Sport.pl

Siatkarska Liga Mistrzów: Skra przeciw wielkiemu faworytowi

- Daj Bóg, żeby na każdym meczu ligowym było tylu ludzi, co tutaj - mówi trener wicemistrza Rosji. Bo już wiadomo, że największe sportowe wydarzenie grudnia w Łodzi obejrzy 9 tys. kibiców
Jak złamać wielkiego Gibę... »

O godz. 18 w Pałacu Sportowym siatkarze PGE Skry Bełchatów rozpoczną trzeci mecz w Lidze Mistrzów. Rywala mają z najwyższej półki - Iskrę Odincowo z wielkimi gwiazdami światowej siatkówki. O jej klasie świadczą cele: - Wygrać wszystko - deklaruje trener Zoran Gajić, który doprowadził Serbię i Czarnogórę do złotego medalu podczas igrzysk olimpijskich w Sydney. Ale serbski szkoleniowiec nie ukrywa, że jego podopiecznych czeka bardzo trudne zadanie, bo trafili do bardzo trudnej grupy. - Najtrudniejszej w całej Lidze Mistrzów. W Panathinaikosie jest pięciu dobrych obcokrajowców, Friedrichshafen zawsze dobrze spisuje się w pucharach, a Skra to jeden z najlepszych zespołów na świecie. Każda drużyna jest w stanie awansować do Final Four - podkreśla Gajić. Dlatego według niego każdy mecz jest bardzo ważny.

Ale bełchatowianie nie powinni mieć kompleksów, ponieważ w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów zajęli trzecie miejsce. - Znów spotykamy się w Łodzi, tak jak w Final Four. Myślę, że jest to święto dla kibiców, a także zawodników, którzy mogą zagrać przy tak licznej widowni - mówi Daniel Castellani, trener Skry. - W porównaniu z poprzednim sezonem różnica jest taka, że teraz szukamy punktów potrzebnych do wyjścia z grupy.

Bo po niespodziewanej porażce z Friedrichshafen w pierwszej kolejce sytuacja mistrzów Polski stała się trudna, bo pewny awans mają tylko dwa zespoły. Sytuacja nieco się poprawiła po pokonaniu Panathinaikosu, ale stratę trzeba odrobić w meczach z największym faworytem. Choć Gajić twierdzi, że przy tak wyrównanej stawce nie ma znaczenia, gdzie rozgrywany jest mecz, to gdzie ograć silnego rywala, jeśli nie u siebie.

Według Mariusza Wlazłego, pewną niedogodnością jest to, że bełchatowska drużyna wystąpi w innej hali niż dotychczas. - Ale z drugiej strony na trybunach usiądzie więcej ludzi, więc będzie się grało lepiej - mówi kapitan Skry. Dodaje też, że przy tak silnym przeciwniku nikogo nie trzeba dodatkowo mobilizować. - Każdy z nas nastawia się na wielkie i długo oczekiwane wydarzenie - kończy Wlazły.

Rosyjski zespół wczoraj rano przyleciał do Polski i klubowym autokarem Skry został przewieziony z Okęcia do Łodzi. Obie drużyny mieszkają w hotelu Grand. Iskra przyjechała w najsilniejszym składzie, z pauzującym ostatnio z powodu kontuzji Aleksiejem Werbowem. Trener Gajić w ostatnich meczach ligowych dał odpocząć czołowym zawodnikom, m.in. Werbowowi i Gibie. - Werbow ma kłopoty ze zdrowiem od igrzysk olimpijskich. Dlatego oszczędzamy go na ważniejsze spotkania - tłumaczył trener, który nie obawia się, że głośny doping negatywnie wpłynie na jego siatkarzy. - To tak doświadczeni gracze, że tylko ich to dodatkowo zmobilizuje.

Wlazły twierdzi, że spotkania siatkarzy z rosyjskimi drużynami zawsze wywołują wielkie emocje. - Bo Polska zawsze walczyła z Rosją - argumentuje. Jacek Nawrocki tłumaczył specyfikę spotkań Castellaniemu: - To tak jak mecze Argentyny i Brazylii - porównał.

Wczoraj wieczorem miała zapaść decyzja, kto obok Pawła Maciejewicza nie znajdzie się w 12-osobowej kadrze na środowy mecz. Odpadnie zapewne jeden ze środkowych, spośród których niepodważalną pozycję ma Daniel Pliński. Castellani jeszcze raz podkreślił, że w podstawowej szóstce zabraknie Stephane'a Antigi. - Mogę jednak zapewnić, że zobaczymy go na boisku.

Argentyński trener komplementował rywali. - To zrównoważony zespół, ze znakomitymi środkowymi i Schöpsem - mówił. Na pytanie, czy Giba jest w stanie sam przesądzić o losach spotkania, odpowiedział, że nie. - Przykładem jest finał Pucharu Rosji, w którym nie pomógł w odniesieniu zwycięstwa [Iskra półtora tygodnia temu przegrała z Dynamem Moskwa - jar] - zakończył. Mimo to na treningach bełchatowianie ćwiczyli taktykę gry przeciwko słynnemu Brazylijczykowi.

Jak już wczoraj informowaliśmy, na pewno w Łodzi padnie jeden rekord tegorocznej Ligi Mistrzów. Chodzi o frekwencję. Dotychczas najwięcej widzów - 4,1 tys. - było na meczu w słoweńskim mieście Bled. W Pałacu Sportowym będzie ponad dwa razy więcej kibiców. Jeśli ktoś nie kupił jeszcze biletu, ma szansę, bo około tysiąca zostało i będzie w sprzedaży od godz. 14. Wczoraj chętni ustawili się pod kasą już o godz. 8, czyli cztery godziny przed otwarciem. - Zastanawialiśmy się, czy zainteresowanie spotkaniem z Iskrą będzie podobne do Final Four - opowiada Konrad Piechocki, prezes PGE Skry. - Dostaliśmy odpowiedź, że tak. To wspaniała sprawa, bo przecież mecz jest w środku tygodnia i na dodatek przed świętami.

Skra - Iskra - kto jest lepszy - analiza »