PBG jest ostatnie

Po kompromitującej porażce 70:84 z Basketem Kwidzyn, koszykarze PBG Basket Poznań zakończą pierwszą rundę na ostatnim miejscu w tabeli. Chyba, że zdarzy się cud...
Tym cudem byłoby pokonanie mistrzów Polski - Prokomu Sopot za dwa tygodnie. Tymczasem myślenie o wygraniu z drużyną klasy Prokomu jest nie na miejscu. W sobotę poznaniacy przegrali bowiem z Bankiem BPS Kwidzyn, który zajmował ostatnie miejsce i miał tylko jedno zwycięstwo w 11 meczach. Bilans niby podobny do PBG (do soboty miało tylko o jedną wygraną więcej), ale to przecież poznaniacy mają teoretycznie dużo lepszych zawodników: reprezentantów Polski (Adam Wójcik i Wojciech Szawarski), niezłego rozgrywającego (Miah Davis) czy najwyższego gracza ligi (Rafał Bigus). - Nazwiska nie grają. Wójcik na początku grał na świeżości, ale teraz widać, że nie przygotowywał się z nami do sezonu. Szawarski zagrał po urazie i to było widać. Jones też miał przerwę, jedynie McLean zaprezentował się przyzwoicie - mówił trener PBG Eugeniusz Kijewski.

McLean to rezerwowy silny skrzydłowy. Nie miał być gwiazdą PBG, te role są przeznaczone w Poznaniu dla innych zawodników. Pokazał się jednak w kilku meczach z niezłej strony, później złapał kontuzję. Do gry wrócił w środę w Inowrocławiu, po zaledwie dwóch dniach treningów. W sobotę zagrał dobrze - to jego seria ośmiu punktów dała poznaniakom najwyższe prowadzenie w meczu - 33:27 w połowie drugiej kwarty.

Wtedy jednak zaczęło się dziać coś niespodziewanego. Swój koncert rozpoczął Amerykanin z Kwidzyna - Tony Weeden. Trafił dwa razy za 3 pkt (35:35), mimo że miał przed sobą wyższego o 11 cm Joela Jonesa-Camacho. - To typowy strzelec - tłumaczył Portorykańczykowi Kijewski, który od razu zmienił Jonesa. Tyle że żaden gracz PBG nie był w stanie upilnować Weedena. Ten rzucał jak w transie i nieistotne było, czy pilnuje go Marcin Flieger, Miah Davis czy Jan Mocnik. - Oni rzucali nawet z ośmiu metrów i wpadało, piłka odbijała się jeszcze o deskę. Jak wtedy wygrać? - zastanawiał się Wójcik. W kluczowej trzeciej kwarcie goście trafili siedem rzutów za 3 pkt na 11 oddanych (Weeden 4/6). W 28. min przewaga Kwidzyna pierwszy raz sięgnęła 15 pkt (było 49:64). Ostatecznie poznaniaków dobił... Weeden, który w 38. min trafił z blisko dziewięciu metrów - był to rzut w ostatniej sekundzie akcji, a piłka odbiła się jeszcze o tablicę. A poznaniacy? Sprawiali wrażenie kompletnie zagubionych. W końcowych minutach Davis popełnił błąd kroków, a Bigusowi pod własnym koszem - a był tam sam - piłka spadła na nogę i wyleciała poza boisko. - Bardzo chcieliśmy wygrać, ale coś chyba mamy w głowach zakodowane. Musimy się przełamać - mówił Wójcik. - Oni potrzebują zwycięstwa, wtedy odżyją psychicznie - stwierdził Kijewski.

Jego trenerski pojedynek z Andrejem Urlepem był smaczkiem meczu. Obaj szkoleniowcy zdobyli 10 z ostatnich 11 tytułów mistrzowskich. Tym razem spotkali się w pojedynku na dnie ligi. - Tak to już jest, raz walczysz o mistrza, raz o utrzymanie się. Najgorzej jest wtedy, gdy nie walczysz o nic - mówił Urlep. I chwalił swój zespół: - W ataku zagraliśmy znakomicie. Trzynaście trójek przy 50 proc. skuteczności, to coś wspaniałego.

PBG Basket Poznań - Bank BPS Kwidzyn 70:84 (14:19, 23:20, 18:28, 15:17)

PBG Basket: Wójcik 17 (1x3), Davis 9, Bigus 8, Jones-Camacho 6, Szawarski 6 (1x3) oraz McLean 17 (1x3), Mocnik 3, Mowlik 2, Flieger 2, Metelski 0.

BPS Kwidzyn: Weeden 31 (7x3), Tica 16 (1x3), Dixon 6, Garner 6 (2x3), Dąbrowski 0 oraz Kuebler 11 (3x3), Hyży 9, Lubeck 4, Puncewicz 1, Mielnik 0, Potulski 0.