Sport.pl

Następca Roberta Kubicy - Karol Basz

- Do najlepszych brakuje mi tylko szczęścia. W kartach mogę startować nawet do 40. roku życia. Jedynym ograniczeniem jest ciężar. Kierowca wraz z kartem nie może ważyć mniej niż 160 kg. Pytanie kiedy będę się w stanie wybić? - mówi w wywiadzie Karol Basz, 17-letni kierowca kartingowy.
Basz kroczy drogą Kubicy >

Waldemar Kordyl: Co możesz powiedzieć o RK Team?

Karol Basz: Firma Birel [zawodnicy w jej barwach zdobyli 26 tytułów mistrza świata - przyp. red] wykonała nowy kart, a właściwie ramę. Zespołem będzie kierował menadżer Pietro Sassi. Oficjalna prezentacja kierowców nastąpi w grudniu. To będzie prywatny team Roberta Kubicy, oparty na ścisłej współpracy z fabryką.

Jaka będzie twoja rola?

- Na razie żadna. Była wstępna propozycja. Trwają rozmowy. Nie mogę nic więcej powiedzieć, bo zobowiązał mnie do tego Robert.

Nie powiodło Ci się w finale kartingowych mistrzostw Europy?

- W Bradze skończyłem półfinał na trzecim miejscu. Nie dotarłem jednak do finału. Sędziowie zdyskwalifikowali mnie za nieregulaminowe sprzęgło. To wina Parilli. Fabryka zdecydowanie przekombinowała z udoskonalaniem karta. Szkoda, bo planowałem wygraną. Pierwsza trójka była na wyciągnięcie ręki.

Eliminacje w Formule 1 będą spektakularne »

Co by zmieniło zwycięstwo w Portugalii?

- Potencjalni sponsorzy patrzą na kierowcę z zupełnie innej perspektywy. To trochę pokrzyżowało moje plany.

Ponoć menadżerowie dzwonią do twojego taty?

- Zobaczymy jak to będzie. Słyszałem, że mam spore umiejętności. Nie było mowy o konkretach. Koncentruje się na ściganiu.

Startujesz zagranicą od dwóch lat.

- Może nie zabrzmi to patriotycznie, ale to jedyna szansa na rozwój. Startujemy z marszu i nie mamy taryfy ulgowej.

Jak często kontaktujesz się z Robertem Kubicą?

- Bardzo rzadko. Robert jest bardzo zajęty i rzadko bywa w Polsce. Kiedy już zadzwoni, pyta mnie o postępy.

Czego brakuje ci do najlepszych?

- Tylko szczęścia. W kartach mogę startować nawet do 40. roku życia. Jedynym ograniczeniem jest ciężar. Kierowca wraz z kartem nie może ważyć mniej niż 160 kg. Pytanie kiedy będę się w stanie wybić?

Twoim celem jest F1.

- To moje marzenie. Najpierw chciałbym się dostać do Formuły Renault. Jestem bardzo zdeterminowany, potrzebne są pieniądze.

Jak duże?

- W kartach 80 tys. euro wystarczy na cały sezon startów. W Formule Renault potrzeba 300 tys. euro na rok.

Kubica poza finałem... kręgli »

Więcej słychać o twoich osiągnięciach poza krajem.

- W tym roku zająłem ósme miejsce na mistrzostwach świata w Japonii. WSK International Series to jak F1. Gdyby nie spalone sprzęgło, byłbym drugi na torze Suzuki. Jestem trzykrotnym mistrzem Polski.

Nie byłoby sukcesów bez twojego ojca Rafała.

- Bardzo interesowałem się sportami motoryzacyjnymi od małego. Pewnego dnia trafiłem na tor i prawie codziennie tam byłem. Nie byłoby to możliwe bez mojego taty.

Nie masz takiej możliwości jak siostry Radwańskie, które mogą ćwiczyć na kortach w Krakowie.

- W Polsce nie mamy torów i szans na treningi. Wyścigi zajmują mi bardzo dużo czasu. Trzeba jeździć do Włoch. Co mam zrobić? Muszę to jakoś pogodzić.

Zmieniłeś jednak Automobilklub Krakowski na Wielkopolskę?

- W Krakowie nie miałem szans na pomoc. W naszym kraju karty nie są tak popularne jak we Włoszech.

Najlepszy kierowca F1?

- Oczywiście Robert. Poza nim podziwiam Kimiego Raikkonena za dynamiczna jazdę, jeszcze z czasów McLarena.

Oglądałeś na żywo wyścig F1?

- To było kilka lat temu, gdy Robert jeszcze nie startował. Byłem na torze pod Budapesztem. To zupełnie inny sposób przeżywania zawodów niż w telewizji. Bardzo wyraźnie widać styl jazdy każdego kierowcy.

Robert w chwilach wolnych gra w pokera i kręgle. A jakie są twoje hobby?

- Mam na głowie naukę w SMS w Krakowie. Tej samej, którą skończyła Agnieszka i wciąż do niej chodzi jej młodsza siostra, Urszula. Najbliższe testy mam w grudniu, biegam i chodzę na siłownię, żeby nie zaniedbać przygotowań fizycznych.

Jak zareagowali na twoje sukcesy koledzy ze szkolnej ławy?

- Jest trochę większe zainteresowanie, ale bez przesady. Na różnych portalach internetowych zauważyłem sporo złośliwych komentarzy pod moim adresem. Może z zazdrości?

Więcej o: