Siatkarki po pierwszym meczu w ekstraklasie

Tak rewelacyjnego otwarcia sezonu nasze siatkarki nie miały w dwóch poprzednich latach. Pokonanie wicemistrzyń kraju może być zwiastunem tego, że w końcu w Białymstoku powstał zespół, który nie będzie musiał rozpaczliwie walczyć w barażach o utrzymanie w ekstraklasie
Przed dwoma laty zawodniczki Pronaru Zeto Astwy AZS Białystok pierwsze zwycięstwo odniosły dopiero w piątej kolejce. W poprzednim sezonie z wygranej cieszyły się w dziesiątej serii spotkań. Tym razem białostoczanki już na inaugurację rozgrywek dopisały do swego dorobku pierwsze trzy punkty. W sobotę pokonały 3:1 we własnej sali aktualne wicemistrzynie Polski Farmutil Piła.

- Na pewno sprawiłyśmy niespodziankę, ale to była też dopiero pierwsza kolejka, a tych spotkań trzeba rozegrać zdecydowanie więcej, aby zakwalifikować się do play off, czyli spokojnie utrzymać się w lidze - mówi białostocka atakująca Izabela Żebrowska.

Na 23-letniej siatkarce opierał się ciężar gry w ataku białostockiej ekipy. Do niej była kierowana większość piłek przez rozgrywające, a ona mocnymi atakami zdobywała punkt za punktem. W sumie uzbierała 19 "oczek" i została wybrana najlepszą zawodniczką spotkania.

- Najważniejsze jest to, że wygrałyśmy - stwierdza Żebrowska. - Oczywiście nagrody indywidualne to miła sprawa, ale nie otrzymałabym jej gdyby cały zespół nie grał dobrze.

Trudno się nie zgodzić z atakującą, gdyż w sobotę białostocka ekipa nie miała w zasadzie słabych punktów. A mając w pamięci katastrofalny występ na ostatnim przedsezonowym turnieju w Mielcu, gdzie białostoczanki w trzech meczach nie wygrały nawet seta, grę zawodniczek w meczu z Farmutilem można ocenić tylko pozytywnie.

- Można powiedzieć, że ten turniej w pewien sposób nam pomógł. Po nim zamknęłyśmy się same, bez trenerów, żadnych świadków i porozmawiałyśmy, że tak grać nie możemy. To nas zmobilizowało - tłumaczy Żebrowska.

Mobilizacja to jedno, a wykonywanie założeń taktycznych to drugie. Białostoczanki bardzo dobrze spisywały się w polu zagrywki. Dokładnie wiedziały, w którą strefę boiska i na którą z rywalek zaserwować piłkę, aby siatkarki z Piły miały problem z wyprowadzeniem akcji. Ponadto bardzo dobrze nasze zawodniczki grały blokiem, jeżeli nawet za pierwszym razem nie powstrzymały rywalek, to po wybloku mogły spokojnie wyprowadzić akcję.

- Od początku tygodnia trener mówił nam, jak mamy grać z zespołem z Piły i przez cały tydzień to trenowałyśmy i wydaje mi się, że wszystkie założenia wykonałyśmy dobrze. Przede wszystkim jednak pokazałyśmy, że naszą siłą jest zespół - uważa Żebrowska. - Oczywiście w naszej grze są jeszcze mankamenty, brakuje nam zgrania, ale nie da się w ciągu dwóch miesięcy przygotowań zrobić wszystkiego. Mam nadzieję, że uda nam się jak najszybciej zakwalifikować się do play off, a potem już w tej fazie pokażemy na co nas stać.

W sobotę przed naszymi zawodniczkami kolejne spotkanie przed własną publiczności. Tym razem zagrają z brązowymi medalistkami z poprzedniego sezonu drużyną z Kalisza. Rywalki białostoczanek, w składzie których podczas przerwy w rozgrywkach doszło do sporych zmian po tym, gdy ze sponsorowania ekipy wycofał się główny sponsor, źle rozpoczęły sezon. W sobotę przegrały 0:3 ze Stalą Mielec.

- W Kaliszu spędziłam ostatnie dwa i pół roku. Na początku miałam pewne miejsce w składzie, ale przez ostatnie dwa sezony byłam rezerwową, ale nie będzie to dla mnie jakieś szczególne spotkanie - wspomina Żebrowska. - Podczas pojedynku nie będzie jednak żadnych sentymentów. Swego pobytu w Kaliszu nie uważam za jakiś stracony czas. Co prawda grałam niewiele, ale miała możliwość trenowania z bardzo dobrymi zawodniczkami, sporo się od nich nauczyła i teraz chyba to procentuje.

Na mecz do Białegostoku zespół z Kalisza przyjedzie już we wzmocnionym składzie. Włodarze klubu, aby poprawić przyjęcie drużyny, postanowili zatrudnić Japonkę Masami Tanakę.