Jak nowy prezes rozdawał karty, czyli Lato i Greń proszą do pokoju zwierzeń

- W kuluarach usłyszałem, że nie można na mnie głosować, bo jestem z Wrocławia, a we Wrocławiu przecież zatrzymują - mówi Jerzy Koziński, niedoszły wiceprezes PZPN.
Drzewicki: PZPN znów napluł społeczeństwu w twarz »

Zarząd Laty - kuriozum »

Michał Karbowiak: Czuje się pan przegrany?

Jerzy Koziński, prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej: Nie. Raczej czuję się oszukany przez moich byłych kolegów. Jeżeli miałem wcześniej na piśmie poparcie 15 z nich ze związków wojewódzkich, miałem prawo oczekiwać, że mnie wybiorą. Wszystko przez to, że żaden z przedstawicieli Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej nie poszedł na raut, który dzień przed wyborami organizował w hotelu Hetman Grzegorz Lato. Uznaliśmy, że ustawianie wszystkiego przed zjazdem i pójście tam byłoby nie w porządku. Okazało się jednak, że kto nie przyszedł, to wróg, i należy go skreślić. Podobno Lato i Kazik Greń (prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej) prosili do pokoju zwierzeń, gdzie trzeba było deklarować bezwzględną lojalność wobec nich. Po tym spotkaniu wszystko było jasne.

Oczywiście na samym zjeździe nikt mi o tym nie powiedział i dlatego zdecydowałem się kandydować. Dostałem 50 głosów na wymaganych 54. Koledzy, którzy deklarowali, że mnie poprą, tego nie zrobili. To chamstwo i oszustwo. Przy wybieraniu kolejnego kandydata na wiceprezesa ds. piłkarstwa amatorskiego oprócz mnie trzech kolegów - Stefan Antkowiak, Edward Potok i Eugeniusz Nowak - wyszło z sali w ramach protestu. Reszta wybrała byłego posła Samoobrony Jana Bednarka.

W kuluarach słyszałem też, że nie można na mnie głosować, bo jestem z Wrocławia, a tam przecież zatrzymują. Poza tym z Wrocławia jest wicepremier Grzegorz Schetyna, a dodatkowo ja kolaboruję z dziennikarzami, którzy nieprzychylnie piszą o związku - Arturem Brzozowskim z "Gazety" i Antonim Bugajskim z "Przeglądu Sportowego".

Mogłem wprawdzie kandydować do zarządu, ale tego nie zrobiłem, bo to nie jest zarząd moich marzeń.

Dlaczego?

- Ja tam może naliczę z czterech ludzi, którzy mogą coś zrobić dla polskiej piłki. Jest raczej wiele osób, których tam być nie powinno, ale o nazwiskach nie chcę mówić. W każdym razie na pewno nie wybrano tam najmądrzejszych. Jestem pewien, że ten zarząd nie zrobi nic. W kuluarach można było też usłyszeć, że dobrze, jak czegoś nie zepsuje. Zresztą nie dotrwa on do końca kadencji.

Złośliwi powiedzą, że przemawia przez pana gorycz porażki.

- Wiem, że tak będzie. Ale to nieprawda. Mój czas w PZPN się skończył. Będę się starał szukać młodych i operatywnych ludzi, którzy mogliby pomóc związkowi, oraz pracował nad tym, by poprawić mechanizmy, które pozwolą tym ludziom działać w zarządzie. Może uda się coś ulepszyć w następnych wyborach.

Na kogo pan głosował ?

- Na Zdzicha Kręcinę.

Obiecał panu posadę wiceprezesa?

- Nic mi nie mógł obiecać, bo akurat wiceprezesa ds. piłkarstwa amatorskiego wybierają przedstawiciele związków wojewódzkich. On nie jest polecany przez prezesa.

Głosowałem na Zdzicha, bo uważam, że mógłby coś zmienić - zna języki, jest dobrym menedżerem, dobrze do tej funkcji przygotowanym. Zbyszek też mógłby coś zmienić, ale on nie jest lubiany przez środowisko, więc gdybym zagłosował na niego, zmarnowałbym głos.

Wie pan, że tym wywiadem pójdzie pan na wojnę z nowymi władzami PZPN.

- Wiem, ale prawdy nie można się obawiać.

Oni będą rządzić polską piłką: Prezes Grzegorz Lato » i Kaziemierz Greń »

Czytaj na blogach Sport.pl

Dariusz Wołowski: Zarząd Laty - kuriozum »

Robert Błoński: Nowy PZPN, czyli świeży beton »