Ruch wreszcie zwycięski na wyjeździe

Ruch odniósł wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, strzelił też pierwszego gola na obcym boisku. O wygranej niebieskich przesądził gol przywróconego do składu Martina Fabusa.

Polecamy: Ruch ofiarą własnego sukcesu



W pierwszych minutach śmielej poczynali sobie chorzowianie. Pod bramką Bogusława Wyparły było groźnie po indywidualnej akcji Rafała Grodzickiego i kilku centrach Wojciecha Grzyba.

Między 30. a 37. min nawet trzy bramki mogli za to zdobyć łodzianie. Adam Czerkas nie potrafił wykorzystać żadnej z wyśmienitych okazji. Najlepszą zmarnował w 37. min, kiedy w polu karnym ograł Grodzickiego i Krzysztofa Pilarza, strzelił z ostrego konta, ale piłka przeszła wzdłuż bramki.

Tuż przed przerwą bliski pokonania Wyparły był Martin Fabus, ale nie sięgnął piłki głową po zagraniu Grzyba. Zaraz po zmianie stron napastnik i obrońca Ruchu skopiowali swoją wcześniejszą akcję, ale tym razem Słowak nogą nie dał szans Wyparle. Po chwili chorzowianie mieli szansę dobić łodzian, gdyby Pavol Balaz i Marcin Zając byli skuteczniejsi. Pierwszy z nich mając przed sobą tylko Wyparłę, uderzył niecelnie, zaś Zając na 20. metrze ograł łódzkiego bramkarza, a kopnięta przez niego piłka przeleciała obok bramki.

Łodzianie starali się wyrównać, ale wszystkie próby kończyły się na dobrych chęciach. Szanse mieli Gabor Vayer i Adrian Świątek. Ten drugi pod koniec spotkania poradził sobie z obrońcami Ruchu, ale później fatalnie spudłował. Nieskuteczne próby zniechęciły łódzkich zawodników, którym zabrakło też sił.

ŁKS Łódź - Ruch Chorzów 0:1 (0:0)

Bramka: Fabus (49.)

ŁKS: Wyparło - Kaszczelan Ż, Ognjanović, Adamski, Marciniak - Biskup (80. Ostalczyk), Haliti, Drumlak (52. Vayer), Stachowiak - Bartosiewicz (59. Świątek), Czerkas.

Ruch: Pilarz - Grzyb, Grodzicki Ż, Sadlok, Jakubowski Ż - Zając, Scherfchen (87. Adamski), Baran, Balaz (74. Ćwielong) - Brzyski Ż (90. Sobiech), Fabus Ż.

Sędziował: Piotr Siedlecki (Warszawa). Widzów: 3000.



Zdaniem trenera

Bogusław Pietrzak, Ruch: Przed meczem powiedziałem zawodnikom, że kluczem do zwycięstwa będzie jedna bramka. Prowadząc 1:0, powinniśmy grać na luzie, ale cały czas presja wyniku była widoczna. Dlatego nie trafialiśmy w dogodnych sytuacjach. Na szczęście przełamaliśmy naszą fatalną passę wyjazdową. Brakowało nam Remigiusza Jezierskiego, który na przedmeczowym rozruchu naciągnął mięsień dwugłowy.

not. jw