Europa przyleciała, choć spóźniona

Dziś w Poznaniu - wielka uczta dla kibiców. Lech Poznań rozpoczyna bój w fazie grupowej Pucharu UEFA. Pierwszym rywalem będzie francuski AS Nancy
W tym sezonie Lech Poznań już trzykrotnie podejmował na Bułgarskiej europejskich rywali - najpierw azerski Chazar Lenkoran, potem szwajcarski Grasshopper Zurich, wreszcie Austrię Wiedeń. I każdy kolejny mecz był bardziej niesamowity od poprzedniego. Wygląda zatem na to, że dziś mamy w Poznaniu gwóźdź programu - starcie z francuskim AS Nancy.

O Francuzach mówi się, że są bardzo szybcy. Na pewno jednak nie w powietrzu. Wczoraj ich przylot do Poznania opóźnił się do tego stopnia, że w Lechu zaczęto się zastanawiać, czy aby mecz na pewno się odbędzie w terminie. Francuzi mieli być na Ławicy w środę rano. W południe jednak wciąż tkwili na swym lotnisku w Nancy. Zrobiło się nerwowo. - Spóźniają się, ale to ich problem. My wszystko przygotowaliśmy: murawę do treningu, szatnie, salę konferencyjną - rozkładał ręce wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak. - W razie czego, meczu nie przełożymy. Mowy nie ma. Kibice mają bilety na czwartek.

- A ja tam mogę grać, kiedy sobie Nancy życzy. Może być w piątek, obojętnie - wzdrygał ramionami zaskakująco rozluźniony Smuda. Może podbudowało go to, że władze Lecha nie postawiły mu jako celu wyjścia z grupy. Przynajmniej nie tak artykułował to wiceprezes Kasprzak. - Celem trenera Smudy jest po prostu dobrze wypaść. Pokazać grę, która zadowoli naszych kibiców. Tego oczekujemy.

Lech będzie miał szansę dobrze wypaść przed kibicami, tak jak planowano, dziś o godz. 18.15. Nieco zdyszana drużyna AS Nancy przybyła ostatecznie do Poznania wczoraj po południu. Skończyło się tylko na przesunięciu ich wczorajszego, wieczornego treningu na godz. 19.30.

Smuda i lechici go nie oglądali, nie tylko dlatego, że był zamknięty. Byli już na własnym, krótkim zgrupowaniu, podczas którego mają się wyciszyć, skoncentrować i zapoznać z tym, jak może zagrać francuski rywal.

Smuda znów ma ułatwione zadanie, bo nie musi lechitów motywować. - Sami się nakręcają. Natychmiast zapominają o chorobach czy kontuzjach - mówi. I choć sam, jako trener, nigdy nie potykał się w pucharach z rywalem z Francji, a polskie kluby nie mają dobrego bilansu w pojedynkach z francuskimi zespołami, Smuda mówi: - Kompleksy to pierwszy krok do przegranej. My ich nie mamy, więc nie róbmy z Nancy jakiegoś Realu czy Barcelony. Będzie ciężko, ale to normalne. W końcu to puchary. Dochodząc jednak do fazy grupowej, pokazaliśmy, że mamy dobry zespół.

Wiceprezes Kasprzak: - Mecz z AS Nancy ma dla nas kolosalne znaczenie, może nawet największe w rywalizacji w fazie grupowej Pucharu UEFA. Zwłaszcza psychologiczne. On ustawi naszą sytuację w grupie. Jeśli zakończymy go z dobrym wynikiem, wpłynie on na podejście piłkarzy do następnych spotkań.

Smuda mówi za to tak: - Na tym jednym meczu puchary się nie kończą. Może się okazać, że do awansu z grupy wystarczą cztery punkty. Będziemy ich szukać. Puchar UEFA to jednak dla nas przede wszystkim kapitalny, wymarzony poligon. Właśnie takich meczów, z europejskimi rywalami o stawkę nam trzeba! Dlatego cieszę się, że to nie tylko mecz i rewanż, ale cały cykl, całe rozgrywki grupowe. To nam wiele da.

Do dziś po Poznaniu krąży anegdota o ostatniej rywalizacji Lecha z RC Lens, w Pucharze Intertoto w 2005 r. "Kolejorz" przegrał 1:2 i 0:1, a po starciach z potężnymi, głównie czarnoskórymi gladiatorami z Lens następnego dnia na siłowni stawili się wszyscy gracze Lecha, by dodatkowo poćwiczyć. - W AS Nancy też są takie byczki - mówi Smuda.

Mecz z byczkami z AS Nancy sędziuje Pavel Cristian Balaj z Rumunii (ten, którego gwizdek zakomunikował koniec przegranego 0:1 meczu z Armenią w eliminacjach Euro 2008 czy koniec marzeń Dyskobolii Grodzisk na podbicie Pucharu UEFA rok temu - Balaj sędziował przegrane 0:1, rewanżowe spotkanie z Crveną Zvezdą w Belgradzie). Mecz transmituje TVP2.

Jeśli Lech strzeli dziś gola Francuzom, będzie to tysięczny gol polskiej drużyny w europejskich pucharach.

Kto do kadry

- Nie wyobrażam sobie, aby w sytuacji, gdy gramy tyle spotkań w europejskich pucharach, trener Leo Beenhakker powołał któregoś z graczy Lecha na mecz towarzyski z Irlandią [w Dublinie, 19 listopada - przyp. red.] - mówi trener Franciszek Smuda.

Dziennikarze: - A co, jeśli jednak to zrobi?

Smuda: - Wtedy... nie ma rady. Jestem jednak przekonany, że Beenhakker tego nie zrobi. To by nam nie pomagało w Pucharze UEFA. Zresztą w terminie tego meczu mamy Puchar Ekstraklasy... A to mój ulubiony puchar...

Joanna Dzios, rzeczniczka prasowa Lecha: - Panie trenerze! Proszę się nie zapędzać.

Smuda: - Już dobrze. Przecież nic nie mówię.

PS Wieczorem trener Beenhakker ogłosił kadrę. Są w niej Grzegorz Wojtkowiak, Rafał Murawski i Robert Lewandowski. Dodatkowo na liście rezerwowej znaleźli się Tomasz Bandrowski, Bartosz Bosacki i Sławomir Peszko.