Oddech ulgi na Roosevelta po wygranej z Jagiellonią

Pazdan cudem wybił piłkę z linii bramkowej, Kołodziej popisał się niewiarygodnym strzałem z wolnego, a Nowak bronił jak natchniony. - Wreszcie sprzyjało nam szczęście - trener Henryk Kasperczak mógł cieszyć się po sukcesie nad Jagiellonią.

Polecamy: Wisła i Cracovia blisko Jaworzna, więc GieKSa blisko Zabrza



- Uff, nareszcie wygraliśmy - odetchnął po meczu trener Górnika. Henryk Kasperczak wiedział obejmując jedenastkę z Zabrza, że łatwo mieć nie będzie, ale w najczarniejszych snach nie przewidywał, że raz za razem jego drużyna będzie przegrywać, a zdobycie choćby jednego, jedynego gola stanie się dla jego podopiecznych wyczynem o niewyobrażalnym progu trudności. W sobotę Henri dopiero po raz drugi w tym sezonie mógł cieszyć się ze zwycięstwa!

Do przerwy niewiele wskazywało na to, że gospodarze będą z podniesionymi głowami schodzić z boiska. Górnik grał dość słabo, nogi piłkarzy były spętane paraliżującą odpowiedzialnością.

Polecamy: Prezes Górnika: Trzeba wzmocnić drużynę



Jagiellonia, która od ponad roku nie potrafi wygrać meczu na wyjeździe i ciągnie koszmarną serię szesnastu gier na boiskach rywali bez kompletu punktów, w Zabrzu rozgrywała bardzo dobry mecz, kilka razy będąc bardzo blisko zdobycia gola. W 15. minucie tylko cudem miejscowi uniknęli straty gola po strzale Szymona Matuszka. Czubkiem głowy piłkę z linii bramkowej wybił Michał Pazdan. Sześć minut później przed golem uchronił Górnika Sebastian Nowak, gdy celnym uderzeniem popisał się Pavol Stano. Co ciekawe ten ostatni, nominalny obrońca, grał wczoraj w ataku Jagiellonii.

W przerwie w szatni Górnika powinno być gorąco, tymczasem doświadczony szkoleniowiec atmosfery wcale nie podgrzewał. - Wiedziałem, że paraliżuje ich odpowiedzialność. Prosiłem - rozluźnijcie się - opowiadał potem Kasperczak.

Podziałało, zwłaszcza na Dariusza Kołodzieja. To był ledwie trzeci mecz tego zawodnika w pierwszej jedenastce i zapewne jego ostatnia szansa na pokazanie wielkich umiejętności, dzięki którym był czołowym strzelcem na boiskach I ligi i liderem Podbeskidzia. "Kołek" zdawał sobie pewnie sprawę, że dla niego to być może ostatnie 45 minut nadziei na przedłużenie kontraktu z Górnikiem.

Szansę chyba wykorzystał, bo kiedy schodził do szatni był zapewne najbardziej wyściskiwanym człowiekiem na Roosevelta. W 54. minucie Górnik otrzymał rzut wolny, Kołodziej ustawił piłkę 30 metrów od bramki Piotra Lecha. Wziął długi rozbieg i potężnie huknął. Kasperczak podniósł ręce w geście radości, a 14-tysięczna publika zawyła ze szczęścia. - Gdybyśmy przegrali, jedną nogą bylibyśmy w pierwszej lidze. A tak zima będzie nieco spokojniejsza - komentował pomocnik.

Kilka minut później znowu wolny dla Górnika. Znowu piłkę ustawia Kołodziej i omal nie skopiował poprzedniej sytuacji. Lecha uratował słupek. - Strzały Darka narobiły mi najwięcej kłopotów - przyznał po spotkaniu 40-letni golkiper Jagiellonii, najbardziej doświadczony gracz polskiej ekstraklasy, który w tym sezonie śrubował już ilość meczów bez puszczonego gola.

Kołodziej był bohaterem pierwszej części II połowy, reszta należała do Sebastiana Nowaka. Bramkarz Górnika też w tym sezonie musiał mocno walczyć o miejsce w pierwszej jedenastce. W końcu stał się pewniakiem, ale jego główny konkurent Michal Vaclavik zszedł z placu boju z powodu kontuzji. Wczoraj Czech przykuśtykał o kulach. W sobotę Nowak dał próbkę swoich umiejętności, gdy pod koniec meczu toczył zwycięski pojedynek z całym zespołem rywali. - Moi zawodnicy promują bramkarzy rywali, w Krakowie pomogli wypromować Cabaja, teraz Nowaka - denerwował się Michał Probierz, trener białostoczan.

