Sport.pl

Ćwierćfinał nie dla Jagi

Piłkarze Jagiellonii nie odczarowali we wtorek stadionu przy ul. Łazienkowskiej. Po pierwszej słabej połowie w drugiej spisali się zdecydowanie lepiej i mogli nawet pokonać warszawską Legię. Ostatecznie jednak przegrali 1:2 i nie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek Pucharu Ekstraklasy
Białostoczanie najpierw przegrali w Warszawie z Legią w ekstraklasie. Potem ulegli temu rywalowi po serii jedenastek w Pucharze Polski. Wczoraj zaliczyli kolejna porażkę. Tym razem też w dużej mierze o wyniku konfrontacji zadecydowały rzuty karne. Już w trzeciej minucie piłka po dośrodkowaniu Marcina Smolińskiego trafiła w rękę Marcina Pacana i sędzia wskazał na jedenasty metr. Pewnym egzekutorem okazał się Tomasz Kiełbowicz i gospodarze, których w tym starciu zadowalał remis, objęli prowadzenie.

- Zaczęliśmy źle, ale nie poddajemy się, będziemy walczyć o zwycięstwo i awans - deklarował w przerwie spotkania białostocki pomocnik Mariusz Dzienis, który był autorem jednego celnego strzału Jagiellonii w pierwszej połowie. W 17. minucie Igor Lewczuk zagrał piłkę za plecy obrońców, dopadł do niej Dzienis i z jego dośrodkowania wyszedł strzał, po którym swymi umiejętnościami musiał popisać się młody bramkarz Legii Konstiantyn Machnowskyj.

Trener gospodarzy Jan Urban wystawił wczoraj do gry mocno rezerwowy skład. Z ostatniego meczu w ekstraklasie, wygrana 1:0 z Ruchem Chorzów, od pierwszego gwizdka sędziego na boisko wybiegł tylko Dickson Choto. Obrońca jednak po półgodzinnej grze został już zmieniony. Zabrakło natomiast m.in. takich graczy, jak: Maciej Iwański, Inaki Astiz, Jan Mucha czy Takesure Chinyama. Z drugiej jednak strony niektórzy z tych rezerwowych zawodników Legii w Jagiellonii zapewne graliby w podstawowym składzie.

Zdecydowanie więcej piłkarzy z wyjściowej jedenastki z sobotniego meczu w ekstraklasie, 0:2 w Bełchatowie z GKS-em, bo pięciu, zagrało w żółto-czerwonych barwach. Trener Michał Probierz, który zazwyczaj oszczędza w Pucharze Ekstraklasy swych podstawowych graczy, tym razem postąpił inaczej.

- Chcemy awansować, a ponadto mamy problem z miejscem do treningów, stąd taki skład - tłumaczy szkoleniowiec Jagi.

Niestety mimo mniejszej ilości zmian białostoczanie w pierwszej połowie mieli ogromne problemy nawet z wyjściem z piłką z własnej połowy boiska. Popełniali też dużo prostych strat, po których groźne akcje przeprowadzali gospodarze. Zawodnicy Legii mieli jednak problemu z trafieniem do bramki Jagi bądź dobrze spisywał się Rafał Gikiewicz. Przynajmniej trzy gole powinien strzelić Mikel Arruabarena, swych szans nie wykorzystał też Piotr Giza czy Miroslav Radović.

- Już w pierwszej połowie powinniśmy zdobyć kolejne bramki i rozstrzygnąć losy meczu - stwierdza Kiełbowicz.

W przerwie obaj szkoleniowcy dokonali kilku zmian i obraz gry też uległ zmianie. To białostoczanie częściej gościli na połowie Legii i stwarzali groźne sytuacje.

- W przerwie powiedzieliśmy sobie, że oczywiście możemy przegrać, ale po walce i z takim nastawieniem wyszliśmy na drugą połowę - tłumaczy Pacan.

Na boisku pojawił się m.in. Michał Twardowski. Napastnik II-ligowej Freskovity Wysokie Mazowieckie, który w przyszłym sezonie będzie grał w Jagiellonii. Jednak to nie on nadawał ton grze białostoczan. Dobrze spisywał się Paweł Zawistowski, Damir Kojasević. Zdecydowanie lepiej niż przed przerwą zaprezentowali się Robert Szczot i Ensar Arofović i to właśnie ta czwórka zawodników stwarzała największe zagrożenie pod bramką miejscowych. Po faulu Kiełbowicza na ostatnim z nich sędzia podyktował też jedenastkę. Pewnym egzekutorem rzutu karnego okazał się Pacan.

Remis w dalszym ciągu nie zmieniał sytuacji białostoczan, którzy musieli wygrać, aby awansować do ćwierćfinału. Dlatego też piłkarze Jagiellonii nadal dążyli do zdobycia gola, ale niestety zamiast go strzelić, to rywale wykorzystali jedną z kontr. Arruabarena dośrodkował piłkę w pole karne Roger, co prawda trafił tylko w słupek, ale dobitka Gizy była celna. Już w doliczonym czasie gry gospodarze mogli zdobyć jeszcze jednego gola, jednak piłkę z linii bramkowej po uderzeniu Rogera wybił Kojasević.

- Szkoda, że nie udało się wygrać i nie awansowaliśmy. Jednak tak naprawdę to ten awans przegraliśmy już wcześniej, remisując u siebie z Legią, gdzie mieliśmy mnóstwo sytuacji do zdobycia gola, czy też później przegrywając w Warszawie z Polonią, gdzie też byliśmy lepszą drużyną - podsumowuje Pacan.



Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok 2:1 (1:0)

Strzelcy bramek: Tomasz Kiełbowicz (4. - karny), Piotr Giza (89.) - Marcin Pacan (71. - karny).

Legia: Machnowskyj - Szala Ż, Kumbev, Choto (37. Descarga), Kiełbowicz - Radović (46. Rocki Ż), Borysiuk (46. Tito), Ekwueme (46. Roger), Smoliński (88. Wysocki) - Giza (90.+2. Bronowicki), Arruabarena.

Jagiellonia: Gikiewicz - Lewczuk (51. Twardowski), Pacan, Skerla (46. Cionek), Jarecki Ż - Dzienis (61. Kojasević), Stano (46. Zawistowski), Matuszek (31. Everton), Falkowski (46. Łatka), Szczot - Arifović Ż.

Widzów ok. 300. Sędziował (jako główny) Mirosław Górecki z Katowic.



Inne spotkanie 6. kolejki

ŁKS Łódź - Polonia Warszawa 1:1 (1:0): Adrian Świątek (45.+1) - Łukasz Kępa (72.).

Tabela grupy D

1. Legia Warszawa61313:1
2. Polonia Warszawa6117:6
3. Jagiellonia Białystok6810:7
4. ŁKS Łódź616:15
Do ćwierćfinału awansowały Legia i Polonia