Sport.pl

PGE Skra wygrała w Olsztynie

Nie sztuką jest wygrać będąc w dobrej formie. Klasę drużyny poznaje się wtedy, gdy radzi sobie, kiedy nie wszystko układa się tak, jak powinno. PGE Skra pokazała w Olsztynie, że ma w składzie znakomitych zawodników, lepszych od rywali. I dlatego zdobyła trzy punkty
Bo mistrzowie Polski zagrali słabo, oczywiście jak na swoje ogromne możliwości. Popełnili mnóstwo błędów, słabo przyjmowali, częściej niż zwykle mylili się w ataku. Mecz w Olsztynie przypominał ten sprzed dwóch tygodni z Treflem Gdańsk. Wtedy jednak można było wytłumaczyć to inauguracją rozgrywek i związanym z tym stresem. Teraz jednak na boisku stanowczo za wiele było nieporozumień, przez co drużyna traciła okazje do kontr. Chwilami zawodnicy Skry sprawiali wrażenie, jakby pierwszy raz spotkali się dzień przed wyjściem na boisko.

Jeśli chodzi o mankamenty, to wciąż problemem jest zgranie Miguela Angela Falaski ze skrzydłowymi, zwłaszcza Mariuszem Wlazłym i Bartoszem Kurkiem. Hiszpan w sobotę wypadł słabo. I nie chodzi o pomyłkę, kiedy próbował zaatakować, ale trafił w siatkę. Można było odnieść wrażenie, że za często przedkładał widowiskowość nad efektywność.

Wszyscy interesujący się siatkówką wiedzą, że Wlazły woli atakować z piłek wysokich, bo ze swoją skocznością ma ogromną przewagę nad rywalami. Tymczasem kilka nieskończonych ataków, kiedy zamiast uderzać, musiał przepychać piłkę, to wina zbyt szybkich i za niskich wystaw. Podobnie było z Kurkiem, który wielokrotnie musiał się wręcz ratować, zamiast mocno zbijać. A kiedy dostawał piłkę nieco wolniejszą, ale wyższą, nie dawał rywalom żadnych szans. Ostatni zarzut do Falaski jest taki, że całkowicie zrezygnował z gry z tzw. szóstej strefy, czyli ze środka drugiej linii. W ten sposób ułatwiał przeciwnikom zadanie, zwłaszcza przy rozgrywaniu kontr.

Ale mimo tych minusów PGE Skra potrafiła wygrać z bardzo groźnym rywalem w jego hali. Przecież AZS ma w składzie trzech wicemistrzów świata, świetnego Fina Olego Kunnariego czy coraz lepszego Pawła Siezieniewskiego. Dlaczego? Bo ma lepszych zawodników, którzy swoimi możliwościami indywidualnymi biją przeciwników. Wlazłego można powstrzymywać nawet wiele razy, ale im trudniej, tym gra lepiej. Podobnie Kurek, który w otoczeniu doświadczonych kolegów sprawia wrażenie, jakby przynajmniej tak długo jak oni grał na wysokim poziomie. Falasca nie prowadził gry tak, jak się od niego oczekuje, ale za to świetnie serwował, zwłaszcza w pierwszym secie, kiedy miał trzy asy z rzędu.

W pierwszym secie bełchatowianie wręcz zdemolowali AZS zagrywką. Zaczął Wlazły, kontynuowali Kurek i Daniel Pliński, a zakończył Hiszpan, dzięki któremu przewaga wzrosła z jednego do czterech punktów (21:17). W sumie po serwach Skra zdobyła w tej partii aż sześć punktów. Druga wyglądała podobnie, bo długo prowadzili olsztynianie. Po asie Kurka mistrzowie Polski wygrywali 19:18, ale kilka pomyłek sprawiło, że AZS wyszedł na prowadzenie 24:21 i nie dał się dogonić.

To podbudowało olsztyńskich siatkarzy, którzy grali coraz lepiej. W ataku świetnie spisywali się Siezieniewski, Kunnari czy Wojciech Grzyb. Ten ostatni dodatkowo gnębił zagrywką Murka. Po przeciwnej stronie siatki znakomicie punktował Kurek, który nie dość, że świetnie atakował, to jeszcze powstrzymywał przeciwników blokiem. Końcówka była dramatyczna, ponieważ AZS doprowadził do remisu 22:22. Ale mocniejsze nerwy znów mieli bełchatowianie.

Jednak po kilkunastu akcjach czwartego seta chyba nikt nie przypuszczał, że obędzie się bez tie-breaku. Zawodnicy Skry popełniali błąd za błędem: psuli serwy, dotykali siatki, atakowali w aut. Mimo że sami zdobyli sześć punktów, wygrywali 10:4! Wówczas jednak skutecznie zaatakował Wlazły, a na zagrywkę poszedł Murek. I zaserwował aż siedem razy po rząd. Kiedy się pomylił, jego zespół wygrywał 11:10. Wkrótce było 13:11 po zbiciu i bloku Wlazłego.

Olsztynianom zaczęły trząść się ręce, czego efektem było prowadzenie gości 19:16. Znów jednak dało o sobie znać słabe przyjęcie Murka. Skra straciła aż pięć punktów z rzędu i znów przybliżyła się do piątej partii. Później sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po ataku Grzyba AZS miał setbola, ale wyrównał jego niedawny kolega klubowy Marcin Możdżonek. Na zagrywkę poszedł Wlazły i pokazał, dlaczego jest najlepszym polskim siatkarzem. Dwie bomby zakończyły bowiem mecz.

- Zwycięstwo nie było daleko, ale jak Bełchatów ma choć niewielką przewagę, to się przegrywa - podsumował Mariusz Sordyl, trener AZS.

Teraz w rozgrywkach PlusLigi nastąpi dwutygodniowa przerwa, a 5 listopada PGE Skra zainauguruje Ligę Mistrzów spotkaniem z VfB Friedrichshafen.

AZS Olsztyn - PGE Skra 1:3

Sety: 21:25, 25:23, 23:25, 24:26

AZS: Oczko 1, Kunnari 17, Grzyb 13, Szymański 15, Siezieniewski 11, Kowalczyk 7, Andrzejewski (libero) oraz Józefacki 1, Zagumny

PGE Skra: Falasca 5, Murek 10, Pliński 10, Wlazły 21, Kurek 20, Wnuk 4, Gacek (libero) oraz Dobrowolski, Możdżonek 2, Bąkiewicz