Wisła Can-Pack poleciała za Ural po zwycięstwo

Meczem z Nadieżdą w Orenburgu koszykarki Wisły Can-Pack rozpoczynają walkę w Eurolidze. - Ważne, by wyjść z grupy na pierwszym lub drugim miejscu - zaznacza Ludwik Miętta-Mikołajewicz, prezes TS Wisła


Wisła po raz piąty zagra w Eurolidze. Do tej pory krakowianki czterokrotnie odpadły w 1/8 fazy play-off, ale w tym sezonie priorytetem jest awans do najlepszej ósemki.

Mistrzynie Polski w grupie A zagrają z CJM Bourges (mistrz Francji), Halcon Avenida Salamanka (wicemistrz Hiszpanii), Besiktasem Stambuł (wicemistrzem Turcji), MiZo Pecs (wicemistrzem Węgier) i rosyjską Nadieżdą, która debiutuje w Eurolidze. Według Piotr Dunina-Suligostowskiego, wiceprezesa Wisły, wszystkie zespoły poza Bourges są w zasięgu krakowianek (do 1/8 finału awansują cztery najlepsze drużyny z czterech grup).

W Rosji Wisła zagra bez dwóch zawodniczek: Jeleny Skerović (kontuzja stawu skokowego) i Agnieszki Pałki (złamany palec u ręki). Szczególnie dotkliwy będzie brak Czarnogórzanki, która jest podstawową rozgrywającą.

Wisła poleciała do Rosji samolotem czarterowym. - Połączenie regularne wydłużyłoby podróż o kilkanaście godzin - tłumaczył Dunin-Suligostowski.

Orenburg położony jest nad rzeką Ural. W 1954 r. na położonym 215 km od Orenburga poligonie w Tocku armia radziecka przeprowadziła manewry z użyciem bomby atomowej, która była dwa razy większa niż ta zrzucona na Hiroszimę. Jeszcze dziś zachorowalność na raka w Orenburgu jest dwukrotnie wyższa niż wśród ofiar wybuchu elektrowni czarnobylskiej. Orenburg to również jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast w Rosji.

Pozostałe mecze grupy A: Bourges - Besiktas (środa), MiZo - Halcon (czwartek).