Bałtyk Gdynia na drodze ku II lidze

Piłkarze Bałtyku są faworytem do awansu. Ale mają też problemy - szukają sponsora i liczą, że w końcu zainteresuje się nimi miasto
Bałtyk wygrał rundę jesienną w III lidze bałtyckiej, nad drugimi w tabeli Błękitnymi Stargard Szczeciński ma cztery punkty przewagi. Gdynianie byli zdecydowanie najlepszą drużyną, w pierwszych dziewięciu kolejkach nie stracili bramki. W sumie wygrali 12 spotkań, dwa zremisowali, jedno przegrali. - Słabszy dzień każdemu może się zdarzyć, ale remis w Redzie to wpadka, na którą nie mamy usprawiedliwienia [Orlęta to, z Olimpią Sztum, najsłabszy zespół ligi, mają dwa punkty - red.] - mówi trener Bałtyku Jerzy Jastrzębowski. W najbliższy weekend rozegrana zostanie awansem pierwsza kolejka rundy wiosennej, w której Bałtyk podejmie Olimpię. - Drugiej wpadki nie będzie - zapewnia Jastrzębowski. Jeśli tak się stanie, Bałtyk w dobrych nastrojach będzie się przygotowywał do batalii o II ligę, w której drużyny z całej Polski podzielone są geograficznie na wschód i zachód, a nie tylko na województwa (tak jest w III lidze).

- Jeśli awansujemy, zagramy na szczeblu centralnym i może to spowoduje, że końcu przychylnym okiem spojrzą na nas w mieście - mówi dyrektor klubu Stanisław Rajewicz. - Cały czas przemy do przodu. Jesteśmy dobrze poukładanym klubem, nie ma żadnej partyzantki. Mamy wielu mniejszych sponsorów, ale jedni odchodzą, drudzy przychodzą i nasz budżet jest mocno dynamiczny. Potrzebny nam sponsor strategiczny. Lechii i Arce pomaga w ich wyszukiwaniu miasto, my na razie jesteśmy tej pomocy pozbawieni. Może jak w II lidze będziemy jeździć po całej Polsce i promować Gdynię, to coś się zmieni? Już teraz jesteśmy jednak trzecią drużyną na Wybrzeżu i w najlepszej szóstce, licząc całe Pomorze. To coś znaczy - przekonuje Rajewicz.

Mimo prowadzenia w tabeli, Bałtyk będzie zimą szukał wzmocnień. - Naszą siłą była jesienią gra defensywna. Bardzo dobrze bronił Michał Chamera, a dzięki szerokiej, jak na III ligę, kadrze, nie zaszkodziły nam nawet urazy podstawowych obrońców, jak Marcina Martyniuka czy Łukasza Wróbla. Można się trochę przyczepić do naszej skuteczności, nie strzeliliśmy tyle goli, co Błękitni [rywale zdobyli 12 bramek więcej - red.], ale też specjalnie nie mam co narzekać. W decydujących momentach napastnicy nie zawodzą. Tak było choćby w niedzielę w meczu na szczycie z Błękitnymi, kiedy z ławki wszedł Robert Szudrowicz i strzelił dwa gole - tłumaczy Jastrzębowski.

Działacze lidera zdają sobie sprawę, że pozyskanie wartościowego piłkarza nie jest łatwe. Nie ułatwia tego nawet fakt, że w Arce czy Lechii jest wielu piłkarzy, którzy nie mają szans na grę. - Tych starszych po prostu nie warto brać, bo najczęściej nie mają już motywacji. Chcą skasować po tysiąc czy dwa, a bardziej przykładają się do gry w amatorskiej lidze RedBox. Młodzi są natomiast teraz ulepieni z innej gliny, mają wydumane ambicje i ciężko ich przekonać, że warto spróbować dorosłej piłki w dobrym towarzystwie w niższej lidze. Wielu z tych, którzy nam odmówili, do dziś nie powąchało nawet szatni pierwszego zespołu - tłumaczy Rajewicz.

Na zmianę podejścia liczy Jastrzębowski. - Chcemy normalnej współpracy. Ze swojej strony nie będziemy robić przeszkód, jeśli nasz zdolny piłkarz spodoba się Lechii czy Arce - mówi Jastrzębowski, który zimą nie zabierze zespołu na zgrupowanie. - Większość pracuje lub uczy się, możemy równie dobrze przygotować się na własnych obiektach - tłumaczy.