PLK: Polpharma ciągle wygrywa

Jest rewelacją ligi, choć pół roku temu z niej spadła. Dzika karta, zgrany skład i trener Mariusz Karol sprawili, że Polpharma Starogard Gdański ma szansę na półfinał
Pod koniec marca Starogard opłakiwał ostatnie miejsce w tabeli i powrót - po czterech latach gry w ekstraklasie - do I ligi. Dla 50-tysięcznego miasta był to koniec sportu na najwyższym poziomie. Ale Polpharmę uratowała dzika karta, którą Polska Liga Koszykówki wprowadziła w 2003 roku.

- Jeśli nie gralibyśmy w ekstraklasie, zostalibyśmy bez sponsora, który zapowiedział, że pieniądze dostaniemy od niego tylko wtedy, jeśli będziemy grali w PLK - mówił przed sezonem prezes klubu Jarosław Poziemski. - Polpharma nam zaufała i dała drugą szansę. Pomogło także miasto. Dobrą grą chcemy im się odwdzięczyć za zaufanie - zapowiadał Poziemski.

Dzika karta kosztowała 300 tys. zł - na tyle liga wyceniła koszty organizacji meczów zespołu ze Starogardu. Pieniądze wyłożyło miasto, a sponsor - Polpharma - zapewnił gwarancje finansowe na 2 mln zł.

Dziś miasto i Polpharma nie żałują swoich decyzji. Już od pierwszych transferów widać było, że w klubie wyciągnięto wnioski z poprzedniego, przegranego sezonu. Na stanowisku trenera zatrudniono jednego z najlepszych szkoleniowców młodego pokolenia - Mariusza Karola. W poprzednim sezonie 41-letni trener z przeciętnego beniaminka Basketu Kwidzyn (wcześniej wprowadził go do PLK) zrobił zespół walczący o play-off. Teraz razem z Karolem z Kwidzyna do Starogardu przeszło pięciu koszykarzy - Courtney Eldridge, Wojciech Żurawski, Mujo Tuljković, Michael Hicks i Erick Barkley. - Czemu miałem ich nie wziąć, skoro sprawdzili się poprzednim razem? Oni już znają moją filozofię koszykówki i nie trzeba im wszystkiego od początku wpajać - tłumaczy Karol. Trener nie lubi gwiazdorskich popisów, stawia na zespołowość. Lubi spokojną, ustawianą grę w ataku, ale chce też oglądać szybkie ataki napędzane przez amerykańskich rozgrywających.

- Nie ma się co dziwić, że tyle wygrywają. Przecież ten zespół w połowie gra w tym samym składzie już drugi sezon. Zanim inni zdążą się obudzić, to Mariusz pozbiera punkty - mówił po październikowej porażce w Starogardzie były już trener Basketu Adam Prabucki.

W swoich osądach pomylił się nieznacznie. Karol i Polpharma nie tylko zbierają punkty (w sobotę pewnie pokonali 91:68 Kotwicę Kołobrzeg), ale także są w czołówce ligi - mają najmniej porażek! Liderem jest PGE Turów Zgorzelec, który ma o jeden punkt więcej, ale przegrał trzy mecze (m.in. wysoko, 84:64 w Starogardzie). Polpharma uległa tylko mistrzowi Asseco Prokom Sopot - było 80:81 po rzucie równo z końcową syreną. Potem była jeszcze tylko porażka z Atlasem Stal w Ostrowie Wlkp.

Czy Polpharma to obecnie najlepsza drużyna PLK? Trudno ocenić, m.in. dlatego że zespół Karola 8 z 11 meczów rozegrał na własnym parkiecie. Ale zespół ze Starogardu imponuje swoją grą - także jeśli chodzi o rezerwowych. Nawet jeśli słabiej spisują się liderzy - Hicks i Tuljković - to Karol bez wahania sadza ich na ławce, a gra zespołu i tak nie traci wtedy na jakości.

- Nie stawiamy sobie konkretnych celów, chcemy wygrywać jak najwięcej meczów - mówi trener. Jeśli jego zespół utrzyma obecny poziom, to będzie poważnym kandydatem do gry w półfinale.

Efekty dzikich kart

Pierwszy raz miejsce w PLK wykupiła w sezonie 2003/04 Astoria Bydgoszcz. Szefom klubu zależało, aby w 2004 roku, czyli na 80-lecie Astorii, ich zespół grał w ekstraklasie. Bydgoszczanie spędzili w niej trzy sezony. Potem popadli w długi, nie byli w stanie przedstawić gwarancji na 1,5 mln zł budżetu i przed sezonem 2006/07 zostali zdegradowani do III ligi. Dwie kolejne dzikie karty przyznano w 2005 roku - Noteci Inowrocław i Stali Ostrów Wlkp. W przypadku Noteci ten ruch okazał się wielką pomyłką. Drużyna z Inowrocławia z hukiem spadła z PLK, nie odnosząc żadnego zwycięstwa! Dużo lepiej szansę wykorzystała Stal. Ostrowianie po wykupieniu dzikiej karty skończyli sezon na szóstym miejscu. W ekstralidze grają do dziś. Ostatnie dzikie karty sprzedano przed obecnymi rozgrywkami - poza Polpharmą wykupił ją PBG Basket Poznań, który zatrudnił jako trenera Eugeniusza Kijewskiego, w składzie ma m.in. Adama Wójcika, ale na razie zawodzi.