ŁKS chce pomocy od miasta

Klub miał zamiar spłacić zaległości wobec miasta pieniędzmi, które dostał za promocję. Niestety, wcześniej zabrał je Urząd Skarbowy. Mimo to szefowie sportowej spółki twierdzą, że sytuacja nie jest dramatyczna.
- Chcemy prosić władze miasta o pomoc, aby klub nie został zlikwidowany - zaapelował Szczepan Miłosz, prezes ŁKS SSA. W czwartek ma dojść do spotkania władz spółki z Krzysztofem Wojcieszkiem, wiceprezydentem Łodzi odpowiedzialnym za sport. - Chcemy przedstawić plan ratowania sekcji piłkarskiej - dodaje Miłosz.

Powodem wizyty w magistracie jest pozew sądowy MOSiR przeciwko klubowi, który od kilku miesięcy nie płaci za korzystanie z obiektów i pomieszczeń na stadionie. Dług sięga już prawie pół miliona złotych. I na to miały zostać przeznaczone pieniądze, jakie rada miejska przekazała ŁKS za promocję Łodzi. To 400 tys. zł, które przez kilka miesięcy nie zostały odebrane. Dlaczego? - Bo potrzeba aktualnych zaświadczeń, że nie mamy zaległości wobec MOSiR, ZUS i Izby Skarbowej - przyznaje Miłosz. Wczoraj przed południem prezes sportowej spółki z al. Unii nie wiedział jeszcze, że dotację z miasta zajął już Urząd Skarbowy, w którym ŁKS ma długi.

Prezes ŁKS SSA liczy na pomoc władz Łodzi. Na czym miałaby ona polegać? Według Miłosza - na renegocjowaniu umowy o korzystaniu z obiektów. Prezes chce też poprosić prezydenta o dwuletnie ulgi za korzystanie z nich. - Z zaoszczędzonych pieniędzy jeszcze przed rundą wiosenną chcielibyśmy wzmocnić zespół piłkarski - zapewnia prezes.

Władze jedynego łódzkiego przedstawiciela w ekstraklasie uważają, że zła sytuacja finansowa klubu to w dużej mierze efekt niekorzystnej umowy z miastem. - MOSiR był powołany do tego, żeby pomagać klubom. A staje się ich grabarzem - uważa prezes ŁKS SSA, który chce też odwołania zarządu stowarzyszenia ŁKS. Powód? Ponieważ zrezygnowało z dzierżawy terenów przy al. Unii, oddając je miastu. - Mam przygotowany nawet wniosek do prokuratury - grzmiał wczoraj Miłosz. - Czekam jeszcze cierpliwie, aby prezes Roman Stępień udostępnił kopię umowy, na podstawie której miasto miało zagwarantować sekcji piłkarskiej nowe boiska do trenowania.

To nie koniec pomysłów Miłosza, bo od nowego roku szkolnego planuje powołać akademię piłkarską. - Mamy sale lekcyjne, dwa boiska, brakuje tylko pieniędzy, aby pomysł wprowadzić w życie - zdradza. Ma nadzieję, że władze miasta będą przekazywać około 90 tys. zł miesięcznie na działalność akademii, w której - wzorem Szkoły Mistrzostwa Sportowego - będzie gimnazjum i liceum. Jak mówił Miłosz, chciałby w tej sprawie również spotkać się z wiceprezydentem Wojcieszkiem.

Według prezesa ŁKS SSA, w klub nie ma w tej chwili nawet zalążka kryzysu. - Może jednak do niego dojść, kiedy nie znajdziemy sponsora albo nie pojawi się chętny do odkupienia części akcji spółki - przestrzega.

Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu ŁKS chciała wesprzeć finansowo firma Sphinx. Nie doszła jednak do porozumienia z szefami spółki, dlatego została sponsorem pierwszoligowych koszykarzy z al. Unii. - Oferowaliśmy duże pieniądze za pakiet kontrolny, ale nikt z nami tak naprawdę poważnie nie chciał rozmawiać - ujawnia Leszek Jezierski junior, który prowadził rozmowy z ŁKS.

Niedawno cześć radnych zwróciła się do prezydenta Jerzego Kropiwnickiego o przejęcie przez miasto udziałów w ŁKS SSA. - Chcemy rozmawiać o tym z władzami miasta - dodaje Tomasz Kłos, menedżer ŁKS SSA.

Według naszych informacji, spółce udało się zgromadzić zaledwie połowę rocznego budżetu. - Wiosną możemy mieć poważne problemy, dlatego już teraz przystępujemy do ratowania klubu - twierdzi jeden z działaczy. - Zmniejszenie obciążeń finansowych klubu i współpraca z władzami miasta mogą doprowadzić do poprawy sytuacji.