Michał Listkiewicz: Kibice? Wstyd i dramat!

- Wstydzę się za zachowanie chuliganów w biało-czerwonych szalikach, ale winę za burdy na stadionie ponoszą Słowacy, bo sprzedali bilety ludziom, których nie akceptowaliśmy - mówi prezes PZPN.
Słowacy oburzeni zachowaniem polskich kiboli

"Agresja, race i wybuchy na biało-czerwono" - pisze słowacki dziennik "Cas" o burdach wywołanych przez polskich kiboli w Bratysławie. W internecie zamieszcza zdjęcia zakrwawionych policjantów, a także film z zamieszkami w centrum miasta.

Prezes PZPN uważa jednak, że główną winę za zamieszki ponosi strona słowacka.

Zadyma przed meczem ze Słowacją


Eliminacje MŚ: 16 polskich pseudokibiców zatrzymnach na Słowacji »

Jakub Ciastoń: Co pan powie o zachowaniu polskich kiboli w Bratysławie?

Michał Listkiewicz, prezes PZPN: Wstyd, dramat. To były dantejskie sceny. Kamienie, race, demolowanie miasta, ale też załatwianie potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, dzicz, brak słów. Zaatakowano także samochód ze mną i Zbigniewem Koźmińskim. Poszły wiązanki, których nie będę cytował. Ale chcę podkreślić, że w Bratysławie było też dużo prawdziwych kibiców.

PZPN obiecuje od lat, że będzie kontrolował, kto jeździ na mecze wyjazdowe reprezentacji, by do takiego wstydu nie dopuszczać. Zidentyfikujecie teraz przynajmniej tych, którzy weszli na stadion i atakowali policjantów?

- Problem polega na tym, że za to, co stało się w Bratysławie, winę ponosi słowacka federacja. PZPN otrzymał 2418 biletów na swój sektor i sprzedaliśmy je prawdziwym fanom - z klubów kibica, z regionalnych związków i innych stowarzyszeń, które znamy. Mamy ich dane.

Słowacy złamali ustalenia, że nie będą wpuszczać na mecz widzów poza naszą kontrolą, i zaczęli sprzedawać bilety w internecie, a w dzień meczu także w kasie. Widocznie chcieli dorobić, bo ich kibice bojkotują mecze. Na spotkanie dostało się więc w sumie ok. 7 tys. Polaków. Ale część usiadła na innym sektorze, nikt nie sprawdzał ich tożsamości. To oni wszczynali zadymy. Na sektorze z prawdziwymi kibicami odpalono jedynie kilka rac. Za to, o ile sprawa trafi do FIFA, możemy odpowiadać, za resztę nie.

Nie mógł pan ostrzec Słowaków, żeby nie wpuszczać osób poza kontrolą?

- Ostrzegałem. Mówiliśmy, że widzieliśmy w internecie, jak chuligani umawiają się na zadymę i "drugie Wilno". Słowacy nie zareagowali, więc o godz. 17 złożyłem oficjalne pismo do komisarza FIFA, że nie bierzemy odpowiedzialności za ten drugi sektor. Komisarz podpisał nasze pismo. Teraz czekamy na raport delegata. Jeśli słowacka federacja złoży po nim protest, będziemy się odwoływać. Organizacja meczu była tragiczna.

Współpracowaliście z policją?

- Oczywiście. Na miejscu byli nasi policjanci. Dostałem od nich sygnał, że są także w centrum i starają się kontrolować sytuację. Słowacka policja też zareagowała dobrze. Nie powiem o niej złego słowa.

Gdyby Słowacy nie sprzedali biletów, nie byłoby awantur?

- W 2003 r. byłem na finale pucharu UEFA Porto - Celtic w Sewilli. Do Hiszpanii przyjechało 40 tys. fanów Celticu, ale tylko 15 tys. miało bilety na mecz. Reszta oglądała go w centrum i do niczego nie doszło.

- Może dlatego, że Szkoci chuliganów w ogóle nie wypuszczają za granicę. Od lat obiecuje pan, że będą karty kibica reprezentacji, elektroniczne chipy i system identyfikacji fanów. Ciągle go nie ma.

- Ależ jest i działa. Właśnie część kibiców, do których się przyznajemy, miała takie karty. Sęk w tym, że ludzie traktują to na razie jak elitarny klub. Ale obiecuję, że się tym zajmę. Za chwilę przestanę być prezesem, ale dopilnuję, by ten system rozpowszechnić, nawet na emeryturze.

W Anglii żaden chuligan nie wyjedzie za reprezentacją. W dniu meczu musi się stawić na policji. W Polsce to fikcja, w Bratysławie mogło być wielu ludzi z zakazami.

- Trzeba zmienić prawo. I lada moment ma się to stać. Na meczu był minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, rozmawialiśmy na ten temat, zapewnił, że prace nad ustawą są na ukończeniu. W sprawę jest też od dawna zaangażowany wicepremier Schetyna. Nowe prawo ma sprawić, że zakaz stadionowy zacznie być respektowany. Teraz jest tak, że jeśli bandzior w kapturze będzie chciał pojechać na mecz do Bratysławy, to pojedzie.

Buractwo panoszyło się już od południa - o polskich kibolach w Bratysławie pisze na blogu Radosław Leniarski »

Po meczu Polska - Słowacja: Kibole zaatakowali rabina »