Karateka Daniel Iwanek mistrzem świata

Piękny sukces odniósł przed zbliżającym się 30-leciem karate tradycyjnego na Lubelszczyźnie Daniel Iwanek. Lublinianin jako pierwszy Polak został indywidualnym mistrzem świata. Przed 16 laty złoto w drużynie wywalczył jego trener Andrzej Maciejewski.




Szczerze mówiąc, Daniel nie wygląda na giganta - postury raczej skromnej, zawsze uśmiechnięty. Jednak ma olbrzymią wolę walki i wszystko wskazuje na to, że wkrótce będzie jednym z najbardziej utytułowanych polskich karateków. W swojej karierze był już mistrzem Europy, zdobywcą Pucharu Europy, wielokrotnym mistrzem Polski, a teraz w Wilnie został najlepszy na świecie w fuku-go. To taki swoisty dwubój, czyli kata (pokaz) plus kumite (walka). - Bardzo się cieszę z tego sukcesu, to dla mnie spełnienie marzeń, ale tylko sportowych - zastrzega mistrz. - Jeśli chodzi w występ na Litwie, muszę powiedzieć, że bywały już cięższe zawody. Tym razem walczyłem dojrzale, z czego jestem bardzo zadowolony, bo wcześniej często górę brały emocje i mimo dobrej formy nie udawało się. Poza tym teraz omijały mnie kontuzje i byłem dobrze przygotowany. Najwięcej kłopotów miałem w pierwszej walce, gdzie moim rywalem był ważący 150 kg Brazylijczyk. Stoczyłem z nim zacięty bój i udało mi się wygrać. W finale też nie było lekko, bo spotkałem się z Polakiem Piotrem Kulczyńskim. Wygrałem dopiero w ostatnich sekundach dogrywki.

Sukces lubelskiego karateki oklaskiwało wielu polskich kibiców. Na trybunach zasiadła między innymi Daniela dziewczyna, Agnieszka, która jest projektantką mody. Oczywiście zaprojektowała na tę okazję stosowny transparent z imieniem swojego chłopaka oraz namalowanym karateką i wywiesiła go w hali. - Ten doping i transparent mnie uskrzydlił - twierdzi sportowiec. - Chciałbym za to serdecznie podziękować.

Daniel zetknął się z karate w rodzinnym Biłgoraju. Dlaczego wybrałem tę dyscyplinę? - zastanawia się mistrz. - Po prostu uznałem, że to najlepszy dla mnie sport. Pierwszym moim trenerem był Jerzy Szcząchor, a potem, aż do chwili obecnej opiekuje się mną sensei Andrzej Maciejewski. Temu drugiemu zawsze chciałem dorównać, bo to nie tylko znakomity zawodnik i trener, ale także wielka osobowość. Teraz reprezentuję barwy Lubelskiego Klubu Karate Tradycyjnego, którego prezesem jest Maciejewski. Obaj przenieśliśmy się do Lublina. Daniel nie tylko uprawia karate i prowadzi zajęcia z młodzieżą, ale jest studentem Politechniki Lubelskiej. - Mam marzenie związane ze studiami - zdradza. - Chciałbym je skończyć. Aby tak się stało, muszę zdać jeszcze dwa egzaminy. Ufam, że się wkrótce z nimi uporam.

Wygląda na to, że zawodnik całkowicie związał się z naszym miastem. Kupił dom w podlubelskim Marysinie. - Urządzam go w stylu japońskim - mówi z dumą. - A jeśli chodzi o Kraj Kwitnącej Wiśni, mam jeszcze jedno marzenie. Muszę koniecznie pojechać do Japonii, wszak to kolebka karate. Z tego kraju wywodzi się światowy lider tej sztuki walki Hidetaka Nishiyama. Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się tam dotrzeć.

W zasadzie Daniel zdobył już wszystko, co było do zdobycia poza Pucharem Świata. - Trochę dziwnie się z tym czuję - przyznaje skromnie. - Teraz pozostaje zastosowanie się do starej samurajskiej maksymy, która mówi: Zwyciężyłeś, to przyłbicę zaciśnij mocniej, bo przecież walczyć trzeba dalej. Teraz przygotowuję się do Pucharu Europy, który obędzie się w grudniu w Warszawie.

Warto dodać, że w Wilnie świetnie wypadli także inni zawodnicy i zawodniczki lubelskiego klubu. Justyna Marciniak w ko-go kumite zdobyła srebro (w finale uległa innej Polce, obrończyni tytułu Marcie Niewczas z KU AZS Uniwersytetu Rzeszowskiego), a Bartosz Skwarski i Łukasz Urbaniak w en-bu mężczyzna - mężczyzna także zostali wicemistrzami świata.