Sport.pl

Irlandia - Polska, czyli zagrają dublerzy

W środę o godz. 21 Polska zagra z Irlandią w Dublinie. Miał być mecz ważny jak o punkty, a drużyna w pojedynku z wyspiarzami miała pokazać zęby. Niestety, zabrakło czterech zębów trzonowych
Trapattoni wystawi młodzież na Polskę »

W tym roku to ostatni towarzyski mecz Polaków w najsilniejszym składzie. Odkąd Polska w niewytłumaczalny sposób przegrała październikowe spotkanie na Słowacji (1:2), wszechobecny jest slogan, że stawką kolejnego pojedynku o punkty - w marcu w Irlandii Płn. - będzie przyszłość Beenhakkera i jego drużyny. Inny wynik niż zwycięstwo nie wchodzi tam w rachubę, bo praktycznie przekreśli szanse na bezpośredni awans do finałów MŚ. Dlatego rywalami Polaków w meczach towarzyskich mają być reprezentacje z Wysp Brytyjskich. Stąd mecz w Dublinie, a w lutym - na zgrupowaniu w Portugalii - przeciwnikami będą Szkoci lub Walijczycy.

Beenhakker zarzekał się, że te chwile, kiedy w listopadzie i lutym będzie mógł mieć wszystkich najlepszych polskich piłkarzy razem, potraktuje ze śmiertelną powagą. Świadczyły o tym powołania. Oprócz Artura Boruca, który poddał się zabiegowi kolana (będzie bronił Łukasz Fabiański), nie było choćby jednego niespodziewanego powołania. Holender wezwał wszystkich najlepszych, Irlandię nazwał takim samym przeciwnikiem jak eliminacyjny, czyli Irlandia Płn. Drużyna, która zagra jutro na Crok Park, miała być możliwie najbardziej zbliżona do tej, którą Holender chciałby ujrzeć za pięć miesięcy w Belfaście.

Życie postanowiło inaczej. Każda z formacji została dotkliwie osłabiona. Drużyna straciła trzy filary w eliminacjach. Obrońca Michał Żewłakow naciągnął mięsień i kapitanem reprezentacji będzie Mariusz Lewandowski. Pomocnikowi Rafałowi Murawskiemu odnowił się uraz mięśnia dwugłowego i piłkarz został w Poznaniu. A skrzydłowy Ebi Smolarek zachorował na grypę i nie ruszył się z Boltonu.

Beenhakker stawia na ligowców »

Żewłakow od lat gra w Europie i pucharach, więc doświadczenie w grze z wyspiarzami ma. Smolarek ma Premier League na co dzień, nawet jeśli nie w meczach, to na treningach. Najbardziej szkoda Murawskiego. Piłkarz Lecha chyba nie zagrał nigdy przeciwko rywalom z Wysp. Nie wie, ile się z nimi trzeba nabiegać, ile trzeba walczyć w piłkarskim zwarciu i jak smakują wyspiarskie łokcie. Obrazowo wyraził się o tym inny ligowiec - Paweł Brożek. Dla wiślaka pucharowe pojedynki z Tottenhamem, obrońcami Kingiem i Woodgate'em były jak trzy spotkania w ekstraklasie.

By przekonać się, czy pomocnik Lecha gotowy jest na walkę do upadłego z wyspiarzami, trzeba będzie zaczekać do lutego. Szansę powinien dostać więc Łukasz Garguła, który staje się wreszcie tak samo ważną postacią dla Bełchatowa, jak był dwa lata temu, kiedy poprowadził zespół do wicemistrzostwa Polski.

Sytuację selekcjonera komplikuje dodatkowo umowa z trenerem Lecha Franciszkiem Smudą. W grzecznej i sympatycznej rozmowie ustalili, że przemęczeni sezonem zawodnicy z Poznania rozegrają w środę maksimum 45 minut. A jest ich w kadrze - mimo braku Murawskiego - aż pięciu. Mają za sobą tej jesieni już ponad 20 meczów w nogach i więcej minut spędzonych na boisku niż gwiazdorzy Premier League.

Do Dublina wybrali się również prezes PZPN Grzegorz Lato, trzech wiceprezesów: Rudolf Bugdoł, Jan Bednarek i Adam Olkowicz oraz członek zarządu Kazimierz Greń - prawa ręka prezesa, organizator zwycięskiej kampanii wyborczej. Oficjele zamieszkali w innym hotelu niż drużyna. Większość sztabu trenerskiego - chyba nie przez przypadek - udała się do Irlandii już w niedzielę.

Wieczorem kadrowicze niemal w komplecie trenowali w Bray na stadionie miejscowych Wanderers (30 km od Dublina). Brakowało Mariusza Lewandowskiego - dołączył do zespołu późnym wieczorem. We wtorek o 19 rozruch na pięknym Croke Park. Na 82-tysięcznym obiekcie ma być komplet kibiców. Ponad połowę wykupionych wejściówek nabyli mieszkający na Wyspach Polacy.