Ray Austin - sylwetka rywala Gołoty

Już w piątek w chińskim Czengdu Andrzej Gołota stanie w ringu z prawie dwumetrowym Rayem Austinem. Większość polskich fanów nie ma wątpliwości, że Andrew łatwo upora się z Amerykaninem i pod koniec roku powalczy o pas mistrza świata wagi ciężkiej. Czekając na pierwszy gong, warto zatem przyjrzeć się bliżej sylwetce rywala Polaka, bo postać to ciekawa i, co chyba ważniejsze, pięściarz o co najmniej klasę lepszy niż Jeremy Bates, Kevin McBride czy Mike Mollo.
Więcej o boksie na bokser.org

Ray Austin wychował się w najbiedniejszych dzielnicach Cleveland. Od najmłodszych lat pięściami musiał walczyć o swoje. "Nie jestem w stanie wyliczyć, ile stoczyłem ulicznych bójek, kiedy dorastałem, ponieważ czasami miałem ich po dwie dziennie. Mój wujek i ojciec także byli bokserami, my zawsze walczyliśmy" - powiedział w jednym z wywiadów. Wujek, o którym wspomniał to Alfred Bolden - bokser zawodowy, natomiast tato, Al Bolden, boksował amatorsko. Ray początkowo skupił się na koszykówce i futbolu amerykańskim. Dopiero w wieku 17 lat pewien incydent zaważył na tym, iż zaczął się zastanawiać nad wejściem do ringu...

"Moim sąsiadem był jeden koleś, trząsł całą okolicą. Wiedziałem, że pewnego dnia przyjdzie kolej i na mnie. Zaczepił mnie. Bałem się trochę, lecz nie mogłem uciec. Znokautowałem go trzema ciosami. Po tym zdarzeniu pomyślałem, że może powinienem zająć się tym sportem." I tak Austin trafił na salkę bokserską. Zaczął bawić się w boks, choć nie traktował tego profesjonalnie, dla niego było to tylko dorywcze zajęcie. Na szczeblu lokalnym radził sobie co prawda nieźle - zdobył dwukrotnie "Złote Rękawice" miasta Cleveland, ale większych wyników jako amator nie osiągnął.

W gronie zawodowców Austin zadebiutował dopiero trzy miesiące przed swoimi 28 urodzinami i nie był to debiut udany. "The Rainman" uległ na punkty po czterech rundach niepokonanemu Charlesowi Hatcherowi, legitymującemu się wówczas rekordem trzech zwycięstw (2 przez nokaut). Hatcher miał za sobą niezłą karierę amatorską i potrafił już naprawdę sporo. Ray tak naprawdę dopiero zaczynał.

"Ja byłem zwykłym ulicznikiem, on już w pełni ukształtowanym zawodnikiem. Przegrałem, ale to mnie tylko zmotywowało do jeszcze cięższej pracy nad sobą. Wiedziałem, że jeśli potrenuję mocno, będę w lepszej formie"- wspomina swój pierwszy występ na ringu zawodowym.

Austin związał się kontraktem promotorskim z Cedriciem Kushnerem i zaczął występować na organizowanych pod jego skrzydłami galach z cyklu "Eksplozja wagi ciężkiej". Przykładał się do treningów i rok po debiucie był już lżejszy o 15 kilogramów. Zaczął wygrywać. W siódmej walce prawym podbródkowym ciężko znokautował Charlesa Younga, a stacja Eurosport wybrała tę akcję jako najlepszy nokaut 1999 roku. Cztery miesiące później Austin znokautował w czwartej rundzie twardego jak skała Cisse Salifa - ta sztuka nie udała się do tej pory żadnemu innemu pięściarzowi, a próbowali m.in. David Tua czy Odlanier Solis. Nie ma więc wątpliwości, że Ray ma czym przyłożyć

Od czasu niefortunnego debiutu "The Rainman" pokonał czternastu rywali z rzędu, jednak w listopadzie 2000 roku przytrafił mu się dość niespodziewana porażka punktowa z Haroldem Sconiersem. Osiem miesięcy później Ray stanął w ringu naprzeciw mocno promowanego wtedy Atilla Levina. Amerykanin był w tamtej walce bliski sprawienia niespodzianki. Pod koniec pierwszego starcia skosił z nóg Szweda lewym sierpem, jednak tego uratował gong. Z biegiem czasu Austin słabł, a Levin zyskiwał przewagę. Były srebrny medalista mistrzostw Europy dokończył dzieła zniszczenia prawym podbródkiem w dziewiątej rundzie. Ray co prawda się nie przewrócił, ale wisiał już bezbronny na linach i sędzia przerwał egzekucję.

Wydawało się już, że chłopak z Cleveland w zawodowym boksie nic już nie osiągnie, jednak nadszedł 13 kwietnia 2002 roku - starcie z należącym wówczas oświatowej czołówki Lancem Whitakerem. Choć w ostatnich sekundach konfrontacji z popularnym "Goofim" Austin był na skraju nokautu, w przekroju całego pojedynku zasłużył zdaniem sędziów na remis, jak się później okazało, od czwartej rundy walcząc ze złamaną prawą ręką. O Ray'u zaczęto mówić coraz głośniej

Amerykanin stoczył siedem kolejnych pojedynków, z których sześć wygrał i jeden zremisował. W kwietniu 2005 roku wyszedł na ring skazany przez niemal wszystkich na porażkę z Larry Donaldem. Donald niespełna pół roku wcześniej wręcz ośmieszył Evandera Holyfielda i był murowanym faworytem do zwycięstwa. Ray tymczasem znów zaskoczył wszystkich i zremisował z Larrym. Zdania specjalistów co do punktacji były podzielone - niektórzy widzieli zwycięstwo znacznie lepszego technicznie Donalda, innym bardziej przypadł do gustu ciągły pressing Austina. Dwóch sędziów typowało remis 114-114, trzeci dał minimalne zwycięstwo Donaldowi 115-113. "The Rainman" piął się w rankingach coraz wyżej.

