Błaszczykowski: Chcemy poczuć na sobie wyspiarskie łokcie

- Po co ten sparing z Irlandią? Choćby po to, by poczuć na sobie twarde, wyspiarskie łokcie. I sprawdzić się z przeciwnikiem, który biega bez wytchnienia od pierwszej do ostatniej minuty. Mam nadzieję, że będzie na co popatrzeć - mówi Jakub Błaszczykowski pomocnik reprezentacji Polski i Borussii Dortmund.
Irlandia - Polska, czyli grają dublerzy »

Robert Błoński: Rozmowę z panem zawsze trzeba zacząć od pytania o zdrowie.

Jakub Błaszczykowski: Na szczęście nic mnie nie boli. Ostatnio miałem operację nosa, ale nie był to na tyle poważny uraz, że wymagałby dłuższej przerwy. Może to wszystko koszmarnie wyglądało w telewizji - dostałem łokciem w nos, polała się krew. Ale już wszystko dobrze.

W kilku meczach występował pan w specjalnej masce.

- I to było w tym wszystkim najgorsze. Maska bardzo mi przeszkadzała, bo ograniczała pole widzenia. Nie mogłem grać na normalnym poziomie.

Ale podobno FC Liverpool wciąż jest zainteresowany wykupieniem pana z Borussii.

- Nic nie mogę powiedzieć. Z nikim z Anglii nie miałem kontaktu, poza tym dobrze się czuję w Dortmundzie.

Beatlesów słuchać pan lubi?

- Dostałem ich płytę, ale to już nie moje lata, nie moje pokolenie muzyczne. Trudno, bym choć jedną ich piosenkę znał na pamięć. A w sprawie transferu nie chcę spekulować.

W meczu z Irlandią macie okazję, by zatrzeć wrażenie po kiepskim roku reprezentacji.

- Chcemy wygrać, to nie podlega dyskusji. Czujemy potrzebę rehabilitacji w oczach kibiców. Druga sprawa to jak najlepsze przygotowanie do przyszłorocznych meczów eliminacyjnych z Irlandią Płn. Tak mamy dobranych przeciwników - w lutym gramy jeszcze sparing z Walią - by w Belfaście być gotowym na wszystko. Dla mnie ta Irlandia jest trochę lepsza od Północnej, dlatego to świetne przetarcie przed początkiem 2009 roku.

Ale mecz z Irlandią Płn. za pięć miesięcy. Jakie można uzyskać odpowiedzi teraz?

- Choćby poczuć na sobie twarde, wyspiarskie łokcie. Zmierzyć się z grząskim boiskiem tak specyficznym dla Wysp, oraz z przeciwnikiem, który biega bez wytchnienia od pierwszej do ostatniej minuty. Walki będzie mnóstwo. Jestem jakoś przekonany, że w Belfaście to my będziemy mieć inicjatywę, prowadzić grę. Może tylko tym to się będzie różniło od gry tutaj, w Dublinie. Ale zobaczymy.

Miała zagrać najsilniejsza reprezentacja Polski, tymczasem wypadło aż czterech podstawowych zawodników: Boruc, Murawski, Smolarek i Żewłakow. No, może trzech, bo trenerzy mówią, że teraz kadra ma dwóch równorzędnych bramkarzy.

- Będziemy osłabieni w Dublinie, ale to szansa dla tych, którzy dotąd grali mniej. Czasem nieszczęście jednych jest fartem innych.

Dla kadry to był kiepski rok, dla pana - szczególnie ostatnie miesiące - świetny. Zyskał pan status gwiazdy reprezentacji.

- Już mówiłem, że gwiazdy to są na niebie, a nie w reprezentacji Polski. Jestem jednym z kadrowiczów, elementem drużyny. Umiejętności i zdrowie poświęcałem nie dla własnej sławy, ale dla zespołu.

Lubi pan grać z takimi rywalami, jak Irlandczycy?

- Zawsze lepiej grać przeciwko drużynie, która potrafi i lubi grać piłką i w piłkę. Wtedy ma się więcej miejsca na boisku. Ale są zespoły, które wolą biegać niż rozgrywać. Do nich należy Irlandia. Mimo wszystko liczę, że będzie na co popatrzeć w środę.

Zmęczony jest pan już tą rundą?

- Nie. Świetnie się czuję, nie ma nawet na co ponarzekać. Fajnie jest.

Beenhakker stawia na ligowców »