Tydzień w NBA. Odmienieni kolanem

Czyżby wszystko, czego potrzebowali Washington Wizards, to jeden mecz bez Michaela Jordana? Od czasu kłopotów z kolanem swojej supergwiazdy wygrali cztery kolejne mecze i znów myślą o play off.
Kolano Jordana nadal boli, ale jedno spotkanie odpoczynku najbardziej pomogło chyba jego partnerom. Odkąd raz musieli sobie radzić bez niego, lepiej grają także z nim. Cztery kolejne zwycięstwa - w tym wygrana z mocnym Dallas - są tego dowodem. Wizards mają obecnie niezły już bilans 9-12 i kilku tylko wygranych brakuje im do miejsca w play off.

W środę Wizards pokonali Miami Heat, którzy są co prawda ciągle najgorszym zespołem NBA, ale po powrocie do gry większości kontuzjowanych gwiazd oraz po pozyskaniu Jima Jacksona znów mogą liczyć się w walce o przynajmniej miejsce w środku stawki. Końcówka meczu była bardzo zacięta. 11 s przed ostatnią syreną Wizards prowadzili dwoma punktami, ale rywale mieli piłkę. Zespół - już na boisku - zebrał Jordan. - Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy i powiedzieliśmy, że nie dopuścimy ich do naszego kosza - opowiadał później Richard Hamilton.

I tak się stało - gracze Heat przy agresywnej obronie rywali niemalże nie przekroczyli linii rzutów za trzy punkty i w końcu desperacką próbę trafienia zza linii 7,24 m musiał wykonać równo z syreną końcową LaPhonso Ellis. - Wiele razy w poprzednich latach przegrywaliśmy mecze w końcówkach, ale teraz jest inaczej - mówił potem Hamilton. Ciekawe, kto to odmienił...

Na piwko

Trener Denver Nuggets Dan Issel został odsunięty od prowadzenia zespołu na cztery mecze za to, że obraził kibica, schodząc z boiska po wtorkowym przegranym 96:99 meczu z Charlotte. Co ciekawe, Issel jest też... prezesem klubu, który go zawiesił.

Karę nałożył menedżer Kiki Vandeweghe, który w tym sezonie przejął to stanowisko, także zajmowane poprzednio przez Issela. W tej przedziwnej sytuacji Vandeweghe jest jednocześnie szefem i podwładnym Issela. Ale i tak wszystkim rządzi właściciel Nuggets Stan Kroenke.

Issel od zawsze miał kłopoty ze swoim wulgarnym językiem, z którego słynął jeszcze jako wieloletni center Nuggets. We wtorek, schodząc do szatni, trener Denver usłyszał, jak krzyczał do niego jeden z kibiców w hali Pepsi Arena. Na wyzwiska fana odpowiedział głośno: - Idź, walnij sobie jeszcze jedno piwo, meksykański... - dodając na końcu wybitnie wulgarne określenie. Wszystko sfilmowała lokalna telewizja.

Na środowej konferencji prasowej wyraźnie podenerwowany trener wygłosił krótkie przeprosiny i wściekły opuścił salę. Na pytania odpowiadał wyłącznie menedżer. Podczas absencji trenera, który będzie pracował z drużyną na treningach, zespół poprowadzi asystent Mike Evans.

Społeczność latynoska Denver domagała się od klubu zwolnienia trenera. - Nie zrobiliśmy tego, bo pięć sekund nie przekreśla tego, co Issel zrobił dla klubu przez ostatnie 25 lat - wytłumaczyli właściciele Nuggets.

adrom

Środowe wyniki NBA:

San Antonio - Toronto 108:95, Washington -Miami 82:80, Phoenix - Sacramento 114:88, Utah - Minnesota 87:98, LA Clippers - Seattle 114:94.

Tydzień w skrócie



Na plusie.

Detroit Pistons. Nawet bez swojego lidera Jerry'ego Stackhouse'a (kontuzja w ostatnich meczach) zespół młodego trenera Ricka Carlisle nadal jest rewelacją ligi. Czy to możliwe, że dojście Cliffa Robinsona, Żeljko Rebracy i Jona Barry'ego do drużyny, która zajęła 11. miejsce na Wschodzie rok temu, odmieniło ją w mistrza Konferencji Wschodniej?

Na minusie.

Houston Rockets. Bez kontuzjowanego Steve'a Francisa są może nawet najsłabszym zespołem NBA. Przegrali 11 kolejnych meczów, a kontuzje dręczą też innego lidera - Cuttino Mobleya, który usiłuje grać ze skręconą kostką.

Liczba tygodnia.

4 - tylu graczy pierwszej piątki nie może wystawiać z powodu kontuzji do gry trener Philadelphii Larry Brown. Podobnie było na początku sezonu. Po krótkim okresie na boisku (kiedy 76ers wygrywali), na ławkę szybko wrócili z nowymi urazami Aaron McKie, Allen Iverson i Derrick Coleman, a ciągle tam pozostaje Eric Snow. Finalista z ostatniego sezonu jest na 12. miejscu na Wschodzie.