Na 3 września 2005 roku federacja IBF wyznaczyła pojedynek pomiędzy Białorusinem Siergiejem Liachowiczem i Amerykaninem Owenem Beckiem. Lepszy z tej dwójki miał zostać w najnowszym rankingu wagi ciężkiej sklasyfikowany na drugim miejscu, przybliżając się tym samym do walki o pas mistrzowski. Niespodziewanie tydzień przed pojedynkiem Liachowicz doznał kontuzji, która wykluczała go z rywalizacji. Promotor Don King zaczął szukać następcy. Bezskutecznie, bo żaden liczący się bokser nie chciał podjąć rękawicy rzuconej zaledwie siedem dni przed galą. Żaden poza Austinem. Ray wyszedł do ringu i pokonał Becka stosunkiem głosów dwa do jednego (115-113, 117-111, 113-115). Tym sposobem pod koniec 2005 roku znalazł się na drugiej pozycji rankingu federacji IBF.

1 kwietnia następnego roku Ray, jak nakazuje tradycja i "prima aprilis", zrobił komuś psikusa. Tym kimś był Jeremy Bates, którego Austin zastopował w drugim starciu. W kontekście piątkowej gali w Czengdu jest to o tyle ważna walka, że Bates to jedyny bokser, z którym spotkali się zarówno Austin jak i Gołota. Wynik tego korespondencyjnego pojedynku jest remisowy - obaj wygrali przez techniczny nokaut w drugiej rundzie. W lipcu tego samego roku Amerykanin skrzyżował rękawice z podbijającym świat Sultanem Ibragimovem, a stawką konfrontacji miała być pozycja oficjalnego pretendenta do tytułu International Boxing Federation. Faworytem wydawał się być Sultan, ale tym razem nikt już nie przekreślał szans Austina.

Ostatecznie walka okazała się trudna w ocenie - jedni uważali, że minimalnie lepszy był Ibragimow, drudzy stawiali na Austina. Sędziowie także nie byli jednomyślni i wypunktowali remis. Po pojedynku wiele kontrowersji wywołała sytuacja z siódmej rundy, kiedy to Ibragimov znalazł się na deskach, ale sędzia ringowy, Tommy Kimmons, uznał wywrotkę Rosjanina za poślizgnięcie. Powtórki telewizyjne pokazały, że Sultan rzeczywiście się poślizgnął, ale jednocześnie został trafiony przez Austina. Obóz Ray'a z Donem Kingiem na czele złożył oficjalny protest do włodarzy IBF (wedle przepisów zawodnik liczony po nokdaunie traci punkt na kartach sędziowskich), który został rozpatrzony pozytywnie.

Wyniku walki co prawda nie zmieniono, ale Austina ogłoszono pretendentem do tytułu mistrzowskiego. I tak oto człowiek ze slumsów Cleveland miał stanąć do "walki życia". Czekało go nie lada wyzwanie, bo na ringu w Niemczech czekał na niego lider wagi ciężkiej, Władimir Kliczko.



Piątkowy rywal Gołoty był przed starciem z ukraińskim czempionem pewny siebie. Na ostatniej konferencji prasowej powiedział m.in.: "Ludzie stawiają na niego (Kliczkę), ale mi to na rękę. Zawsze kiedy stawiano mnie na straconej pozycji, wygrywałem. Mieliśmy się już bić cztery lata temu, ale oni wybrali propozycję Corrie Sandersa. Wszyscy pamiętamy jak to się skończyło (Kliczko przegrał w drugim starciu - przyp. red.). Jestem pewien swojej wyższości. On jest dobrym bokserem, ale nie ma mocnej szczęki i takiego serca do walki jak ja. Znokautuję go."

Rzeczywistość okazała się dla Ray'a brutalna. Po pierwszej rozpoznawczej rundzie, w drugiej Kliczko złapał go przy linach krótkim lewym sierpem. Austin się pochylił, ręce zostawił opuszczone, a Władimir poprawił jeszcze trzema kolejnymi sierpami i było po wszystkim. Sen o zdobyciu mistrzostwa świata trwał zaledwie 4 minuty i 23 sekundy.

Załamany bokser zrobił sobie długą przerwę. Myślał nawet poważnie o zakończeniu kariery. Don King "reaktywował go" jednak ciekawą propozycją stoczenia pojedynku z Andrzejem Gołotą. Ray nie wahał się długo i przyjął ofertę. Zapowiedział za to, że jeśli Polak go pokona, on zawiesi rękawice na kołku. Gołota zresztą mówi to samo, dla obu więc będzie to walka o wszystko. Austin potraktował sprawę śmiertelnie poważnie i mając na uwadze swoja półtoraroczną przerwę w startach, z marszu wziął walkę "na przetarcie" z solidnym Domonikiem Jenkinsem. 27 września Austin pokonał go jednogłośnie na punkty po ośmiu rundach. Teraz zapowiada nokaut na Andrzeju, miejmy nadzieję, że ta sztuka mu się nie uda...