Fabian Drzyzga: Chcę być lepszy od ojca

- Mam szacunek do starszych kolegów, ale nie jest tak, że wchodzę do szatni i mówię: dzień dobry - mówi 18-letni Fabian Drzyzga, najzdolniejszy polski siatkarz, syn byłego rozgrywającego reprezentacji, obecnie komentatora
Po 1. kolejce PlusLigi: Pieniądze to nie wszystko »

Przemysław Iwańczyk: Polska siatkówka nie dba o młodych »

Przemysław Iwańczyk: To pierwszy twój sezon w dorosłej siatkówce, a już wrzucono cię na głęboką wodę. Kiedy fachowcy zastanawiają się, kto zagra w reprezentacji na mistrzostwach świata w 2014 roku, twoje nazwisko pada najczęściej.

Fabian Drzyzga, siatkarz Domeksu Tytana AZS Częstochowa: Nie odczuwam takiej presji, o mistrzostwach świata za sześć lat w ogóle nie myślę, a w głowie mam jedynie poniedziałkowe spotkanie mojego zespołu z warszawską Politechniką. Cel numer jeden: pokazać trenerowi, że ma we mnie zawodnika, który pociągnie grę całego zespołu i bardzo chce być podstawowym rozgrywającym, a nie tylko rezerwowym.

I zupełnie nie peszy cię to, że widzą w tobie najzdolniejszego siatkarza młodego pokolenia?

- Było wielu zdolnych i nie wszyscy zrobili karierę. Dlatego miło słyszeć te słowa, dziękuję, ale w ogóle nie biorę ich do serca, tylko ostro trenuję.

Podobno masz niepokorny charakterek ojca, a w przypadku rozgrywających to dobra cecha.

- Z tego akurat się cieszę, bo ojciec też był twardym zawodnikiem, który nie dał sobie dmuchać w kaszę. Zmieniać się nie zamierzam.

To co, jako najmłodszy w drużynie wchodzisz do szatni i jak równy z równym rozmawiasz np. z 36-letnim Andrzejem Stelmachem?

- Szacunek do nich mam duży, biorę sobie do serca ich wszystkie rady, ale nie jest tak, że wchodzę do szatni i mówię: dzień dobry. Słucham wszystkich, od każdego można coś wynieść.

Przemawia przez ciebie pewność siebie czy może woda sodowa, jak mówią niektórzy?

- Sodówka mi nie odbiła, a pewny siebie byłem od zawsze. Wierzę w to, co potrafię.

Trudny jest przeskok z juniorskiej siatkówki do tej dorosłej?

- To są dwie różne bajki. Dopiero teraz zetknąłem się z siatkówką na naprawdę wysokim poziomie.

Ciągłe przeprowadzki nie przeszkadzały ci w treningach?

- Nie. Urodziłem się we Francji, po dwóch latach wróciliśmy z rodzicami do Warszawy. Później był Radom, a w szóstej klasie podstawówki przenieśliśmy się do Olsztyna i tam tak naprawdę zaczęła się moja przygoda z siatkówką. Gimnazjum to już Warszawa i MOS Wola, a liceum spędziłem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale. Sporo tego było, ale jak widać, dałem radę.

Ojciec też pomagał ci w treningach?

- Nie, nigdy nie prowadził mnie na zajęciach, ale często obserwował mecze i po nich wspólnie wyciągaliśmy wnioski. Zauważy wszystko: to źle, tamto popraw. Pod tym względem bardzo mi pomógł, za to wielkie dzięki.

Co sobie obiecujesz po nowym sezonie?

- Dać z siebie jak najwięcej i grać. Byle nie siedzieć na ławce.

A jak będzie z wynikami? Częstochowa to w tym sezonie niemal sami młodzi. Nie zabraknie wam doświadczenia?

- Wygląda to obiecująco, w ogóle się nie boję. Mamy przecież obok siebie bardzo doświadczonych ludzi. Andrzeja Stelmacha, Przemka Michalczyka czy Wojtka Gradowskiego.

Kiedy dostaniesz powołanie do kadry np. na Ligę Światową, do rywalizacji z Pawłem Zagumnym również podejdziesz bez kompleksów?

- Nie myślę i nie chcę rozmawiać na ten temat, bo do kadry droga daleka.

Co jest twoją najmocniejszą stroną?

- Jak to co? Rozegranie. Chcę robić jedną rzecz, ale dobrze, tak by przewyższać wszystkich.

I na którym miejscu wśród rozgrywających byś się ustawił?

- Nie, nie, na pewno tego nie zrobię. Przecież nie będę oceniał starszych.

Nie będzie przeszkadzało ci to, że ojciec jest komentatorem? Że będzie patrzył i mówił o tobie surowiej niż o innych?

- Absolutnie. On ma swoją robotę, ja swoją. Mnie nie przeszkadza, co robi tata.

A jaki masz siatkarski cel?

- Jedni mówią, że chcą wyjechać do Włoch, inni gdzieś jeszcze, a ja chcę być lepszy od ojca. Skończę karierę, usiądziemy z tatą i porównamy, kto osiągnął więcej.

Będzie ci trudno. Na 50. urodziny twój ojciec dostał od przyjaciela tablicę z wszystkimi swoimi medalami. Zajęła całą ścianę.

- Nie mówię, że będzie łatwo. Trudna droga przede mną, ale i tak chcę go przebić.

:Krzysztof Ignaczak: Zagrałem jak średniak »