Czy Rogowska wróci na szczyt? Kozakiewicz w to wierzy

Czy rekordzistka Polski w skoku o tyczce podniesie się po trzech przegranych sezonach? Będzie to trudne. Po ratunek pojechała do Leverkusen
Polska sztafeta mistrzem świata. Po 9 latach »

Kiedy w 2004 r. na igrzyskach w Atenach młoda zawodniczka z Sopotu przebojem wdarła się na podium (brąz), wydawało się, że kolejne lata będą należeć do niej. Potwierdził to sezon 2005, w którym Rogowska aż sześciokrotnie biła rekord Polski, a 26 sierpnia ustaliła go na poziomie 4,83 m. Ale od tego dnia już nigdy nie skoczyła na zawodach tak wysoko. W tym czasie kilkakrotnie dopadały ją kontuzje: od niemal chronicznego zapalenia ścięgna Achillesa po kłopoty z naskórkiem dłoni spowodowane złym doborem kleju, którym zawodniczki smarują ręce przed skokiem. Była też nieudana próba współpracy z Jewgienijem Trofimowem - odkrywcą talentu najlepszej tyczkarki świata Jeleny Isinbajewej. A dopełnieniem rozczarowań był słaby występ na igrzyskach w Pekinie, gdzie Rogowska zajęła dopiero dziesiąte miejsce z marnym wynikiem 4,45 m. Czy 27-letnia tyczkarka będzie się potrafiła podnieść po trzech sezonach ciągłych niepowodzeń? Wydaje się to szalenie trudne.

Klima na ratunek

Po igrzyskach w Pekinie Rogowska stanęła pod ścianą, na której widoczny był napis złożony z dwóch słów: "Co dalej?". Razem ze swoim trenerem i mężem Jackiem Torlińskim długo się zastanawiali, co zrobić, aby wyjść z dołka. Ostatecznie postanowili nawiązać współpracę z polskim szkoleniowcem pracującym w Niemczech - Leszkiem Klimą, który pełni funkcję trenera w Bayerze Leverkusen, a wśród jego podopiecznych jest m.in. czołowa tyczkarka świata Silke Spiegelburg.

- Od kilku tygodni jesteśmy w Leverkusen i zostaniemy tu na dłużej - mówi Torliński. - Mamy świetne warunki, niczego nam brakuje, nic tylko pracować. W najbliższych miesiącach Ania skupi się wyłącznie na treningach. Dlatego niemal zupełnie zerwaliśmy kontakty z mediami, choć wiemy, że różne rzeczy wypisywano i mówiono na nasz temat. Ale nadal pracujemy razem, choć jesteśmy otwarci na inne spojrzenie, czego dowodem nasza obecność w Niemczech - podkreśla Torliński.

Rogowska nie chce rozmawiać z dziennikarzami, ale podpisuje się pod słowami męża trenera.

Po Pekinie pojawiło się wiele głosów, że brak postępów Rogowskiej jest winą właśnie Torlińskiego, który potrafi przygotować swoją żonę i podopieczną pod względem motorycznym i siłowym, ale nie radzi sobie z ułożeniem techniki. - Nie będę tego komentował - ucina Torliński. - Robimy swoje i jestem przekonany, że jeśli tylko Anię przestanie prześladować pech związany z kontuzjami, znów wróci na wysoki poziom. A w tej chwili, odpukać, z jej zdrowiem wszystko w porządku - podkreśla trener.

Dragila potrafiła

W powrót Rogowskiej do formy wierzy jej pierwszy trener - "capo di tutti capi" żeńskiej tyczki w Polsce - Edward Szymczak.

- Dziś może to brzmieć niedorzecznie, ale Ania wciąż ma szanse skakać pięć metrów i wyżej - uważa Szymczak. - Pod względem motorycznym, siłowym i ogólnorozwojowym to w światowej czołówce absolutny heros. Jeśli w parze z przygotowaniem fizycznym będzie szła technika, Rogowska wróci na szczyt. Widzę, że Ania i jej trener dostrzegli, że coś jest nie tak. A podjęcie współpracy z Klimą jest dobrym posunięciem. To uznany fachowiec, który może pomóc - podkreśla Szymczak.

