Sport.pl

Polski debel w Masters Cup. Za rok będzie lepiej

- Żal miesza się z euforią. Przegraliśmy, ale jesteśmy przecież w czwórce najlepszych debli świata - mówią Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski po porażce w półfinale debla
W sobotę rano polscy debliści przegrali w półfinale elitarnego Masters Cup w Szanghaju z amerykańskimi braćmi Bobem i Mikiem Bryanami 4:6, 4:6. Spotkanie było wyrównane, o zwycięstwie najlepszej pary ostatnich lat zdecydowały pojedyncze piłki. W pierwszym secie Polacy pechowo stracili prowadzenie przy stanie 40:15 w dziesiątym gemie przy własnym serwisie. Mike Bryan zagrał decydujący return wprost pod nogi Matkowskiego. W drugim secie Fyrstenberg i Matkowski nie wykorzystali szansy na przełamanie serwisu rywali, co znów zemściło się w końcówce, gdy Amerykanie skutecznie zaatakowali przy podaniu Matkowskiego. - Czujemy niedosyt. Ale mieliśmy zdecydowanie za niski procent skuteczności pierwszego serwisu [tylko 44 proc., przy 83 proc. Amerykanów]. Mecz był do wygrania, ale nie wykorzystaliśmy tych kilku szans. Ale taki jest właśnie tenis, czasem dwie-trzy piłki w kluczowych momentach dzielą porażkę od zwycięstwa - ocenił Mariusz Fyrstenberg. - Po turnieju żal miesza się z euforią. Przegraliśmy, ale jesteśmy przecież w czwórce najlepszych debli świata! Zagraliśmy w półfinale Masters Cup. Za nami świetny tydzień, czujemy się mocni, jesteśmy zadowoleni z postępów, które zrobiliśmy w ostatnich tygodniach. Jeżeli będziemy dalej rozwijać się w tym tempie, to przyszły sezon zakończymy wśród trzech najlepszych par na świecie - podkreśla Fyrstenberg.

Niedzielny finał debla zakończył się niespodzianką, bo faworyzowani Bryanowie przegrali z Serbem Nenadem Zimonjiciem i Kanadyjczykiem Danielem Nestorem 6:7 (3-7), 2:6. Amerykanie stracili na ich rzecz prowadzenie w rankingu deblistów.

Polacy za dwa grupowe zwycięstwa otrzymali czek na 80 tys. dol. (do podziału). Zarobili też 80 pkt do deblowego rankingu ATP Doubles Race i po 200 pkt do deblowego rankingu indywidualnego. To pozwoli im na początku sezonu na jeszcze wyższe rozstawienie w turniejach.

Najważniejsze jest jednak to, co Fyrstenberg i Matkowski podkreślali już przed półfinałem. W tenisie naszej najlepszej pary dokonała się jakościowa zmiana. Polacy znacznie poprawili grę przy siatce, przez co ich tenis nie opiera się wyłącznie na silnym serwisie (chwalił to niedawno Wojciech Fibak). Grają bardziej kombinacyjnie, zaczęli lepiej rozpracowywać rywali. Wszystko to zaowocowało niedawnym zwycięstwem na turnieju z Serii Masters w Madrycie, a także półfinałem Masters Cup. Polacy zaczęli wreszcie wygrywać z najlepszymi parami w meczach o stawkę, co jeszcze dwa lata temu było dla nich nieosiągalne (w 2006 r. na Masters odnieśli same porażki).

W przyszłość mogą więc patrzeć z podniesionymi głowami, tym bardziej że są najmłodszą parą w pierwszej dziesiątce. Mariusz ma 28 lat, Marcin - 27. - Debel jest jak wino, im starszy, tym lepszy. Najlepsze wyniki przychodzą po trzydziestce - mówią Polacy.

Pracy przed nimi jest jednak jeszcze sporo. Ich największym problemem wciąż jest środek sezonu, a szczególnie dobre rezultaty w Wielkim Szlemie. Od dwóch lat nie udało im się przejść ćwierćfinału w największych turniejach. - Zdajemy sobie z tego sprawę. I postaramy się w 2009 r. przełamać także w Szlemie - deklaruje Fyrstenberg.

Liczby deblistów

7

od tylu lat (z małymi przerwami) grają razem w jednej parze

8

turniejów ATP wygrali w karierze

12

razy wystąpili w finałach

30

lat minęło, odkąd Wojciech Fibak po raz ostatni grał na Masters

80 000

dolarów zarobili w ciągu tygodnia występów w Szanghaju

1 600 000

dolarów zarobili wspólnie od początku kariery