może nastąpić? Nie mam pojęcia - rozkłada ręce Masiota.

Uzyskanie komentarza od Grzegorza Laty na temat zatrzymanych sędziów i niepodpisanych weksli nie jest łatwe. Prezes PZPN przebywa w Szwajcarii, gdzie wczoraj został uroczyście przyjęty przez szefa UEFA Michela Platiniego. Latę na europejskie salony futbolowe wprowadził osobiście jego poprzednik Michał Listkiewicz.

Od dwóch dni telefonu nie odbiera też szef sędziów Sławomir Stempniewski.

- Z tego, co słyszałem, były jakieś przeszkody prawne. Sami sędziowie protestowali - ostrożnie wyjaśnia natomiast Rudolf Bugdoł. Wiceprezes PZPN twierdzi, że nie zna szczegółów sprawy: "Zajmuję się obsadą stanowisk w związku, panie redaktorze". W takim razie czy na najbliższym posiedzeniu zarządu związku 17 grudnia zostanie przedłużona kadencja Stempniewskiego? Tu Bugdoł jest już bardziej konkretny: - Wiem, że prezes Lato już dwa razy z nim rozmawiał, ale po tym, co się ostatnio stało, pan Stempniewski musi się zastanowić, czy kontynuowanie przez niego pracy na stanowisku szefa arbitrów w ogóle ma sens.

Wiceprezes odrzuca też plotki, że forowany na tę funkcję jest Piotr Werner, również pochodzący ze Śląska były sędzia. - To bzdura - mówi Bugdoł.

- Byłby skandal - wtóruje mu inna osoba związana z PZPN, prosząca o anonimowość. - Werner obraca się w dziwnym środowisku organizującym gale bokserskie, w dodatku kiedyś w tajemniczych okolicznościach ktoś wysadził jego samochód w powietrze - tłumaczy nasz rozmówca.

Tak czy owak pozycja Stempniewskiego bardzo osłabła. W połowie roku to on zgłosił kandydaturę Jarosława Ż. na sędziego międzynarodowego, a z Grzegorzem G. wiążą go interesy - są współwłaścicielami hotelu w Radomiu.

Część środowiska proponuje, by szefem sędziów został Arkadiusz Pruś, amerykański arbiter polskiego pochodzenia. Arbitrzy wypowiadają się o nim bardzo pozytywnie, jednak proszą o anonimowość, gdyż boją się reakcji zwolenników starego układu. Pruś dwa lata temu został zaproszony do Polski i poprowadził mecz Górnika Zabrze z Legią Warszawa. Jest sędzią międzynarodowym, jednym z najlepszych w USA. Nieoficjalnie wiemy, że wstępnie wyraził zainteresowanie funkcją w PZPN. W przyszłym roku ze względu na wiek ma zakończyć czynną karierę, ale gdyby otrzymał ofertę, mógłby przyspieszyć rozstanie z gwizdkiem.

- Całe polskie środowisko jest skompromitowane. Oskarżenie dwóch sędziowskich gwiazd o udział w mafii piłkarskiej jeszcze pogorszyło to, co i tak było już beznadziejne - mówi nasz informator z PZPN. Jedynym ratunkiem, sposobem, by uwiarygodnić się w oczach społeczeństwa, będzie nominowanie obcokrajowca.

Sędziowie powinni podpisać weksle »