Kasperczak ze spokojem wysłuchał opowieści młodszego kolegi. - Jagiellonia grała dobrze. My też graliśmy ostatnio na wyjazdach dobrze i ładnie, ale punktów z tego nie mieliśmy. Tym razem wreszcie mieliśmy więcej szczęścia niż zwykle - powiedział trener Górnika.

Nowak skromnie przyznał po meczu, że nie tylko jemu należą się gratulacje za zerowe konto straconych goli. - W pierwszej połowie to Michał Pazdan uratował nas przed stratą gola. Trzeba mu będzie coś postawić. A ja wreszcie doczekałem się wygranej, bo to mój pierwszy ligowy sukces w barwach Górnika - przypomniał golkiper.

W sobotę na Roosevelta z sukcesu cieszyli się prezydent miasta Małgorzata Mańka-Szulik, jej współpracownicy z ratusza i grupa zasłużonych piłkarzy zabrzańskiego klubu. W najbliższy weekend wszyscy oni spotkają się w Domu Muzyki i Tańca, by świętować 60-lecie klubu. Dzięki złotej bramce Kołodzieja jubileusz nie odbędzie się w zupełnie minorowych nastrojach...

Górnik Zabrze - Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Kołodziej (54., rzut wolny)

Górnik: Nowak - Gancarczyk, Smirnovs, Pazdan, Magiera - Zahorski Ż, Brzęczek, Kołodziej (76. Kiżys), Danch, Wodecki (46. Madejski) - Pitry (90. Malinowski).

Jagiellonia: Lech - Thiago Ż, Pacan, Skerla, Jarecki - Lewczuk (75. Fidziukiewicz), Matuszek Ż (59. Kojasević), Hermes, Szczot - Stano, Zawistowski (58. Dzienis).

Sędzia: Adam Lyczmański z Bydgoszczy; widzów: 14.000

Zdaniem trenerów

Michał Probierz (Jagiellonia): Mikołaj był dziś hojny w Zabrzu. Podarowaliśmy Górnikowi trzy punkty. Nie wykorzystaliśmy paru sytuacji, mimo, że sporo ich stworzyliśmy. Taka jest piłka. Zagraliśmy dobre spotkanie i przegraliśmy. Promowaliśmy bramkarza gospodarzy i uczyniliśmy ligę ciekawszą. Przegrywamy trzeci mecz z rzędu.

Henryk Kasperczak (Górnik): Uff, nareszcie zwycięstwo. My też zagraliśmy dużo dobrych meczów na wyjeździe i nie zdobywaliśmy punktów. Tak jak dziś Jagiellonia. Mecz chcę zadedykować naszym kibicom. Te trzy punkty dają nam nadzieję przed wiosną. Jestem szczęśliwy ze zdobycia punktów i ambitnej gry.

not. pp

Rozmowy pod szatnią

Jerzy Brzęczek (Górnik): Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu słaba. Po przerwie wyszliśmy już jednak odmienieni. Przede wszystkim zaczęliśmy w końcu strzelać na bramkę rywali. Bardzo dobrze spisali się Darek Kołodziej, Sebastian Nowak i Adaś Danch, który włożył całe serce w grę. Kibice są dumą Górnika, mam nadzieję, że na wiosnę zagramy dużo lepiej i też tak o sobie będziemy mogli mówić.

Piotr Lech (Jagiellonia): Mikołaj w czarnym garniturku zrobił parę prezentów Górnikowi. Jeśli ktoś nie dyktuje dwóch rzutów karnych dla Jagiellonii, to nie ma o czym mówić. Moich racji broni kaseta video - na niej wszystko można zobaczyć. Miałem w meczu dużo roboty, szczególnie po strzałach Dariusza Kołodzieja. Przy jego bramce byłem trochę zasłonięty i zbyt późno interweniowałem.

Dariusz Kołodziej (Górnik): W razie porażki bylibyśmy jedną nogą w pierwszej lidze. Ta świadomość gry nam nie ułatwiała. W przerwie trener prosił, byśmy grali spokojnie, rozluźnieni. Pomogło. Wreszcie wygraliśmy. Czy swoją grą przekonałem szkoleniowca, bym został w Zabrzu? Decyzja w tej sprawie należy do trenera, ja się dostosuję do jego zdania. Cieszę się, że strzeliłem bramkę, swoją pierwszą w ekstraklasie. W dodatku bramka ta była tak ważna dla naszego klubu... Teraz zima będzie spokojniejsza. Spokojniejsza, bo nie mogę powiedzieć, że będzie całkiem spokojna.

not. pp