Podobnego zdania jest krajowa rywalka Rogowskiej Monika Pyrek. - Trener Klima jest wychowankiem guru polskiej tyczki Romana Dakiniewicza, szkoleniowca uznawanego w naszym kraju za najlepszego specjalistę od techniki. Ania musi być cierpliwa. Nawet wielka Isinbajewa potrzebowała dwóch sezonów, aby po zmianie trenera i techniki znów bić rekordy świata - przypomina Pyrek.

Wszystkim argumentom trudno odmówić logiki, ale czy w wieku 27 lat można zmienić styl skakania, aby poprawić wyniki? - A dlaczego nie - mówi Szymczak. - Najlepszym przykładem jest Amerykanka Stacy Dragila, która nagły postęp zrobiła ok. trzydziestki, a swój obecny rekord życiowy pobiła w wieku 33 lat. A to przecież podobny typ jak Ania - zawodniczka opierająca się na motoryce. Z drugiej strony Dragila to na rozbiegu prawdziwa siekiera, wojownik, który rąbie wszystko dookoła. A z psychiką Ani nie jest ostatnio najlepiej - podkreśla Szymczak.

To może być największy problem zawodniczki. W dwóch ostatnich sezonach Rogowska w niczym nie przypominała odważnej i nieco szalonej dziewczyny z Aten, która podbiła serca kibiców. Mało tego, w jej skakanie wkradła się bojaźń, wiele jej prób kończyło się przebiegnięciem między stojakami, nawet bez próby założenia tyczki.

Pyrek: - 99 proc. tyczkarzy i tyczkarek przeżywa w swojej karierze problemy z psychiką, Ania nie jest tu wyjątkiem. To jest ekstremalny sport, w którym na sukces składa się wiele czynników. Najmniejszy szczegół może decydować o niepowodzeniu. Jeśli spokojnie popracuje, znów będzie skakać wysoko.

Powinna łoić Isinbajewą

Najbardziej radykalny w ocenie sytuacji Rogowskiej jest Władysław Kozakiewicz, złoty medalista igrzysk w Moskwie w 1980 r. - Z całym szacunkiem, ale przy skali talentu Ani do takich wyników jak dotychczas doprowadziłaby ją pani woźna ze szkoły sportowej nr 14 w Gdyni. Przecież ona powinna regularnie łoić Isinbajewą, bo jej możliwości sięgają nawet 5,20 m. Potrzeba jej tylko kilku małych poprawek w technice i przede wszystkim spokoju w domu. To musi być oaza, miejsce wytchnienia. Trening trzeba oddzielić od życia prywatnego, inaczej sportowiec wariuje. Nie wiem, czy w układzie zawodniczka żona - trener mąż jest to możliwe - podkreśla Kozakiewicz.

Kiedy powiedzieliśmy mu, że Rogowska i Torliński nawiązali współpracę z Klimą, zareagował z charakterystyczną dla siebie swadą: - To świetna wiadomość, dam sobie uciąć mały palec lewej nogi, że pod jego okiem Ania wróci do formy. To znakomity fachowiec, zresztą często wymieniamy się poglądami [Kozakiewicz jest trenerem w klubie pod Hannoverem]. Byle tylko dostał trochę swobody i rzeczywiście miał wpływ na treningi. Kibicuję Ani i wierzę, że największe sukcesy wciąż przed nią - kończy Kozakiewicz.

Pierwsze efekty współpracy z Klimą poznamy najwcześniej w lutym przyszłego roku, kiedy rozpocznie się nowy sezon halowy. Niewykluczone jednak, że Rogowska odpuści skakanie w hali i na rozbiegu pojawi się dopiero wiosną na otwartym stadionie.

Czy Anna Rogowska wróci na szczyt? Masz własne zdanie? Załóż sportowego bloga, bloguj na Blogsport.pl!»