Hala AWF nie dla siatkarek AWF

Siatkarki AZS AWF Poznań nie mogą trenować na hali AWF. To dlatego że ich zespół miał przecież nie istnieć. A bez treningów trudno liczyć na dobre wyniki - dotychczasowe mecze akademiczki przegrały do zera


Sytuacja, jaka powstała wokół zespołu siatkarek AZS AWF jest doprawdy absurdalna. Zawodniczki trenera Wojciecha Lalka trenują bardzo nieregularnie. - Przed niedzielnym meczem z Remagum Mysłowice udało mi się przeprowadzić trzy treningi. Przed spotkaniem z Sokołem Chorzów nie mieliśmy żadnego - mówi trener Lalek.

AZS AWF nie jest bowiem w ogóle uwzględniony w rozpisce nowej hali AWF przy ul. Droga Dębińska. Hali zbudowanej właśnie na potrzeby siatkówki. Dlaczego tak się stało? Dyrektor AZS AWF Józef Ślusarek wskazuje na menedżera hali. - On nie czuje sportu, nie jest przychylny i utrudnia sprawę - mówi. Menedżer Krzysztof Grolewski, który wygrał konkurs na zarządzanie halą, widzi to jednak kompletnie inaczej. - Ja jestem nieprzychylny? W lipcu przyszedł do mnie osobiście pan Ślusarek i poinformował, że siatkarska sekcja AZS AWF Poznań została zlikwidowana - mówi. - Faktycznie, nie będę ukrywał, że byłem z tego powodu nawet szczęśliwy. Od razu sprzedałem godziny uwolnione z tego powodu. Chętnych do wynajmowania hali mamy bardzo wielu. Tymczasem trzy tygodnie później, dokładnie 6 sierpnia przychodzi do mnie znów pan dyrektor i mówi, że sekcja jednak będzie istnieć i grać!

Dyrektor Ślusarek mówi, że sytuacja siatkarek faktycznie była niepewna, ale nie było mowy o likwidacji. Menedżer Grolewski sprawdza jednak w notatkach: - Spotkaliśmy się dokładnie 10 lipca i wtedy usłyszałem, że sekcji nie ma. Sytuacja przypominała tę z filmu "Miś", gdy Stanisław Tym żąda od szatniarza płaszcza, choć numerek dał Pawlikowi.

Okazuje się jednak, że nawet wtedy sprawa była jeszcze do odkręcenia. - Gdybym dostał polecenie z AWF, aby znaleźć godziny dla siatkarek, poszukałbym ich. Doszło jednak do spotkania z władzami uczelni i zapadła decyzja, iż zostaje tak, jak jest - mówi Krzysztof Grolewski. - Chodzi o koszty. AWF zaciągnął kredyt, by wybudować te halę. Ona musi zarabiać.

- Nie tyle zarabiać, co nie przynosić za dużych strat - wyjaśnia rektor AWF, prof. Jerzy Smorawiński. - Z siatkarkami powstał problem, ale jego powodem były także sprzeczne informacje, jakie docierały od władz tego siatkarskiego klubu. Najpierw usłyszeliśmy, że go nie będzie. Gdy przyszli do nas, że jednak klub zamierza grać, okazało się, że rozwiązanie podpisanych już umów na wynajem hali byłoby zbyt kosztowne. A innych hal nie ma. Brakuje ich nawet na naszą dydaktykę, dla studentów - informuje rektor.

- Uczelni w ogóle nie stać na dofinansowanie klubów na tak wysokim poziomie. Zwłaszcza, że w zespole nie gra de facto zbyt wiele studentek AWF - dodaje prof. Smorawiński.

Z hali AWF korzystają m.in. laskarze, młodzi piłkarze Warty i Lecha, gracze w futsal. Wynajmują ją także zakłady pracy i firmy prowadzące zajęcia z aerobiku. - To są realne pieniądze - mówi Grolewski. Dlatego siatkarki muszą szukać pojedynczych, wolnych godzin. - Staramy się teraz w nie wstrzelić - mówi trener Lalek. - Ustalam to z menedżerami hali co tydzień. Ponieważ nie są to godziny stałe, nie mam na treningach kompletu zawodniczek. One pracują, studiują. Trudno im tak tasować co tydzień swymi zajęciami.

Brak treningów niewątpliwie ma wpływ na wyniki akademiczek, które wszystkie swoje dotychczasowe mecze w I lidze przegrały do zera. - Dopóki piłkarze czy laskarze trenowali na powietrzu, można było szukać wolnych terminów na hali. Teraz jest to coraz trudniejsze - mówi menedżer hali. - Luźniej jest w weekendy, dlatego z meczami AZS AWF nie ma problemu. Z treningami w tygodniu jest jednak kiepsko. Mam jednak wolne terminy od godz. 6. Skoro pływacy mogą trenować o tej porze, dlaczego nie siatkarki...