Trener Cracovii boi się kibiców Jagiellonii

- Chcemy grać systemem 4-3-3 tak agresywnie, jak dwa lata temu prezentowała się Chelsea Londyn - przedstawia swoją filozofię gry Artur Płatek, trener Cracovii. W niedzielę (godz. 16.45) jego zespół gra w Białymstoku


Ligowy debiut będzie szczególnym meczem dla nowego szkoleniowca "Pasów", bo Jagiellonia była ostatnim klubem, który prowadził w Polsce. 26 kwietnia po szóstej porażce z rzędu został zwolniony. - Dużo mnie to nauczyło. Popełniłem błąd, bo powinienem odejść z klubu już w styczniu - przyznaje Płatek.

Po bezbramkowym remisie w Odrą Wodzisław Cracovia zamierza zrobić wszystko, by opuścić ostatnie miejsce w tabeli. Nie będzie to łatwe, bo zespół czekają teraz dwa mecze wyjazdowe (z Jagiellonią i GKS-em Bełchatów). Na razie jednak w obozie krakowian zapanowała radość po wygranej z ŁKS-em w Pucharze Polski. Płatek jednak szybko ostudził optymizm. - Graliśmy piłkę plażową.

Jednak po obejrzeniu na żywo środowego meczu Legia - Jagiellonia w PP szkoleniowiec zmienił zdanie. - Na to spotkanie nie dało się patrzeć. To była Copacabana [plaża w Rio de Janeiro - przyp. red.] razy trzy. To o tyle smutne, że grał wielokrotny mistrz Polski - podsumował trener Cracovii. O porażce Jagiellonii zadecydowały dopiero rzuty karne. W ligowej tabeli rywale mają jednak trzy punkty przewagi nad krakowianami.

Z wyprawy do Warszawy Płatek przywiózł kilka ciekawych wniosków, m.in. dowiedział się, w jaki sposób rywale przechodzą z obrony do ataku. Poza tym szkoleniowiec zna sześciu zawodników ze składu białostoczan na czele z Igorem Lewczukiem.

Trener najbardziej obawia się głośno dopingujących kibiców. Wiosną w Białymstoku żegnało go aż tysiąc fanów. - To 12. zawodnik Jagiellonii - przyznaje Płatek.

W niedzielę w składzie Cracovii zabraknie Marka Wasiluka i Dariusza Pawlusińskiego, którzy pauzują za żółte kartki. Ich miejsce zajmą najprawdopodobniej Marcin Krzywicki i Piotr Polczak. Środkowy obrońca Cracovii wczoraj tylko biegał wokół boiska i sam przyznał, że wiele mu jeszcze brakuje do pełnej dyspozycji. Dlaczego trener zamierza zabrać nie do końca zdrowego piłkarza? - Mam siedem ważnych meczów przed sobą i potrzebuję zgranego kolektywu. Piotrek musi uczestniczyć w budowaniu atmosfery w szatni, gdzie jeden da się pociąć za drugiego - argumentował Płatek.

Zresztą szkoleniowiec twierdzi, że to on zaproponował kandydaturę Polczaka Leo Beenhakkerowi, trenerowi reprezentacji Polski, przed towarzyskim spotkaniem z Ukrainą. Płatek wróży młodemu stoperowi lepszą karierę niż ta Tomasza Wałdocha.

Pod nieobecność Wasiluka lukę na lewej obronie zapełni Krzysztof Radwański. To jednak nie jest największy problem szkoleniowca. - Im głębiej w las, tym ciemniej. Obrona jest w miarę stabilna, defensywni pomocnicy też, ale dalej jest już tylko gorzej.

Do grudnia w sztabie trenerskim nie będzie zmian. Zostaje Bartłomiej Zalewski, trener przygotowania fizycznego. Do końca roku Płatek zamierza dokładnie przyjrzeć się też wszystkim zawodnikom. - Drugiej szansy nie dostaną - zapowiedział w szatni. Płatek zwrócił uwagę również na krzywe boisko treningowe przy ul. Wielickiej. - Zęby można sobie na nim wybić - narzekał szkoleniowiec.

Po czwartkowym treningu Płatek spotkał się z Januszem Filipiakiem, prezesem klubu. Rozmawiali o szansach na utrzymanie drużyny w ekstraklasie i o perspektywach pracy z młodzieżą.

Wczoraj piłkarze pierwszej drużyny mieli wolne, ćwiczyli tylko rezerwowi. - Największe zmęczenie jest drugiego dnia po meczu - wyjaśniał decyzję Płatek, po czym jeszcze raz zaznaczył, jak ważna jest chemia w zespole. - To tak jak z kobietą, najlepiej jest na pierwszym i drugim spotkaniu. Jeżeli jednak mamy klękać w Białymstoku, to lepiej nie jechać w tak daleką podróż.