Agnieszka Radwańska: Teraz tylko słońce, plaża...

- Nie narzekam. Zarobiłam, co mogłam zarobić, teraz pora na tydzień odpoczynku - twierdzi Agnieszka Radwańska, która wróciła z Turnieju Mistrzyń w Dausze.
Fyrstenberg i Matkowski przegrali w Masters Cup »

Szymon Opryszek: Jakie to uczucie zagrać w gronie milionerek w mieście miliarderów?

Agnieszka Radwańska: W Dausze wszystko było dopięte na ostatni guzik. Miałam swój apartament, samochód i własnego kierowcę. Dostałam potężny pokój hotelowy, chcieli mi dać jeszcze większy, ale podziękowałam. Nie chciało mi się chodzić po jedną bluzkę przez 100 metrów.

Nie stresowało Pani czekanie na nieszczęście rywalki?

- Już po pierwszych meczach, gdy Ana Ivanović bardzo się źle czuła domyślałam się, że wyjdę na kort. Cały czas trenowałam, nie odpuszczałam. Pojechałam jako rezerwowa, ale zdołałam wygrać mecz ze Swietłaną Kuzniecową, zarobiłam 150 tysięcy dolarów. Nie wiem, na co je wydam. Pamiątek zdążyłam nakupić, gdy byłam pierwszy raz w Dausze.

W finale spotkały się Venus Williams i Wiera Zwonariowa, Pani bezpośrednie rywalki w walce o WTA Championships

- To mała niespodzianka, choć obydwie grały bardzo dobrze. Zwonariowa miała świetną końcówkę sezonu. Już po jej pierwszym meczu grupowym widziałam, że bez problemów awansuje do półfinału, bo grała jak natchniona.

Jechała Pani do Dauszy nie tylko z zamiarem gry, ale i negocjacji z władzami federacji na temat nowych przepisów.

- Odbyło się spotkanie, które trwało kilka godzin. O żadnym buncie nie może być mowy. W sumie każda zawodniczka z dziesiątki miała coś przeciwko zasadom narzuconym przez WTA. Niestety, raczej nic się nie zmieni. Najwyżej będą małe korekty.

Na trybunach było chyba mniej kibiców niż w Krakowie na turnieju o puli nagród 100 tysięcy dolarów?

- To nie jest kraj sportowy, więc wieczorami trybuny były puste. Pewnie w Krakowie na meczach Uli było więcej osób. Myślami byłam jednak na polskim turnieju. Cały czas sprawdzałam wyniki siostry. Miała ciężkie losowanie, zagrała dwa maratony.

Dwa lata temu kiedy pokonała Pani w Warszawie Anastazję Myszkinę, to był punkt zwrotny kariery. Czy teraz po zwycięstwie Uli nad Jeleną Wiesniną w Krakowie może być podobnie?

- Raczej nie doszukuję się takich podobieństw. Jesteśmy różnymi zawodniczkami. Urszula wie, że życzę jej wszystkiego najlepszego.

Zarezerwowała Pani bilety na wakacje?

- Wszystko okaże się niebawem. Planuje tydzień roztrenowania. Egipt, plaża, słońce. W końcu.