Sport.pl

Cracovia coraz gorzej gra u siebie

Piłkarze Cracovii wraz z kibicami odśnieżali boisko. Murawa sprzyjała jednak piłkarzom Lecha, którzy wygrali pierwszy raz w Krakowie od 15 lat.
Do ostatnich chwil przed rozpoczęciem spotkania trwało intensywne odśnieżanie boiska. Kilkunastu kibiców łopatami ładowało śnieg na taczki i wywoziło poza linie końcowe. Wykorzystano mały traktor, a w pracach pomagali nawet Sławomir Olszewski i Krzysztof Radwański, rezerwowi piłkarze Cracovii. Mimo wysiłku płyta ledwo nadawała się do gry.

Janusz Filipiak, prezes klubu, nie czuł się winny w tej sytuacji: - O godz. 14 w sobotę leżało osiem centymetrów śniegu, nie można było użyć ciężkiego sprzętu. Ogrzewanie murawy niewiele mogło pomóc, bo nie jest w stanie roztopić takiej warstwy.

Gospodarze przystąpili do meczu w składzie, który tydzień wcześniej odniósł zwycięstwo w Zabrzu. Trener Artur Płatek zamienił tylko pozycje - Sławomir Szeliga został lewym obrońcą, a Marek Wasiluk biegał w pomocy. Ten pierwszy rozegrał najlepsze spotkanie od przyjazdu do Krakowa.

Na śliskiej murawie od początku lepiej radzili sobie poznaniacy. Już po kilkudziesięciu sekundach kombinacyjną akcję całego zespołu mógł sfinalizować Jakub Wilk. Uderzenie w polu karnym minęło słupek bramki Cracovii.

Gospodarze szukali szansy w strzałach z dystansu. W dziewiątej minucie Paweł Nowak oddał pierwszy i - jak się później okazało - ostatni celny strzał. Największe zamieszanie spowodował bramkarz Lecha, kiedy zupełnie niepotrzebnie wybiegł daleko za pole karne. Dla porównania goście zapisali na koncie dziewięć uderzeń w światło bramki.

Nieliczne ataki Cracovii znakomicie rozbijał Manuel Arboleda. Kolumbijczyk rządził i dzielił w obronie i był pierwszoplanową postacią na boisku. Dopiero pięć minut przed końcem pierwszej połowy Kamil Witkowski (w poprzednim meczu z drużyną z Poznania zaliczył hat trick) po raz pierwszy ograł stopera Lecha, ale efektem był tylko rzut rożny. Nieco wcześniej napastnika Cracovii w porę zablokował Ivan Djurdević.

Bliżej zdobycia gola byli jednak goście. Z najbliższej odległości Cabaja nie byli w stanie pokonać Sławomir Peszko (w 25. minucie) i Robert Lewandowski (w 42. minucie).

W przerwie zmarzniętą publiczność próbowały rozgrzać cheerleaderki Cracovii, które mimo śniegu i zimna tańczyły na murawie. W szatni obaj trenerzy przekonywali swoich podopiecznych, że pierwszy gol rozstrzygnie spotkanie. Tymczasem po zmianie stron piłkarze walczyli z wiatrem i coraz mocniej sypiącym śniegiem.

Z pogarszającej się pogody nic sobie nie robili poznaniacy, raz za razem stwarzając sobie klarowne okazje do zdobycia bramki. Strzały Hernana Rengifo i Grzegorza Wojtkowiaka bronił z dużym szczęściem Marcin Cabaj.

W 70. minucie sędzia przerwał spotkanie i nakazał odśnieżenie linii pomalowanych dla lepszej widoczności na różowo.

Kto wie, jak potoczyłby się mecz, gdyby w 78. minucie Dariusz Pawlusiński wykorzystał sytuację sam na sam z Ivanem Turiną, ale piłka po jego uderzeniu trafiła tylko w boczną siatkę.

To jednak bramkarz Cracovii musiał wyjmować piłkę z siatki. Za linią boczną leżał kontuzjowany Szeliga. Wojtkowiak daleko wyrzucił piłkę z autu, podanie przedłużył głową Peszko, a do piłki dopadł na 16. metrze Djurdević. Mocny strzał Serba z lewej nogi był nie do obrony. Kilka minut wcześniej strzelec gola omal nie zszedł z boiska po ataku Wasiluka. Dla piłkarza Cracovii faul skończył się tylko żółtą kartką.

Trzecia porażka na własnym stadionie zepchnęła zespół z ul. Kałuży na miejsce spadkowe. W piątek ŁKS wygrał nieoczekiwanie z Polonią Bytom i ma punkt przewagi na ekipą z Krakowa.

Lech przełamał niekorzystną statystykę meczów przy ul. Kałuży. Od 2004 roki przegrywał tu cztery razy. Radości nie krył Franciszek Smuda, szkoleniowiec gości. To była jego pierwsza wygrana w Krakowie. Wcześniej przegrywał w roli trenera Lecha i remisował z Zagłębiem Lubin. - Jak będę świętował? Nie wiem, czy dojadę do mojego domu w Skotnikach. Teraz tam jest Zakopane - żartował Smuda.

Cracovia0
Lech Poznań1 (0)
Strzelec bramki: Lech: Djurdević (82.).

Cracovia: Cabaj - Kulig, Tupalski Ż, Polczak, Szeliga (84. Radwański) - Pawlusiński (86. Snadny), Kłus, Wasiluk Ż, Moskała (68. Dudzic ) - Nowak - Witkowski.

Lech: Turina Ż - Wojtkowiak, Arboleda, Tanevski, Djurdević Ż - Peszko (85. Bandrowski), Injac Ż, Wilk, Stilić Ż - Lewandowski (90. Kikut), Rengifo.

Sędziował: Marcin Borski z Warszawy.

Widzów: 3 tys.



0

tyle goli piłkarze Cracovii zdobyli w pięciu ostatnich spotkaniach na własnym boisku

15

tyle lat temu Lech wygrał przy ul. Kałuży. 2 kwietnia 1983 roku pokonał Cracovię 2:0

Dla Gazety: Piotr Polczak, obrońca Cracovii

Walczyliśmy jak równy z równym, choć warunki atmosferyczne były trudne. Szkoda, że organizatorzy nie wykonali zadania i nie przygotowali boiska. Można było to zrobić w Wodzisławiu i innych miastach, a my musieliśmy biegać po ośnieżonej murawie. Nie chodzi nawet o grę czy taktykę, ale o bezpieczeństwo zawodników. Wiadomo, że w takich warunkach łatwo o kontuzję. Ostatni raz grałem w takich warunkach w GKS-ie Katowice przeciwko ŁKS-owi Łomża, ale w pierwszej lidze nie ma podgrzewanych muraw.

Skoncentrowaliśmy się na kryciu napastników, a gola zdobył obrońca. To jest właśnie wielkość Lecha, który ma klasowych zawodników na każdej pozycji. Trzymaliśmy się do 80. minuty, ale chyba coś w tym jest, że z czasem nie wytrzymujemy tempa. Może brakuje sił albo koncentracji. Tego nie da się w trzy tygodnie nadrobić, ale zostały dwa mecze i powalczymy o komplet punktów. Dobrze, że chociaż robimy składne akcje i atakujemy kilkoma zawodnikami.

Powołanie do reprezentacji? Cieszę się. Wiadomo, że jak zawodnik wraca po kontuzji, to nie jest w optymalnej formie. To powołanie to jednak miłe zaskoczenie. Cieszy zainteresowanie ze strony sztabu kadry.

not. PJ