PBG przegrywa, ale mówi: Nie zwolnimy Kijewskiego

W sobotę PBG Basket Poznań przegrał 10. mecz w tym sezonie - 70:84 z najsłabszym w lidze Bankiem BPS Basket Kwidzyn. Trener Eugeniusz Kijewski wciąż ma jednak mocną pozycję.
Andrzej Grupa: Zespół przegrywa mecz za meczem. Czy trener Kijewski może stracić pracę?

Bartłomiej Tomaszewski, dyrektor sportowy PBG: - Nie, jego pozycja jest bardzo mocna. Jeżeli przeprowadzimy jakiekolwiek ruchy kadrowe, to tylko wśród zawodników, ale to po wtorkowej rozmowie z trenerem. Na szczęście mamy teraz dwa tygodnie przerwy - kilka rzeczy da się poprawić.

Macie w składzie Adama Wójcika, Wojciecha Szawarskiego, Miaha Davisa czy Rafała Bigusa, a przegraliście już 10 meczów. Kilka klubów zmieniło trenerów po mniejszej liczbie porażek i nieźle na tym wyszło.

- Ale jesteśmy beniaminkiem i nie wszystko układa się tak, jak trzeba. Mecze z Czarnymi, Turowem, Polonią, Kotwicą czy Sportino przegraliśmy w samej końcówce. Gdybyśmy je wygrali i mieli dziś bilans 6-6, to tej rozmowy pewnie by nie było. Robiliśmy też już pewne roszady w sferze kadrowej, stąd choćby wymiana Baileya na Mocnika.

W Prokomie Kijewski odpierał zarzuty pod swoim adresem, mówiąc, że bronią go wyniki. W Poznaniu nie ma ani ich, ani stylu.

- Prokom miał jednak inny cel i inny budżet niż my. Trener Kijewski miał też innych zawodników. Może teraz potrzebuje trochę czasu na znalezienie się w sytuacji, w której zawodnikom nie wystarczą dwa słowa na zrozumienie jego koncepcji gry.

To jaki jest cel PBG?

- Chcemy się utrzymać w lidze i awansować do fazy pre play-off - 12. miejsce nie jest dla nas nieosiągalne. Mamy jeszcze 14 kolejek i lepszy układ spotkań w rundzie rewanżowej.

Może Kijewski cały czas dąży do celu tymi samymi metodami co kiedyś, a w tym czasie dokonał się pewien postęp?

- Nie sądzę. Trener pracował w takich klubach jak Anwil czy Prokom i walczył tam o mistrzostwa. Ma ogromne doświadczenie. Mój pierwszy sezon w lidze w Lechu Poznań łączy się z pierwszym sezonem pracy trenerskiej Eugeniusza Kijewskiego w Lechu. I widzę, że zmiana jest ogromna.

A nie jest tak, że to trener mający ogromny autorytet w Poznaniu i dlatego jest niezagrożony?

- Powiem tak - osoby trenera Kijewskiego, Tomka Jankowskiego [drugi trener] czy moja pokazują, że to inwestycja przyszłościowa. Jesteśmy z tego miasta, graliśmy w Lechu, bardzo nam zależy, by ta koszykówka się w Poznaniu odrodziła. A po dziesięciu latach przerwy nie jest o to łatwo. Mniej nam zależy na tym, by podejmować jakieś decyzje na szybko i zaistnieć już w tym sezonie. Dla klubu, zarządu i sponsora liczy się przede wszystkim to, co będzie za rok, dwa, trzy lata.