Bundesliga: Stare wraca do Bayernu

Dziesięć minut przed końcem Bayern Monachium prowadził z Borussią Mönchengladbach już 2:0, ale tylko zremisował, tracąc głupie gole
Kiedy na otwarcie sezonu w 2001 roku Borussia Mönchengladbach niespodziewanie pokonała Bayern Monachium, telewizja pokazała, jak szczęśliwy trener Hans Meyer wraz z żoną świętuje wieczorem niespodziewany sukces różowym szampanem. Producenta szampana tak ucieszyła darmowa reklama, która obiegła wszystkie stacje, że posłał trenerowi kilka skrzynek swego produktu. Meyer złożył je w piwnicy i od tego czasu nie miał zbyt wiele okazji po nie sięgać. Bez większych sukcesów zaliczał kolejne kluby, w tym Herthę Berlin i FC Nürnberg, z którą wywalczył wprawdzie Puchar Niemiec, ale i spadł z Bundesligi. W październiku wrócił do Mönchengladbach. I już pierwsza konfrontacja z Bayernem dała mu okazję, by sięgnąć po zapomnianego szampana.

Główna w tym zasługa piłkarzy Bayernu, którzy po raz kolejny w sezonie nie potrafili utrzymać prowadzenia. Bawarczycy, którzy wygrali pięć poprzednich spotkań w Bundeslidze, od początku zepchnęli rywali do defensywy, a w 21. min gola zdobył Luca Toni. Gdy w drugiej połowie na 2:0 podwyższył z karnego Franck Ribéry, wydawało się, że jest po meczu. Ale nie w tym sezonie. Jak w spotkaniach w Monachium z HSV (2:2) i Bochum (3:3) piłkarze Jürgena Klinsmanna stracili dwa kluczowe gole w dwie minuty. Tym razem oba padły po strzałach głową. W 79. min Martin Demichelis nie upilnował Roba Frienda, a chwilę później wyrównał reprezentant USA Michael Bradley po błędzie Jose Sosy. 54. tys. widzów na Borussia-Park oszalało z radości, jakby ich zespół zwyciężył, a trener Mayer mógł poprosić żonę, żeby przełożyła różowego szampana z piwnicy do lodówki. - Wiadomo, że moja drużyna będzie się bronić przed spadkiem. W tej sytuacji ten wynik traktujemy jak pudełko czekoladek - stwierdził Mayer.

- Coś takiego nie powinno się było zdarzyć! - wyrecytował po raz kolejny w sezonie Klinsmann. A Bastian Schweinsteiger rozbrajająco wyznał, że przy 2:0 on i koledzy uznali, że jest już po wszystkim. - Stracone punkty w tym sezonie niczego was nie nauczyły? - pytał reporter. - Kiedy grasz z drużyną jak Gladbach i wszystko ci wychodzi, naprawdę trudno zachować koncentrację - wyznał pomocnik reprezentacji Niemiec. Jego słowa potwierdził w studiu telewizyjnym poprzednik Klinsmanna Ottmar Hitzfeld, którego nazwisko znów skandowali kibice Bayernu. - W końcówkach meczu koncentracja piłkarzy takiej drużyny jak Bayern, gdy gra przeciwko słabym drużynom, jest na poziomie 10-20 procent. Wtedy najczęściej zdarzają się indywidualne błędy jak te, które widzieliśmy dzisiaj - powiedział.

Bawarczycy tracą cztery punkty do przewodzącego w tabeli Bayeru i Hoffenheim. Oba zespoły wygrały po ciężkiej walce - lider w Leverkusen z Schalke 2:1, a beniaminek 3:2 z VfL Wolfsburg (Jacka Krzynówka znów zabrakło nawet na ławce). Dobry mecz w barwach Borussii Dortmund rozegrał Kuba Błaszczykowski. Jego drużyna rozgromiła na Westfalenstadion Eintrach Frankfurt 4:0, a polski skrzydłowy asystował przy golu Tamasa Hajnala w 19. min. Kuba przejął piłkę na prawej stronie, "zaprosił do tańca obrońcę gości, Meksykanina Aarona Galindo" - jak opisał "Kicker", i świetnie dograł do Węgra, pokonał Okę Nikołowa. To właśnie Hajnal był najlepszym zawodnikiem spotkania, asystując przy trzech pozostałych golach. Błaszczykowski zszedł w 73. min.